BARFny kalkulator dla ludzi
chodzi Ci o kalkulatory i liczydło dla kotów czy kalkulatory dla psów ?Harida5a pisze:czy ja jestem slepy? gdzie jest ulokowany plik z tym kalkulatorem ?
„Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta.”
George Bernard Shaw
George Bernard Shaw
Kalkulator nie będzie ukończony.
Minęło z 6 lat i nic w temacie się nie ruszyło :/ Tak jak napisała Edyta G., na upartego można korzystać z kalkulatora dla psów, mamy podobne wymagania. Resztę musi uzupełnić zdrowy rozsądek i wiedza. Pozdrawiam i przepraszam za robienie nadziei na powstanie takiego narzędzia
Minęło z 6 lat i nic w temacie się nie ruszyło :/ Tak jak napisała Edyta G., na upartego można korzystać z kalkulatora dla psów, mamy podobne wymagania. Resztę musi uzupełnić zdrowy rozsądek i wiedza. Pozdrawiam i przepraszam za robienie nadziei na powstanie takiego narzędzia
Naturalne stało się sztuczne, a prawdę uznano za kłamstwo.
- saphirith1987
- Moderator
- Posty: 464
- Rejestracja: 2014-02-28, 13:41
- Lokalizacja: Włocławek
A może zamiast kalkulatorów, które zawsze będą uniwersalne (dla każdego i tak naprawdę dla nikogo) lepiej iść w kierunku nauczenia słuchania potrzeb własnego organizmu? Po swojej córce widzę jak bardzo zapomniałam mowy własnego organizmu i jak bardzo umiejętność słuchania go jest zakodowana w genach, a później niszczona przez nawyki i opracowania naukowe.
- saphirith1987
- Moderator
- Posty: 464
- Rejestracja: 2014-02-28, 13:41
- Lokalizacja: Włocławek
Oczywiście wsłuchiwanie się w siebie jest ogromnie istotne, tylko ciężko się wyzbyć podejrzliwości - ja się ciągle zastanawiam, czy to, że czegoś mi się chce, to znaczy, że tego mi trzeba, czy że po prostu jestem przyzwyczajona itd. Jakbym miała jeść tylko to, na co mam ochotę, to na śniadanie byłby chleb z masłem, na obiad pierogi, a na kolację ciasto
A co do kalkulatora to bardziej z ciekawości chciałam wiedzieć, jakie ilości poszczególnych składników spożywam w ciągu dnia, tak żeby chociaż móc się jakoś odnosić do zdobywanej wiedzy.
A co do kalkulatora to bardziej z ciekawości chciałam wiedzieć, jakie ilości poszczególnych składników spożywam w ciągu dnia, tak żeby chociaż móc się jakoś odnosić do zdobywanej wiedzy.
Tu warto przypomnieć fakty z czasów kolonizacji ameryki i afryki:
Kolonizatorzy za kawałki cukru nabywali bardzo cenne produkty.
Dla ludzkiego organizmu cukier jest swego rodzaju afrodyzjakiem - zaprogramowane w genach by pierwotni ludzie uzupełniali swoje pożywienie w owoce posiadające w tamtych czasach szereg witamin, minerałów i oczywiście cukrów.
To tak z przymrużeniem oka
Kolonizatorzy za kawałki cukru nabywali bardzo cenne produkty.
Dla ludzkiego organizmu cukier jest swego rodzaju afrodyzjakiem - zaprogramowane w genach by pierwotni ludzie uzupełniali swoje pożywienie w owoce posiadające w tamtych czasach szereg witamin, minerałów i oczywiście cukrów.
To tak z przymrużeniem oka
saphirith1987, przez moment myślałam, że czytam samą siebie

Instrukcja Obsługi Wyszukiwarki THE TRUTH IS OUT THERE
Ja mam to szczęście, że mam dobrego nauczyciela (patrz żywienie małych dzieci) jeszcze nie skażonego złymi nawykami czy czytaniem badań naukowców zmieniających się co jakiś czas i sprzecznych ze sobą.
Co do samego paleo, niskowęglowodanowych diet i itd. - generalnie niby racja, tylko taki "drobny" szczegół, że wtedy ludzie prowadzili "nieco" inny tryb życia: dużo ruchu, stosunkowo mało pracy umysłowej, nie siedzieli przy komputerach itd. - z jednej strony dzięki temu mieli zdrowie inne, a z drugiej - chyba jednak nieco inne potrzeby. Także... całkiem 1:1 nie można trzymać się tego, jak kiedyś ludzie jedli. Poza tym zastanawiające jest, że tak łatwo organizm wytrącić z ketozy,a trzeba się dobrze napocić, żeby do niej wrócić. Wg mnie są dwa największe problemy obecnego żywienia: przetworzone pokarmy i niesezonowość tego, co jemy... latem ludzie mieli dostęp do owoców itp. czyli mogli spokojnie sporo węglowodanów jeść, ale zimą dopóki nie umieli przechowywać żywności to im chyba tylko ketoza pozostawała. Także... czarno widzę zrobienie kalkulatora takiego uwzględniającego wszystko i to dla każdego człowieka z jego stanem zdrowia (100% zdrowy? nawet niemowlaki często już nie są zdrowe obecnie). Ale to tylko moja opinia.
