Wieczorem był sik pod drzwi na drugiej stronie niż kuweta - zgodnie z tym, co przeczytałam na stronie jednego hodowcy (i behawiorysty), spokojnie wsadziłam ją do kuwety trzymając jedną ręką za kark jak nosi kocia matka, a drugą pod tyłek, bo to już nie kociak i nie można za sam kark (nie stawiała oporu), po czym pokazałam na kałużę i później na gazety w kuwecie i powiedziałam, że tu ma sikać (i tak trzy razy - spokojnym głosem) - bo tak właśnie matka uczy kociaki. Posprzątałam i poszłam spać strzelając jej focha - co chciała się przytulić, to na drugi bok się przewracałam. Weszła za łóżko i zaczęła płakać - no to ją zawołałam, pogłaskałam i spała przytulona do mnie. Rano sik w kuwecie, więc dużo głaskanka i zabawa.
Niby nie powinno się kota stresować, że narobi gdzie nie należy, ale... ona kojarzyła kuwetę bardzo źle, a podłogę dobrze - samo skojarzenie kuwety z dobrze to chyba dla niej jednak za mało, bo skoro i kuweta, i podłoga dobrze, to co za różnica gdzie zrobi (łapki i tak ma mokre nawet w kuwecie, bo na razie sika na gazetę położoną na żwirku - na sam żwirek nie wejdzie). A tak wie, że kuweta dobrze, podłoga - foch.
Kilka razy później wchodziła do kuwety - wyglądało jakby kupę chciała, ale... za duży stres w kuwecie i nie umiała zrobić, więc zrobiła zaraz obok kuwety. Tylko na nią spojrzałam i już wiedziała, że źle zrobiła - nic już jej nawet nie mówiłam - siedziała patrząc z ulubionego pudełka jak sprzątam i po głaski nie podeszła, bo wiedziała, że nabroiła. Pół godziny później poprosiła o jedzenie i już dostała głaski.
Wiem, że kot to nie pies i się go nie tresuje, ale niestety samo czekanie to za mało, żeby robiła dalsze postępy w kierunku "tylko kuweta - podłoga nie" - na początek wystarczyło, żeby się wyluzowała, ale teraz już niestety muszą być jasno określone zasady wg reguły "coś za coś". Po następnym siku poza kuwetą już jej tam nie wsadzę, bo ona doskonale wie już, o co chodzi - teraz to tylko kwestia jej decyzji.
Drzwi ma już gdzieś (podobnie jak wszystkie inne odgłosy) - jak słyszy ruch na korytarzu, to siada naprzeciw drzwi na szafce na buty i czeka, kto wejdzie. Jak włączę mikser, to przychodzi sprawdzić, co wydaje taki dźwięk. To kocica miła, ale z charakterkiem - być może też była późno sterylizowana jak Magnolia albo musiała sobie radzić z dzikusami (bo Magnolkę w schronie - rozpieszczoną jedynaczką po zmarłym - właśnie z dziczkami zamknięto, bo... weta podrapała albo ugryzła - nie jestem pewna). Magnolcię kochałam bardzo, ale też na początku były przeprawy z karceniem jej za pacanie łapą z byle powodu czy gryzienie po kostkach, bo np. ona chciała się dalej bawić a ja nie miałam ju czasu - dokładnie tak, jak kocia matka to robi (nie pryskanie wodą i inne sadystyczne metody, bo to generuje uraz tylko za kark i lekko do ziemi - tak właśnie karci kocica małe, gdy zachowują się niewłaściwie).
Kota nie można wytresować jak psa, ale zawsze można z nim negocjować - coś za coś. Jest kuweta, jest pochwała - jest podłoga, jest foch. Proste i jasne zasady. Ona wybiera. A że nie jest dzikusem, tylko kocha kolanka, to myślę, że wybierze kuwetę. Poza tymi chwilami, gdy nasika, jest bardzo dużo zabaw, głaskania itd., żeby nie czuła się odrzucona i niekochana (bo inaczej mogła by dziczeć albo nabawić się jakiejś depresji lub nerwicy).
--- EDIT ---
Mamy kolejny sik w kuwecie
