Dożyła 17 lat. Posypała się w ostatnich dwóch tygodniach. W piątek byłam u weta, okazało się w pyszczku ma odleżyny przestała mi jeść (karmiłam ją). Dostała kroplówkę, antybiotyki i inne leki, w niedzielę wydawało się, że idzie ku lepszemu. Niestety w nocy z niedzieli na poniedziałek zaczęła bardzo ciężko oddychać. Nie chciała już nic przełykać (leki w strzykawce z woda jeszcze jakoś weszły, ale jedzenie trzymała w pyszczku). Poleciałam z rana do weta. Okazało się, że badania krwi są bardzo złe (w listopadzie były w porządku). Kreatynina, mocznik, fosfor powyżej norm - "z takimi wynikami to pies powinien nie żyć". Dostała kroplówkę, ale niewiele to dało. Miała już drgawki na tle neurologicznym. Na usg okazało się, że w jelicie jest zwężenie światła, przerost ściany ok 1 cm i zmiana nowotworowa, koło wątroby (wątroba w dobrym stanie) najpewniej z węzłów chłonnych zmiana nowotworowa ok. 4,3 cm. Reszty już nie pamiętam (mam opis). Po rozmowie z weterynarzem.........nie chciałam, aby więcej cierpiała - nie udałoby się jej wyprowadzić z tego zatrucia. Wszystko co można było zrobić to się zrobiło.
Ech..... pusto bez niej, smutno, koty jakieś takie smętne się wydają, blisko mnie trzymają.