Kastrat zboczeniec
Ja swojego też czasami nie ogarniam. Najpierw się przytula, liże, paca łapką, mruczy rozkosznie, kładzie przy mnie albo na mnie - no po prostu spragniony bezinteresownej miłości pluszak. On w błogostanie, ja w błogostanie... do czasu aż się nie rozkraczy i nie zacznie machać patolem
Jeszcze pół biedy gdyby tylko się rozkraczał, ale on czasem wręcz usiłuje ściągnąć moją rękę w, khem, te okolice 
No nie dziewczyny, rwanie macie normalnie
Dobrze, że moje 3 kocury nie molestują mnie w takowy sposób. Skippi jest namolny, ale on mnie tycia noskiem i łeb pcha pod rękę, żeby go między uszkami klapniętymi albo pod brodą poczochrać
Ewentualnie po nosku pogłaskać.
Dobrze, że moje 3 kocury nie molestują mnie w takowy sposób. Skippi jest namolny, ale on mnie tycia noskiem i łeb pcha pod rękę, żeby go między uszkami klapniętymi albo pod brodą poczochrać
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
Iiiii tam.... chyba już nie grozi. 2 kocury 4-letnie i jeden 2 lata 5 miesięcy prawie. Na poprzedniej stronie pisałam, że Rico próbował Tośka molestować, ale Tosiu spuścił mu lanie i Rico ochota na amory przeszła.
Skipper nie znosi jakichkolwiek manipulacji w okolicach ogona. Jak złapiesz go za ogon to od razu zębami traktuje, a pogłaskanie po tyłku to od razu wrzask. Z kolei Tosiek klepanie po tyłku po prostu uwielbia, ale na klepaniu się kończy
Skipper nie znosi jakichkolwiek manipulacji w okolicach ogona. Jak złapiesz go za ogon to od razu zębami traktuje, a pogłaskanie po tyłku to od razu wrzask. Z kolei Tosiek klepanie po tyłku po prostu uwielbia, ale na klepaniu się kończy
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
- Kocia Ciocia
- Moderator
- Posty: 26
- Rejestracja: 2016-08-01, 10:47
- Lokalizacja: Poznań
Niesamowicie mnie rozbawiły Wasze historie!
Czy jest możliwe, żeby kocurek zupełnie bez powodu po prostu przypomniał sobie o "tych" sprawach?
Na studiach mieszkałam z kotem i kotką, które przynależały do mojej współlokatorki. Z tym, że kocurek (w tym samym wieku, co kotka) został sprowadzony do towarzystwa kiedy pannica miała już rok i była dawno po sterylce. On - oczywiście kastrat. Dogadały się świetnie i bardzo zżyły, a mniej więcej rok później zaczęło się "włażenie" na kicię. W trakcie procederu po kręgosłupie bucka, tuż u nasady ogona przechodziły mu w takie specyficzne "dreszcze". Nie za bardzo wiem jak to opisać, ale od razu wiadomo było o co chodzi. Kocurkowi wyraźnie coś gdzieś dzwoniło, tylko nie wiedział za bardzo jak się do czynów lubieżnych zabrać - właził więc to od boku, to od przodu... normalnie sekperymenty!
Kotce, która nigdy nie miała rui początkowo to nie przeszkadzało, jednak rosnąca (i zazwyczaj źle ulokowana) namiętność bucka zmuszała zwykle bidulkę do ewakuacji. To, z kolei ten spryciarz niedokochany zaczął atakować kotkę "na śpiocha", tak żeby zanim kicia rozbudzi się i ucieknie zdążyć jeszcze coś ugrać. Zdarzało się to tak kilka razy w miesiącu, aż głupio było patrzeć
Żadne przybory do pisania
nie ujawniały się jednak w czasie tych amorów, co wykluczałoby niepełną kastrację. Macie jakieś pomysły, co mogo być przyczyną tego zachowania bucka?
Czy jest możliwe, żeby kocurek zupełnie bez powodu po prostu przypomniał sobie o "tych" sprawach?
Na studiach mieszkałam z kotem i kotką, które przynależały do mojej współlokatorki. Z tym, że kocurek (w tym samym wieku, co kotka) został sprowadzony do towarzystwa kiedy pannica miała już rok i była dawno po sterylce. On - oczywiście kastrat. Dogadały się świetnie i bardzo zżyły, a mniej więcej rok później zaczęło się "włażenie" na kicię. W trakcie procederu po kręgosłupie bucka, tuż u nasady ogona przechodziły mu w takie specyficzne "dreszcze". Nie za bardzo wiem jak to opisać, ale od razu wiadomo było o co chodzi. Kocurkowi wyraźnie coś gdzieś dzwoniło, tylko nie wiedział za bardzo jak się do czynów lubieżnych zabrać - właził więc to od boku, to od przodu... normalnie sekperymenty!
Kotce, która nigdy nie miała rui początkowo to nie przeszkadzało, jednak rosnąca (i zazwyczaj źle ulokowana) namiętność bucka zmuszała zwykle bidulkę do ewakuacji. To, z kolei ten spryciarz niedokochany zaczął atakować kotkę "na śpiocha", tak żeby zanim kicia rozbudzi się i ucieknie zdążyć jeszcze coś ugrać. Zdarzało się to tak kilka razy w miesiącu, aż głupio było patrzeć
Pańskie oko kota tuczy ;)
- Dobby_i_Talar
- Moderator
- Posty: 8
- Rejestracja: 2016-01-25, 14:03
Dołączam do wątku kocich zboków :D U mnie sytuacja wygląda co najmniej dziwnie i przekomicznie, ponieważ mój 3,5-kilogramowy devon próbuje zmolestwować 8-kilogramowego brytola :D Zauważyłam to jakiś miesiąc temu. Myślałam, że tylko chce się do niego przytulić (często śpią ze sobą i łysawy devon lubi wtulać się w futro kolegi), ale jednak pojawiły się ruchy biodrami i próba ugryzienia w kark. No i coś tam wylazło przy okazji ;) Gdzieś przeczytałam, że symulowanie kopulacji może oznaczać próbę dominacji, pokazania kto tu rządzi - co o tym myślicie? Bo nie wiem, dlaczego tak nagle miałyby w małym zacząć buzować hormony... Devon skończył 4 lata w tym roku, brytek 5. I nie wiem czy przerywać takie akcje? Brytol przeważnie śpi i nie zwraca na to uwagi, czasem coś burknie i sobie idzie, a devon wtedy się wylizuje między nogami i też idzie spać.