Co do charakteru zwierząt znalezionych albo ze schroniska, to jestem przekonana, ze one doskonale czują, że uratowało im się życie i całym sobą okazują swoją miłość i wdzięczność. Nigdy nie miałam zwierzęcia z hodowli, więc nie wypowiadam się na ten temat, za to obydwa moje psy, pies mojej siostry i teraz moje dwa koty, to zwierzęta to przejściach, które były (2 pieski już nie żyją) i są bardzo z nami związane. Wiem, ze gdzieś na forum był już kiedyś ten temat poruszany i Ines się wtedy bardzo oburzyła że koty z hodowli wcale nie są gorsze i wcale mniej nie kochają, ale nie o to mi chodzi: po prostu zwierzęta z hodowli nigdy nie zaznały głogu i chłodu...
A wracając do Marlenki: trzymam kciuki za jej przyszłość i po cichy liczę, że jednak zostanie u Ciebie, bo wiem że będzie jej tam najlepiej
Cały początek mi uciekł

więc piszę jeszcze raz:
Skipper jesteś WIELKA!!! Przeczytałam całą historię Marlenki i bardzo się cieszę, że zdecydowałaś się wziąć małą do siebie, przynajmniej możesz spokojnie spać, nie zastanawiając się, że gdzieś tam się błąka, jest głodna i zmarznięta. Uratowałaś jej życie, a teraz albo znajdziesz jej domek, albo wbrew Twoim obawom, że 4 koty w domu itp., tak ją pokochasz, że jednak zostanie z Wami. Sama jako dziecko miałam taką sytuację, że mając jednego psa, tata znalazł szczeniaczka, który miał być u nas tylko na chwilkę, a został z nami do końca i przez wiele lat mieliśmy 2 psy w bloku na 37 m.