Chciałabym Wam wszystkim przedstawić moją drugą juz kotke, Ballantine’s ( tak, wiem, TŻ wybierał imię )

. Całkowicie zgodzę się ze stwierdzeniem, że koty są jak paczka czipsów - cieżko poprzestać na jednym
Zanim się zdecydowaliśmy na jej adopcje przebrnęłam przez cały wątek o dokacaniu, mając na uwadze dobro naszej kotki rezydentki, ale potem Ballantine’s wzieła sprawy w swoje łapki i tak została juz u nas na stałe.
Ale od początku.... Nikita zaczęła wychodzić na dwór w wieku 4 miesięcy, po pierwszych szczepieniach. Bardzo często widziałam ją bawiącą się z na oko młodszym, czarno-białym kotkiem. Był bez obróżki i zdecydowanie mniejszy gabarytowo od Nikity. Często za nią łaził i przybiegał, żeby się bawić, gdy Nikita biegała po ogródku.. W końcu zaczął nawet przychodzić do nas, jak wołalismy Nikitę do domu. Potem nawet wlazł do mieszkania- opustoszył miseczkę Nikity, zamiałczał o więcej i po posiłku wskoczył na kanapę na krótką drzemkę. Od tamtej pory regularnie czekał pod drzwiami, żeby go wpuścić, nakarmić i pobawić się z Nikitą.Ta, mając dość zabawy wychodziła do ogrodu, a mała przybłęda zostawała, pochłaniała wszystko co było możliwe do pochłonięcia z obu miseczek, gramoliła się na kolana i sukcesywnie kradła nasze serducha. Trwało to ponad trzy tygodnie. Czasami zostawała też na noc.
W końcu się poddaliśmy - mała nas zaadoptowała, wiec stwierdziliśmy, że czas to zalegalizować i zawieźliśmy ją to weta, żeby stwierdził 1) co to? 2) w jakim jest wieku? 3) i ruszył z protokołem, czyli testem krwi, pierwszymi szczepieniami, odrobaczaniem. czipem itd.
Okazało się, ze kotka ma już wszczepionego czipa elektronicznego i trzeba było się skontaktować z właścicielem..

Przyjechał, wziął kotkę, która po trzech dniach wróciła pod drzwi i domagała się wpuszczenia głośnymi miałnięciami

Znowu trzeba było dzwonić po właściciela... sytuacja powtórzyła się jeszcze ze trzy razy - kotka za każdym razem wracała pod nasze drzwi. Nikita ją zaakceptowała ganiały się, myły nawzajem uszka...
W końcu spotkaliśmy się z właścicielami, żeby omówić sprawę przeadoptowania, bo jak się okazało kotka była trzymana w piwnicy z możliwością wychodzenia, nie mogła wchodzić do domu, bo ich syn miał uczulenie na kocią sierść, wiec chcieli ją oddać swoim rodzicom lub do schroniska, nie szczepiona, nie odrobaczana...

Zaoferowaliśmy Ballantine’s nasz dom, z pokryciem połowy kosztów podstawowych zabiegów weterynaryjnych.
I tak Nikita ma koleżankę, którą znała wcześniej, z codziennych gonitw w ogródku, tak więc nie było przechodzenia przez te wszystkie etapy separowania, osobnych pokoi, klatek i niepewnosci...
Przepraszam za przydługi wpis, ale chciałam wam opisać, jak można zostać dokoconym w sposób ‘naturalny’ - to zwierze nas wybrało i moze dlatego cały proces przebiegał całkiem łagodnie
