Zmiana zachowania kota
Nie mieści mi się w głowie, że zapach może tak rzucić się na mózg, że nie da się poznać kamrata ! Zaskoczyło mnie jeszcze jedno-jak koty nie zawsze rozumieją się nawzajem, jakby nie mówiły w tym samym języku. Już nie pamiętam dokładnie o co chodziło, zapewne o zachętę do zabawy któregoś kota mylnie wziętą za coś zgoła innego przez drugiego-to ja obserwując mowę ciała kumałam o co kaman a ten drugi egzemplarz ni-chu-chu.
Psy są jednak dla mnie czytelniejsze, łatwiej rozgryźć ich psychikę i emocje. No ale i doświadczenie mam z psami 30 letnie a z kotami 5 letnie zaledwie....
Psy są jednak dla mnie czytelniejsze, łatwiej rozgryźć ich psychikę i emocje. No ale i doświadczenie mam z psami 30 letnie a z kotami 5 letnie zaledwie....
Niestety wszystko wskazuje na to, że po kąpieli jest jeszcze gorzej. Koty już się leją we wszystkich możliwych konfiguracjach - do akcji włączył się Skipper 
Dzisiejszą noc Rico spędził (jak nigdy) przezornie w moim łóżku - pod zamkniętymi drzwiami do sypialni wydzierał się Skipper tzn. chciał, żeby mu otworzyć; niestety próba otwarcia drzwi = atak Skippera na Rico. I bądź tu mądry człowieku
Skippi z Tośkiem na noc ogłosili chyba zawieszenie broni, bo jak wstałam o 2-ej zobaczyć, co się dzieje, obaj siedzieli na balkonie zatopieni w ciemnościach nocy.
Poranne karmienie = zawieszenie broni na 5 minut, a potem znowu wszystko od nowa
Tosiek na tyle agresywny, że na czas mojego wyjścia do pracy, z braku innej możliwości, niestety został zamknięty w dużym transporterze. Po powrocie z pracy i wypuszczeniu z transporterka oczywiście najpierw się trochę pomiział a potem od razu truchtem poleciał do kuchni w poszukiwaniu Rico - w chwili obecnej ulubiona miejscówka Rico to siedzenie na lodówce albo na narożniku kuchennym pod sufitem.
Kompletnie nie wiem, co mam robić z tymi kotami - ta cała sytuacja trwa już czwarty dzień i niestety nic nie zwiastuje poprawy
Dzisiejszą noc Rico spędził (jak nigdy) przezornie w moim łóżku - pod zamkniętymi drzwiami do sypialni wydzierał się Skipper tzn. chciał, żeby mu otworzyć; niestety próba otwarcia drzwi = atak Skippera na Rico. I bądź tu mądry człowieku
Skippi z Tośkiem na noc ogłosili chyba zawieszenie broni, bo jak wstałam o 2-ej zobaczyć, co się dzieje, obaj siedzieli na balkonie zatopieni w ciemnościach nocy.
Poranne karmienie = zawieszenie broni na 5 minut, a potem znowu wszystko od nowa
Kompletnie nie wiem, co mam robić z tymi kotami - ta cała sytuacja trwa już czwarty dzień i niestety nic nie zwiastuje poprawy
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
Ines, ja mam duże mieszkanie, ale niestety tylko dwoje drzwi - do łazienki i do sypialni. Jak mi w sypialni gdzieś naleje pod albo na łóżko to się nie pozbieram (Rico zdarzyło się parę razy łóżko polać). Mogę ewentualnie delikwenta zamknąć w łazience, tylko tam ciemno bo okna nie ma. Albo na balkonie postawić jakiś karton duży, żeby się mógł schować przed słońcem, no i wyeksmitować gościa na balkon.
