Zacznę od krótkiej anegdoty. Sąsiadka kiedyś o poranku przeżyła chwilę grozy - obudziła się na krwawej plamie na prześcieradle. W pierwszej chwili pomyślała, że chyba czym prędzej powinna się udać do lekarza. Niepotrzebnie. Jej koteczka wieczorem podrzuciła do łóżka "zwłoki". Czemu je ukryła i "zakopała" nie wiemraf_kon pisze:Wacuś potrafi żywą myszkę przynieść i wypuścić mi w nocy do łóżkaWtedy jest super zabawa: zamieszanie, dużo ruchu, no i można łowić od nowa
![]()
Czasami znajdowałem też "wymęczone" połówki myszek, a raz nawet samą skórę - na szczęście nie w łóżku
A już na poważnie - od dawna się zastanawiam nad tematem. Trochę zarzuciłam go z uwagi na to, jak zjechały mnie koleżanki z fundacji - padały podobne argumenty, jak tutaj, że to niehumanitarne etc.
Ja nie mam wątpliwości, że koty są drapieżnikami. Moje futra są sezonowo wychodzące. Kocica przestała się oddalać i raczej trzyma się bliżej domku, ewentualnie zachodzi na sąsiednie posesje zatem ma mniejsze możliwości, ewentualnie przynosi ofiary kotów sąsiadki. Za to kocur to włóczęga i szlaja się po okolicznych łąkach, lesie no i czasem coś przynosi. Jeśli dorwę ich z żywą ofiarą to odbieram i ratuję. Rzadko zaś zdarza się, żeby zjadały to co przyniosły. Niestety jednak znam ten paskudny dźwięk "chrupania". Ale dobra, mogłabym włożyć tego mysiego noworodka do miski i czym prędzej się oddalić, żeby nie słyszeć.
Zastanawiam się jednak czy wiedziałyby co zrobić z takim odmrożonym oseskiem. Nie widzę siebie nacinającej tego ciałka, żeby im pokazać, że to mięsko w środku jest. Bleeeeeh, brrrrrrr, aż mnie wzdryga na samą myśl.
Już abstrahuję od kwestii trzymania noworodków w zamrażarce. Ale nie jestem hipokrytką - cała dolna szuflada zawalona jest zmieloną/pokrojoną krową, kurczakiem, indykiem.
Zatem, kończąc mój przydługi wywód, jak zainteresować futro takim kocim noworodkiem??

