Oj, długo będzie ale proszę o cierpliwość...
Od dawna wyniki badań krwi mojego kota (szacunkowy wiek 3-4 lata, w książeczce wpisana data ur. 01.01.2013; kotka przygarnięta przez nas 12.07.2014 ; po cesarskim cięciu w efekcie ronienia i sterylizacji na koniec lipca 2014) pozostawiają wiele do życzenia, wiele parametrów przekracza dolną lub górną granicę normy, inne są blisko granicy. Próby unormowania ich dietą jak do tej pory nie powiodły się. Generalnie jestem chyba tym z lekka załamana, bo po wynikach widzę, że coś w tym kocie niedobrego się dzieje (mimo, że na zewnątrz tego nie widać, kot zachowuje się w swoich normach, dużo śpi, ma matową, lekko nastroszoną sierść, potrafi kaprysić przy jedzeniu, ale tak było zawsze, nie widzę pogorszenia tych zachowań) Próbuję znaleźć jakieś prawidłowości w tych wszystkich anomaliach, ale brakuje mi wiedzy, niestety, żeby powiązać wszystkie zależności. Lekarz mojego kota chyba już dawno tego nie ogarnia, bo generalnie ignoruje te wyniki, a jak ja zaczynam drążyć temat to najczęściej dowiaduję się, że kota źle karmię (wiadomo oczywiście, że chodzi o barfa).
Próba mojego posumowania wygląda tak:
Morfologia:
- hematokryt, hemoglobina, erytrocyty, białko całkowite, albuminy – w każdym badaniu są w górnej granicy normy lub ją lekko przekraczają.
Czyli kot jest zwykle mało uwodniony. On sam w ogóle nie pije, dostaje mieszanki na poziomie 75-76% wilgotności + dodatkową wodę w postaci kiedyś dopajania strzykawką, od jakiegoś czasu (bo widok strzykawki stawał się powoli powodem do walki o życie kota lub moje) dodawania 1-2 kostek galaretki do każdego posiłku.
- MCH (średnia masa hemoglobiny w krwince) jest niska (na granicy lub lekko poniżej normy), równocześnie MCHC (średnie stężenie hemoglobiny w krwince) i MCV (średnia objętość) komórki jest w normie. Wydaje mi się to dziwne, bo podobno wartość MCH jest zazwyczaj proporcjonalna do wielkości MCV, inaczej mówiąc wielkość komórki zależy od zawartości hemoglobiny.
- białe krwinki trudniej ogarnąć. Ogólnie leukocytów jest zawsze mało (dolna granica normy) Procentowo limfocyty zazwyczaj są podniesione, monocyty zawsze są podniesione, eozynofile zazwyczaj są w normie, neutrofile segmentowane zazwyczaj są blisko dolnej granicy normy. Ilościowo najczęściej wszystko jest w normie (niestety, badania robione aparatem, bez rozmazu ręcznego). Jak mogę to skomentować? Miziula jest FeLV pozytywna, ma wieczne problemy z dziąsłami i zębami, koci katar, częste infekcje dróg moczowych. Więc białe krwinki są jakie są....
- płytki krwi szaleją sobie jak chcą. Raz jest ich trochę mało, raz w normie, innym razem więcej niż trzeba. Ale jak policzyłam, to chyba jednak najczęściej są w normie. Przy czym MPV (średnia objętość płytek krwi) jest zawsze podwyższone. Badania robi automat, więc myślę sobie, że płytki krwi mogą być zlepione? A wtedy ich ilość też może być przekłamana? Ogólnie chyba trzeba przyjąć, że są ok.
- RDW (zróżnicowanie wielkości krwinek czerwonych) też zawsze jest podwyższone. Nie wiem, co o tym sądzić.
Teraz biochemia z jonogramem:
- białko całkowite ( i albuminy) zawsze lekko powyżej normy. Można chyba pokusić się o stwierdzenie, że jest to wynik dosyć słabego uwodnienia organizmu. (Badania moczu nie wykazują białka lub jego niewielkie ilości). Chociaż oczywiście mój lekarz mówi, że kot dostaje za dużo białka
parametry wątrobowe:
- ALT (aminotransferaza alaninowa) zawsze poniżej normy, oprócz ostatniego badania
- AST (aminotransferaza asparaginianowa) dosyć często lekko powyżej normy, chociaż dawno temu zdarzało się jej być poniżej normy.
- ALP (fosfataza zasadowa) zawsze w normie, za wyjątkiem epizodu w XI'2014, kiedy skoczyła do 300 (wtedy za to pozostałe enzymy wątrobowe wyszły poniżej normy)
- bilirubina często w normie, ale zdarzało się, że była blisko górnej granicy lub ją lekko przekraczała
parametry trzustkowe:
- alfa-amylaza była badana 5 razy, począwszy od VIII'2015 ; 3 razy z rzędu była w dolnej granicy normy, kolejne 2 razy (w XII'2015 i teraz) jest trochę powyżej normy. Nigdy w środku
- lipaza też badana 5 razy, do tej pory zawsze w środku normy, w ostatnim badaniu za wysoka, skoczyła aż do 413 przy normie do 250
- glukoza zawsze poniżej normy, w ostatnim badaniu pierwszy raz w dolnej granicy normy – nie wiem, czy mam się cieszyć, czy niepokoić, bo normą Miziuli była jednak niska glukoza
parametry nerkowe:
- kreatynina ogólnie za wysoka, w XII'2015 spadła do 1,941 mg/dl, teraz znowu 2,36
- mocznik generalnie nie jest zły, raz dawno temu przekroczył normę, teraz jest ok.