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
Jak moje się "pobodą" to ja od razu wkraczam i przerywam akcję, wyrażając swój brak pobłażania dla nagannych zachowań. Może warto byłoby nawet ostro krzyknąć, typu : "nie wolno!" (ale to przeważnie też późno w nocy, więc ja raczej staram się nie budzić bloku 12-to piętrowego z powodu kociej awantury ;p ). Najpierw odseparowuję zwaśnionych a za niedługą chwilę przynoszę jednego na rękach w pobliże drugiego ( Tosię bo syczy ale się nie rzuca) i karcę ją za próby syczenia a jak Fiołek w tym czasie brzydko burczy na nią i czai się to też jego karcę, że nie wolno. Jak zamykają dzioby to od razu głaszczę i przemawiam. Staram się głaskać obydwa, no chyba , że któryś się paskudnie zachowuje nadal, to nie głaszczę a karcę. Chcę im przekazać, że nie życzę sobie kłótni.
Rico do snu wczoraj wieczorem zamelinował się na moim łóżku w sypialni i wypatrzył go tam Tosiek - wskoczył na łóżko, ostrożnie podszedł i zaczął go obwąchiwać z odległości tak bliskiej, że tyciały się noskami. Tosiek nie wydawał przy tym żadnych odgłosów, natomiast Rico chyba puściły nerwy i zaczął syczeć - Tosiek na to obrócił się na pięcie i po prostu sobie poszedł, nie wykazując żadnych oznak agresji !
Noc minęła w miarę spokojnie,w nocy do sypialni przyszedł kilka razy Skipper i trochę pofuczał na Rico. Rano po śniadaniu Rico wlazł pod sufit na szafkę kuchenną i zastałam go w tym samym miejscu, jak wróciłam po południu w pracy (Tośka do transporterka dzisiaj nie zamykałam, wszystkie trzy latały luzem po mieszkaniu). Nie wiem co się działo w dzień, jak mnie nie było (i pewnie nigdy się nie dowiem), ale mam nadzieję, że sytuacja w końcu zacznie wracać do normy - to już zbyt długo trwa.
Zobaczymy, co będzie wieczorem...
Noc minęła w miarę spokojnie,w nocy do sypialni przyszedł kilka razy Skipper i trochę pofuczał na Rico. Rano po śniadaniu Rico wlazł pod sufit na szafkę kuchenną i zastałam go w tym samym miejscu, jak wróciłam po południu w pracy (Tośka do transporterka dzisiaj nie zamykałam, wszystkie trzy latały luzem po mieszkaniu). Nie wiem co się działo w dzień, jak mnie nie było (i pewnie nigdy się nie dowiem), ale mam nadzieję, że sytuacja w końcu zacznie wracać do normy - to już zbyt długo trwa.
Zobaczymy, co będzie wieczorem...
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
A może się z nimi intensywnie pobaw, zmęcz towarzystwo (tylko nie wiem, czy razem , czy osobno, to pewnie wyjdzie w praniu). Jak nie mają niczego konstruktywnego do roboty, to głupoty im do łepetynek przychodzą. Udawaj, ze wcale nie pamiętasz i nie spodziewasz się kłopotów a podświadomie przekażesz im pozytywne emocje. Ja tak oswajałam Tosię i Fiołka z Xenią-udawałam, że nie przypuszczam, by miało się coś niefajnego zadziać, zaufałam im i ani razu małej nic nie zrobiły (odrobinkę syczonka było, ale pazurki i kiełki trzymały się z dala).
yoashya, bawię się z nimi dzień w dzień i niestety jakichś spektakularnych efektów, jeżeli chodzi o poprawę obecnej sytuacji, niestety nie ma. Aktualnie spada temperatura, koty zaczynają wybudzać się z drzemki i pierwsza rzecz, którą zrobił Tosiek, to polazł pod sufit na szafkę kuchenną do Rico (mam uzasadnione podejrzenie, że biedaczek siedzi tam od godz. 6.10 rano dnia dzisiejszego) i warcząc rzucił się na niego z pazurami
Dlaczego ? Najprawdopodobniej dlatego, że Rico miał słomkę do napojów w łapkach i bawił się tą słomką. A Tosiek NIGDY nie zabierał Rico zabawek, zawsze jak Rico się czymś bawił to Tosiek siedział i się przyglądał.
Myślę, że Jason Galaxy by się chyba tutaj przydał...
Dlaczego ? Najprawdopodobniej dlatego, że Rico miał słomkę do napojów w łapkach i bawił się tą słomką. A Tosiek NIGDY nie zabierał Rico zabawek, zawsze jak Rico się czymś bawił to Tosiek siedział i się przyglądał.
