Nie wiem, na ile popularne jest wśród hodowców to porównanie, ale mi kociaki "wgryzające" się w maminy brzuch zawsze kojarzą się jednoznacznie
Jinx the Cat, na facebooku też mi ktoś wstawił tą scenę w odniesieniu to tego zdjęcia, w sumie też pasuje
Skipper, bycie nazywanym laikiem w kwestii umaszczenia takich małych Ragdolli to żaden wstyd. Nawet hodowcy mają na tym etapie czasem problem z określeniem koloru. Np ja, np teraz
Komanko, nawet nie wiesz jak mi miło, że tak Wam się z Bardzikiem dobrze życie układa

i w ogóle wszystkim Wam dziękuję za wszystkie ciepłe słowa pod adresem naszych maluchów.
Jakiś czas temu pisałam, że mokną mi oczy na myśl, że mam takie super koty. Dzisiaj straszliwe nieszczęście w pobliskiej hodowli kotów brytyjskich postawiło przed moimi kocimi mamami jeszcze jedno wyzwanie - dwa brysie maleństwa wskutek powikłań po cesarskim cięciu straciły swoją mamę

mają już prawie tydzień, ale mimo zaangażowania i bardzo profesjonalnej opieki ze strony hodowcy maluszki nie radziły sobie bez kociej opieki. Od kilku godzin są więc z nami i na zmianę dostawiam je Tuli do cyców i Ardzie do mycia i pielęgnacji, bo tak się podzieliły obowiązkami. Niestety wróciłam już do pracy na zmiany nocne i nie wiem już teraz sama, czy płaczę bo mi tak strasznie szkoda maleństw i ich mamy

czy bo moje dziewczyny tak fenomenalnie po raz kolejny bez zająknięcia stanęły na wysokości zadania, czy już po prostu ze zmęczenia. Najważniejsze, że maluchy zaczęły przybierać na wadze i nie męczą już ich kolki. Myślcie o nich ciepło i trzymajcie kciuki ze wszystkich sił.