Co do samego paleo, niskowęglowodanowych diet i itd. - generalnie niby racja, tylko taki "drobny" szczegół, że wtedy ludzie prowadzili "nieco" inny tryb życia: dużo ruchu, stosunkowo mało pracy umysłowej, nie siedzieli przy komputerach itd. - z jednej strony dzięki temu mieli zdrowie inne, a z drugiej - chyba jednak nieco inne potrzeby. Także... całkiem 1:1 nie można trzymać się tego, jak kiedyś ludzie jedli. Poza tym zastanawiające jest, że tak łatwo organizm wytrącić z ketozy,a trzeba się dobrze napocić, żeby do niej wrócić. Wg mnie są dwa największe problemy obecnego żywienia: przetworzone pokarmy i niesezonowość tego, co jemy... latem ludzie mieli dostęp do owoców itp. czyli mogli spokojnie sporo węglowodanów jeść, ale zimą dopóki nie umieli przechowywać żywności to im chyba tylko ketoza pozostawała. Także... czarno widzę zrobienie kalkulatora takiego uwzględniającego wszystko i to dla każdego człowieka z jego stanem zdrowia (100% zdrowy? nawet niemowlaki często już nie są zdrowe obecnie). Ale to tylko moja opinia.
Ja też lubię, ale... większość mi nie służy: tzn. arbuzy o ile nie za często mogę jeść i olej kokosowy w małych ilościach oraz kakao/pomarańcze/banany czasami (byle nie za często) oraz imbir i cytryny. Na tym koniec. Reszta równa się katar lub rozwolnienie. Kiedyś niby mogłam - po prostu organizm był tak zajechany, że już nie reagował. Także jemy głównie lokalne i nawet miody kupujemy z odległości nie większej niż 300km od nas. Córka tylko tak może. Ale też ma prawie 3 lata i ani razu nie brała jakichkolwiek leków - a jest alergikiem, który z założenia ma słabszą odporność. Ma kontakt z dziećmi, zwierzętami i dorosłymi ludźmi - i nic jej nie rozkłada na dłużej niż 2-3 dni a i to rzadko. Przechodzi samo (czosnku i cebuli niestety nasz żołądek nie toleruje - podobnie jak surowych pomidorów czy surowych jabłek).
Niby trochę to masakra, ale gdyby nie córka i jej alergie, to bym zapewne wzrok straciła (byłam na dobrej drodze). I żaden kalkulator czy opracowanie naukowe by mi tego nie powiedziało. Dopiero dziecko mnie nauczyło jak obserwować organizm i na co zwracać uwagę (a objawów, że coś nam nie służy może być naprawdę sporo).
Co do pędu do słodkości a szczególnie dzieci - jeśli nie ma się zepsutych kubków smakowych, to warzywa też są trochę słodkie a owoce nawet te niby kwaśne mają słodycz - i właśnie po to mamy pęd do słodkiego, żeby lubić warzywa i owoce, a nie ciasta inne rzeczy z rafinowanym cukrem (generalnie pokarmów przetworzonych powinno się unikać - oleje to też coś przetworzonego, podobnie jak wszelkie słodzidła poza miodem).
Niby trochę to masakra, ale gdyby nie córka i jej alergie, to bym zapewne wzrok straciła (byłam na dobrej drodze). I żaden kalkulator czy opracowanie naukowe by mi tego nie powiedziało. Dopiero dziecko mnie nauczyło jak obserwować organizm i na co zwracać uwagę (a objawów, że coś nam nie służy może być naprawdę sporo).
Co do pędu do słodkości a szczególnie dzieci - jeśli nie ma się zepsutych kubków smakowych, to warzywa też są trochę słodkie a owoce nawet te niby kwaśne mają słodycz - i właśnie po to mamy pęd do słodkiego, żeby lubić warzywa i owoce, a nie ciasta inne rzeczy z rafinowanym cukrem (generalnie pokarmów przetworzonych powinno się unikać - oleje to też coś przetworzonego, podobnie jak wszelkie słodzidła poza miodem).