Myślę, że Jason Galaxy by się chyba tutaj przydał...
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
Jacksonem Galaxym nie jestem, ale tak mi się widzi, że Tosiek czuje się zbyt pewnie i włączył mu się syndrom myśliwego a Rico syndrom ofiary ( a Skipper leje Rico, czy dostaje cięgi też od Tośka?-bo jego roli nie widzę wyraźnie ). Ja bym popracowała nad wzmocnieniem pozycji Rico w stadzie, żeby przerażony nie chował się w niedostępne miejsca ( ale z drugiej strony jednak jakieś bezpieczne miejsce musi mieć, bo go stres zamęczy) tylko mógł swobodnie z ogonem w górę defilować po całych włościach. Jak to zrobić w praktyce-to już nie bardzo wiem...
Na chwilę obecną 3-osobowe kocie towarzystwo od prawie 3 godzin relaksuje się na balkonie w ciemnościach nocy (a pańcia lata na balkon jak głupia w te i we wte jak tylko usłyszy kocie warczenie albo syczenie). Zasadniczo to mam wrażenie jakby Tosiek zaczął trochę odpuszczać, ale teraz z kolei Rico jest śmiertelnie obrażony na wszystkich naokoło i nawet na neutralną próbę podejścia Tośka tj. obwąchanie (bez jakichkolwiek prób konwersacji) od razu syczy albo warczy. Nie znałam go od tej strony, bo to zawsze było usposobienie łagodne i superpokojowe, a i odwagą też zbytnio nie grzeszył 
Skippiemu mam wrażenie obojętne jest, kto do niego podchodzi i z jakimi zamiarami - warczy i fuczy na wszelki wypadek
Chyba sytuacja zadziałała na niego stresująco, bo jak Tosiek tłukł się z Rico (a dźwięki były przy tym bardzo głośne) to przerażony uciekał jak najdalej od tego hałasu (Skippi z kolei kot bardzo ceniący święty spokój). Mam nadzieję, że na ten mały koci rozumek nic mu się nie rzuciło...
Ja ze swojej strony nie odstępuję ich na krok i w przypadku jakichkolwiek scysji jest od razu interwencja - staram się bardzo stanowczo, spokojnie i słodziutko do nich przemawiać oraz zbliżyć je jak najbardziej do siebie - daje to doskonałe efekty, bo np. Tosiek od razu uspokaja się i rezygnuje z ataku pomimo tego, że siedzi w odległości 10 cm od Rico
Ale przyznam szczerze, że zaczynam już być lekko podłamana tą całą sytuacją. Piąty dzień kocich awantur już się zaczyna...
Skippiemu mam wrażenie obojętne jest, kto do niego podchodzi i z jakimi zamiarami - warczy i fuczy na wszelki wypadek
Ja ze swojej strony nie odstępuję ich na krok i w przypadku jakichkolwiek scysji jest od razu interwencja - staram się bardzo stanowczo, spokojnie i słodziutko do nich przemawiać oraz zbliżyć je jak najbardziej do siebie - daje to doskonałe efekty, bo np. Tosiek od razu uspokaja się i rezygnuje z ataku pomimo tego, że siedzi w odległości 10 cm od Rico
Ale przyznam szczerze, że zaczynam już być lekko podłamana tą całą sytuacją. Piąty dzień kocich awantur już się zaczyna...
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
Jak tam, Beatko sytuacja z Twoimi szarakami?
Odpuściły sobie (i Tobie) ?
U mnie tak się poukładało, że mała Xenia doszczętnie zawojowała w kilka tygodni ( właściwie dni) Fiołka, który nigdy nie był tak zżyty z Tosią jak z tą małą teraz. Tosia na ogół trzyma się nieco z dala, trochę mi jej żal, ale z drugiej strony dziś np. powylizywała mordki obydwojga. Ponieważ zazdrośnik nie pozwala jej swobodnie brykać z Xenią, Tosia ...robi to ukradkiem, gdy on np. siedzi pod wanną.
Odpuściły sobie (i Tobie) ?