wszystkie badania kreatyniny (wartość podana jako pierwsza) i mocznika (wartość w nawiasie) chronologicznie od końca VII'2014 (czyli od kiedy badany jest kot) : 0,92 (BUN= azot mocznika 28,8) ; 1,46 (mocznik 60,29) ; 1,88 (76,80) ; 2,60 (70,00) ; 2,69 (54,57) ; 2,67 (52,00) ; 3,03 (52,88) ; 2,6 (58,559) ; 2,09 (34,323) ; 2,386 (40,046) ; 1,941 (38,655) ; 2,36 (31,238)
przy normie kreatyniny: 1- 1,8 mg/dl,
przy normie BUN 12-33 lub mocznika 25-70 mg/dl
lipidogram:
- raptem 2 razy badany cholesterol przy dolnej granicy lub poniżej normy. Za to robione w tych samych badaniach trójglicerdy przy górnej granicy lub powyżej normy
jonogram:
- fosfor ogólnie nie najgorzej – najwięcej był 6,32 rok temu, teraz 3,19 mg/dl
chronologicznie (pierwszy raz badany w III'2015, przy kreatyninie 1,88, moczniku 76,80): 4,17 ; 6,32 ; 5,20 ; 4,75 ; 3,93 ; 4,803 ; 4,547 ; 3 ; 4,175 ; 3,19
- wapń najpierw długo w górnej granicy lub powyżej normy, po czym spadł na łeb na szyję i nie chce się podnieść; w ostatnim badaniu 5,87 mg/dl (przy normie 8-11,1), wcześniej 6,26, jeszcze wcześniej 7,378, czyli przybrał tendencję zniżkową mimo zwiększonej przeze mnie podaży w diecie.
- potas najpierw przez szereg badań dużo za wysoki lub za wysoki, w ostatnich 2 badaniach zleciał i jest za niski (w XII'2015 2,982 mmol/l przy normie 4,1-5,6 ; teraz 3,9)
- sód badany od IV'2015 początkowo był podwyższony, ale od VIII'2015 utrzymuje się w pierwszej połowie normy lub w jej dolnej granicy
- chlorki pierwszy raz badane w V'2015 cały czas są za wysokie, najwięcej 159,885 mg/dl przy normie 101,5-118,4.
Chlorki są podwyższone niezależnie od sodu, więc nie można łączyć tego stanu z dietą. Po mojemu są dowodem na brak równowagi kwasowo-zasadowej w organizmie.
- magnez badany od V'2015, początkowo ciut poniżej lub w dolnej granicy normy, potem raz w środku normy, w XII'2015 i teraz powyżej normy.
- żelazo badane dopiero 2 razy, za małe: w XII'2015 46,62, teraz 51,7 (norma 68-215) – tu akurat może być wpływ diety, bo od niedawna dodaję do mieszanek hemo, wcześniej żelaza było tyle, ile w mięsie i Easy Barfie, generalnie kalkulator pokazywał lekki niedobór.
Usg do tej pory robione 3 razy nie wykazywało żadnych dużych problemów – raz była zwiększona echogeniczność wątroby (wtedy, kiedy ALP skoczyła do 300), za drugim razem narządy ok, liczne struwity w pęcherzu, za trzecim wszystko ok. Jakoś na jesieni'2015 badane hormony tarczycy, trochę później TLI – wszystko w normie.
No i niech ktoś powie, co ja mam z tym kocim fantem zrobić.. W tej chwili parametry wszystkich narządów – nerek, wątroby i trzustki oraz bezensowny i mało logiczny jonogram po mojemu wymagają reakcji. Umówiłam się na środę na usg oraz kolejne pobranie krwi. Na pewno chcę zrobić gazometrię. Myślę też o zbadaniu poziomu wit. D3, parathormonu. Nie wiem, czy warto też zrobić wapń zjonizowany? I co jeszcze warto w tym przypadku badać, co pomoże w diagnostyce? Nie ukrywam, że nie bez znaczenia będą miały ceny tych wszystkich badań – u swojej wydałam 200, pozostałe badania robię gdzie indziej, bo moja ich nie robi. Usg już kiedyś tam robiłam, w tamtym roku kosztowało 80 zł.. Nie mam pojęcia, ile pozostałe badania. Nie zrozumcie mnie źle, zrobię to co trzeba i wydam ile trzeba, ale chciałabym mimo wszystko uniknąć robienia czegoś, co nie pomoże w diagnostyce a będzie kosztowało krocie.
Cały czas mam coś w rodzaju przeczucia/intuicji – nie wiem czego, ale chodzi mi to po głowie od dawna, że to nie chore nerki, nie białaczka, nie wszystko inne, co już Miziuli wymyślono, ale jakieś zaburzenie gospodarki hormonalnej. Próbowałam o tym rozmawiać z lekarzem, ale mam za małą wiedzę z endokrynologii, a wetka do rozmownych nie należy i nie dała się wciągnąć w moje hipotezy. Ale temat mnie męczy. Można by powiedzieć, że szukam kotu następnej choroby, ale ja po prostu nie do końca przyjmuję do wiadomości, że to wszystko wina złej pracy nerek. Chyba, że wirus białaczki robi powolne, ale równie nieuchronne co nerki spustoszenie. Tylko dlaczego nic czy prawie nic nie widać po kocie?
Wyniki badań krwi z 24.03.2016
