Tak się zastanawiam nad tym, co tu piszecie i o ile nie mam wątpliwości, że w niektórych przypadkach zjadanie odchodów może być zachowaniem wyłącznie nawykowym, o tyle u pozostałych psów, myślę, że u większości, to jednak jest uzupełnianie niedoborów. Często przewijała się tu kwestia tego, że psom ponoć potrzebne są jakieś bakterie zawarte w kale, ale moim zdaniem tym, czego psy tam szukają są różne, bardzo ważne, substancje odżywcze. Zjedzone bakterie są w (zdrowym) psim żołądku uśmiercane pod wpływem działania silnego kwasu i dlatego nie mogą stanowić czegoś na wzór "probiotyku". Nie tego psy szukają zatem w odchodach.
Wbrew pozorom w naszych odchodach (i odchodach innych zwierząt) znajduje się wiele "dobra", którego części psów, nawet tych barfowych, może brakować, a z czego możemy nie zdawać sobie sprawy. Oczywistym jest, że psom karmionym komercyjnymi karmami będzie brakować wielu substancji, mniej oczywiste wydają się braki u psów na BARFie. A jednak to możliwe i wcale nie takie rzadkie.
Osatnio sporo pisałam na Forum na temat witaminy K2 oraz powszechnego problemu z jej niedoborem wśród zwierząt karmionych przemysłowo hodowanym mięsem. Witaminę K2 produkują m.in. bakterie w jelicie grubym, ale ani my, ani nasze zwierzaki, nie możemy jej wchłonąć, bo wchłanianie K2 odbywa się w górnym odcinku jelita cienkiego, w związku z czym jest wydalana wraz z kałem, który potem zawiera jej całkiem sporo. I tak mi przyszło do głowy, że znaczącym źródłem witaminy K2 dla psów, które nie jedzą mięsa
grass-fed mogą być, jakkolwiek to zabrzmi

, nasze odchody. Wprwdzie nie jest to ta forma witaminy, której psy najbardziej potrzebują, ale być może psy nauczyły się w toku dziejów, podobnie jak ludzie, do pewnego stopnia i w niektórych aspektach wykorzystywać bakteryjną MK-7 zamiast zwierzęcej MK-4... To takie moje przypuszczenie oczywiście, ale sądzę, że nie całkiem pozbawione podstaw.
Nie zamierzam tu oczywiście zachęcać nikogo do praktykowania takiej "diety" ze swoimi psami, jedynie zauważam fakt, że psy mogą instynktownie czuć potrzebę zjadania odchodów, bo tylko tam są w stanie znaleźć ten cenny składnik odżywczy.
Oprócz witaminy K2 w odchodach znajduje się też całkiem sporo witamin z grupy B, produkowanych przez bakterie jelitowe, których niedobory wbrew pozorom wcale nie są takie niespotykane (ale to już temat na inny wątek), oraz sporo przyswajalnych węglowodanów uwolnionych ze ścianek celulozowych podczas fermentacji bakteryjnej wraz z wieloma roślinnymi substancjami odżywczymi (nie tylko witaminy i minerały), a także częściowo strawione (ale nie dotrawione) białko, które będzie podlegało w układzie pokarmowym psa powtórnemu procesowi trawienia, czego efektem będzie ostateczne rozbicie cząstek białkowych na formy przyswajalne w postaci niezbędnych aminokwasów. Wiadomo, że to głównie psy na karmach komercyjnych będą miały ciągoty do uzupełniania braków poprzez zjadanie znalezionych "skarbów", ale i na BARFie można mieć, niestety, niedobory witamin B czy niektóryh aminokwasów lub innych substancji, w zależności od tego, jak opiekun komponuje psu dietę.
Opisujecie tu sytuacje, w których psy rezygnują czasem ze zjadania odchodów, jeśli zapewnicie im dostawę zgniłego mięsa, co potwierdza mój punkt widzenia o traktowaniu odchodów jak "suplementy", czego odpowiednikiem są kawałki "zielonego mięsa". Może nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale takie zgniłe mięso ma znacznie więcej wartości odżywczych niż świeże. Dzieje się tak dzięki pracy bakterii, które podobnie jak czynią to w jelicie grubym, tak samo bytując na "dojrzewającym" mięsie wytwarzają wiele cennych witamin, m.in. K2 oraz B. Ponadto, enzymy zawarte w surowym mięsie powodują tzw. samotrawienie białka, co prowadzi w konsekwencji do tego, że takie śmierdzące kawałki składają się ze znacznie łatwiej przyswajalnego białka (częściowo rozłożonego już na czynniki pierwsze), co ma niebywałe znaczenie w odniesieniu do tych białek, które normalnie są ciężkostrawne (np. kolagen) ale i lekko strawne białka są w związku z tym "lżejsze" dla psiego żołądka i jelit. Dodatkowo, na/w "dojrzałym" mięsie znajduje się całe mnóstwo różnorakich metabolitów bakterii (będących cennymi składnikami odżywczymi) oraz ogrom wszelkich mikroorganizmów, które także mogą stanowić bardzo wartościowe pożywienie (nawet całkiem kompletne). Spójrzcie na przeżuwacze, których pożywieniem są właśnie mikroorganizmy i ich metabolity. Przeżuwacze jedzą wprawdzie trawę ale się nią nie żywią. Zielenina jest w całości pożywieniem dla mikroorganizmów bytujących w żwaczu, a pożywieniem dla tego rodzaju zwierząt są wytworzone przez mikroby substancje odżywcze oraz organizmy tych mikrobów, zbudowane z aminokwasów, tłuszczów, minerałów i witamin. Podobnie będzie w przypadku "zielonego" mięsa dla psów, które jest bogatsze o te wszystkie bakteryjne składniki odżywcze plus bonus w postaci łatwiej strawnego niż w świeżyźnie białka. Nie wiem czy słyszeliście o ludziach jedzących tzw.
high-meat? Jest wielu, którzy właśnie specjalnie "dojrzewają" mięso przed spożyciem, często przez wiele tygodni, i dobrze się mają, ponoć lepiej niż na "normalnej" diecie.
High-meat to taka ładna nazwa dla ześmierdniętego mięsa, podobnego do tego, które wasze psy uwielbiają.
Natomiast podawanie żwaczy może moim zdaniem nie działać w każdym przypadku, bo jednak nie są one zgniłe i "przeleżałe", w związku z czym mają za mało "dobra".
To tak w ramach "innego spojrzenia" na problem

.