U mnie tak się poukładało, że mała Xenia doszczętnie zawojowała w kilka tygodni ( właściwie dni) Fiołka, który nigdy nie był tak zżyty z Tosią jak z tą małą teraz. Tosia na ogół trzyma się nieco z dala, trochę mi jej żal, ale z drugiej strony dziś np. powylizywała mordki obydwojga. Ponieważ zazdrośnik nie pozwala jej swobodnie brykać z Xenią, Tosia ...robi to ukradkiem, gdy on np. siedzi pod wanną.
Ufff, wygląda na to, że sytuacja jakby powoli zaczyna się klarować (czas najwyższy - to już trwa TYDZIEŃ !!!) i chłopcy mają do siebie chyba bardziej przyjazne uczucia, bo coraz mniej furczenia i warczenia
Yoashya u mnie Tosiek jest taki zazdrośnik, że nawet jak jest w drugim końcu mieszkania pogrążony w głębokim śnie, to jak tylko dotrze do niego, że gadam coś do któregoś z jego kumpli albo podejrzy niedomkniętym okiem, że głaszczę któregoś to od razu zrywa się na równe łapy, leci do mnie i podstawia swój zadek pręgowany do klepania. A przez telefon to dłużej niż 5 minut nie pogadam, bo Tosiek kręci się koło mnie, łepek w górę i drze się jak obłąkany.
No bo w sumie zdaniem kota telefon jest w życiu człowieka rzeczą zupełnie zbędną. Rozmowny kot wystarczy...
Yoashya u mnie Tosiek jest taki zazdrośnik, że nawet jak jest w drugim końcu mieszkania pogrążony w głębokim śnie, to jak tylko dotrze do niego, że gadam coś do któregoś z jego kumpli albo podejrzy niedomkniętym okiem, że głaszczę któregoś to od razu zrywa się na równe łapy, leci do mnie i podstawia swój zadek pręgowany do klepania. A przez telefon to dłużej niż 5 minut nie pogadam, bo Tosiek kręci się koło mnie, łepek w górę i drze się jak obłąkany.
No bo w sumie zdaniem kota telefon jest w życiu człowieka rzeczą zupełnie zbędną. Rozmowny kot wystarczy...
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
To cieszę się, że chłopaki się zaczynają dogadywać i oby już nie pojawili się w tym wątku.
ja akurat nie zauważam u swoich kotów zazdrości o nas. Staramy się równo rozdzielać czułości, no ale na pewno "nowy" kot jednak pochłania więcej uwagi i przyciąga bardziej, zresztą ona jest najbardziej energetyczna. Cieszy mnie to, że mam zauważalną zmianę u obydwojga "starych" kotów na lepsze. Zauważalnie odżyły, zrobiły się bardziej rozbrykane, aktywne. Jedyne co jest na minus to to, że Fiołek tak zatracił się w miłości do Xeni, że nas odstawił trochę na drugi tor... A tak to przychodził 4-5 rano, pacał delikatnie łapką, wskakiwał na śpiącego ludzia, wywracał się do góry dnem koło łóżka pod samą ręką i nadstawiał brzuszek. Obecnie o rzeczonych porach...tarmosi i goni się z Xenią, wygaduje jej coś tam do uszka i i tak spać nie daje...
ja akurat nie zauważam u swoich kotów zazdrości o nas. Staramy się równo rozdzielać czułości, no ale na pewno "nowy" kot jednak pochłania więcej uwagi i przyciąga bardziej, zresztą ona jest najbardziej energetyczna. Cieszy mnie to, że mam zauważalną zmianę u obydwojga "starych" kotów na lepsze. Zauważalnie odżyły, zrobiły się bardziej rozbrykane, aktywne. Jedyne co jest na minus to to, że Fiołek tak zatracił się w miłości do Xeni, że nas odstawił trochę na drugi tor... A tak to przychodził 4-5 rano, pacał delikatnie łapką, wskakiwał na śpiącego ludzia, wywracał się do góry dnem koło łóżka pod samą ręką i nadstawiał brzuszek. Obecnie o rzeczonych porach...tarmosi i goni się z Xenią, wygaduje jej coś tam do uszka i i tak spać nie daje...
