Jestem wściekła i załamana... I nie wiem co robić...
Było wszystko ok, dokładnie tak, jak to opisywałam we wcześniejszym poście. Pies zostawał, długo czy krótko, nieważne. Zostawał i nie było z nim żadnych problemów, a dzisiaj coś się stało, że mnie po prostu wmurowało i nie wiem, jak dalej postępować.
Wróciliśmy do domu po jakiś 5 godzinach, a tam? Ściana wygryziona, drzwi podrapane, kawałek fotela wygryziony. Poza tym z parapetów wszystko pozrzucane, a na podłodze wymiociny, bo nawcinał się tynku i styropianu. No nigdy, nigdy nie widziałam czegoś takiego... Z Taco mieliśmy rok temu trudne momenty, ale kończyło się to na żałosnym wyciu. Nigdy na czymś takim.
Po posprzątaniu zaczęliśmy dochodzić z rodziną, co też mogło go wprowadzić w taki stan. I nie wiem, czy dobrze myślę, ale... Przed wyjazdem zawsze zamykamy wszystkie okna, ale dzisiaj no jak na złość nie sprawdziłam łazienki. Nie dość że zostało tam otwarte okno to jeszcze drzwi od łazienki też zostały otwarte, a samo pomieszczenie sąsiaduje z ogrodem sąsiadów. Do sąsiadów podobno przyjechały wnuki, więc krzyk był. Taco, z relacji sąsiada, zaczął szczekać w domu. Słyszał co dzieje się w ogródku sąsiadów, poza tym mógł też widzieć ich z okna. Sąsiedzi podobno zaczęli do niego wołać. Przypuszczam, że wtedy się nakręcił właśnie. Bo ktoś jest na zewnątrz, słyszy tą osobę, a on nie może wyjść. I taki tego skutek. Tak przypuszczam przynajmniej. Raz już miałam taką sytuację (ponad rok temu), ale to wtedy gdy Taco zaraz po zamknięciu wył aż uszy bolały. Wtedy też zostawiłam okno i też sąsiadka do niego wołała. Podobno było jeszcze gorsze wycie, ale to wszystko, a tutaj podobno nastała cisza i prawdopodobnie wtedy dochodziło do demolki.
Najbardziej to się boję, że to wróciło, ale ze zdwojoną siłą. I nie wiem, co zrobić teraz, w razie jakiegoś wyjazdu. Z reguły pies, co 2-3 dni zostaje na kilka godzin sam i jest ok, ale po dzisiejszym dniu... Boję się, że dojdzie do jakiegoś nawrotu...
