Ale nie dlatego, ze koty uciekają gdzie pieprz od mięsa, ale dlatego, ze właściwie każdego z nich musze inaczej karmić. Mam niejadka, który powinien przytyć, a który nie zje niczego sam z miski (pers, co się dziwicie
Do tego jak dodam, że domowe stadko nie zje zmielonego mięsa, tylko kawałki podane najchętniej ręką, to dopełni dramatu ...
Tak sobie myślę, że muszę rozgryźć koty po kolei, żeby nie zwariować.
Na początek dwa najbardziej problematyczne to pers-niejadek i hipopotam z chora tarczycą.
Pers (Groch) waży 4,4kg co nie jest złą wagą jak na tą rase, jednak w dotyku dla mnie jest za chudy. To kot wystawowy - sędziowie na szczęście już nie zwracają mi uwagi, że kot "too skinny", a wręcz chwalą za wagę, jednak ja wiem, ze on powinien mieć z 300g więcej.
Jak jada? Przede wszystkim właściwie nie jada sam z miski. W związku z tym dostaje jeden główny posiłek raz dziennie - ok.80-90g mięsa (najczęściej kaczka z tłuszczykiem 50g, do tego zamiennie serca kurczacze, wołowina czy indyk udziec), do tego Felini Complete (2/3 miarki i tauryna 2/3 miarki (posypuję mięso). Do tego dostaje drożdże (Grau) i biotynę (Grau). Przez wiekszość życia (ma 5 lat) dogryzał w ciągu dnia chrupkami (zawsze bezzbożowe - Porta, Applaws, PoN, HappyCat, Canagan - zmieniam często żeby było urozmaicenie). teraz od kilku miesięcy ze względu na hipopotama w domu chrupki sa wydawane tym, którzy mogą je jeść
Co mnie zaniepokoiło ostatnio - w ostatnich badaniach krwi wyszedł dość wysoki poziom fosforu (6,1).
Przeliczyłam od razu ile fosforu jest w tym co dziennie zjada i wychodzi, że 145-150mg dziennie i że w stosunku do Ca nie wygląda to źle (zwykle 1,08-1,13 Ca : 1 P). Chyba, ze coś źle liczę ...
Z hipopotamem (Dima) od początku był problem - zgarnęłam go z działek rok temu latem, był chudy nieziemsko, futro bardzo liche, ale już wtedy ważył 5,5kg. Wetka zwróciła uwagę na jego budowe i od razu stwierdziła, ze nie zdziwi się, jak spokojnie po odkarmieniu dobije do 9kg. I tak sie stało po kilku miesiącach ...
To bardzo duży i nabity kot. Szerokie bary i karczycho, mocne bardzo długie łapy. Już rok temu śmiałam się, ze to kot, który nigdy nie śpi i wciaż fruwa. Wciąż strasznie pobudzony, wciąż szukający zaczepki, wciąż biegający za zabawkami. No i niekończacy się apetyt. Poczatkowo oczywiście dostawał tyle żarcia ile chciał - nie mogłam przecież odmawiać kotu, który nie wiadomo ile miesięcy kiepsko jadał. Kiedy dobił to 8,5kg jasne stało się, ze coś z tym trzeba zrobić.
Od paru miesięcy ograniczam mu jedzenie - nie ma chrupów (chyba, ze ukradnie kilka sztuk w ciągu dnia, jak któryś z reszty upuści z pyska), jest głównie mięcho (indyk i wołowina, jakieś 120g, bez suplementów), filetówki (z 50g dziennie - niecała puszka) i mokra karma typu PoN, MAC, Grau (też z50g). Mięso raz dziennie wieczorem, pozostała karma w pozostałych 3-4 posiłkach (rodzinna zajmuje się kotami w ciągu dnia, więc nie do końca mam kontrolę nad ilością posiłków).
Dima wazy teraz 6,7kg co tak naprawde szokuje, bo wzięty na ręce wydaje się dużo cięższy. No i wygląda na więcej - w ogóle nie widać tych zrzuconych 2kg.
To jego ciągłe pobudzenie, szybki oddech i gorące uszy do kompletu z tuszą zaświeciły światełko ostrzegawcze w głowie - zrobiłam bad.tarczycy. No i wygląda na to, ze ma nadczynnośc, a przynajmniej jej początki ... (T4 3,2ug/dl).
Najważniejszym punktem programu będzie teraz ustawienie diety spaślaka z nadczynnością tarczycy i biednego Groszka, który został przez Dimę z jednym posiłkiem dziennie.
(Sorry za przydługi tekst - zawsze tak jest na początku, za dużo do opowiedzenia)