Kastracja/sterylizacja - badania, zabieg, narkoza
Hej,
Kicia ma sie super- im mniej kubraczka, tym lepiej. Poniewaz prawie sobie nie wylizuje blizny to kubraczek poszedl w odstawke. Krwiaczek bardzo zbladl, szwy wygladaja super- sciagamy je w sobote. Kicia je ladnie, kupka ladnie i bardzo dokazuje- postrzelone zwierze :)
Trzymam kciuki za wszystkich, ktorzy w planach maja sterylizacje- da sie przezyc :)
Kicia ma sie super- im mniej kubraczka, tym lepiej. Poniewaz prawie sobie nie wylizuje blizny to kubraczek poszedl w odstawke. Krwiaczek bardzo zbladl, szwy wygladaja super- sciagamy je w sobote. Kicia je ladnie, kupka ladnie i bardzo dokazuje- postrzelone zwierze :)
Trzymam kciuki za wszystkich, ktorzy w planach maja sterylizacje- da sie przezyc :)
Przyda sięSonya pisze:Trzymam kciuki za wszystkich, ktorzy w planach maja sterylizacje
proponuje lapac spod dupki :)) mnie sie udalo, nawet nie bardzo musialam ogon podnosic :)
za to pobieranie krwi nie bylo zbyt proste, przy pierwszej probie kici skrzepla krew w locie, nic nie kapalo do probowki, udalo sie za drugim razem, musialam mocniej uciskac lapke (prawie te krew wyciskalam). No i kici sie to zupelnie nie podobalo.
za to pobieranie krwi nie bylo zbyt proste, przy pierwszej probie kici skrzepla krew w locie, nic nie kapalo do probowki, udalo sie za drugim razem, musialam mocniej uciskac lapke (prawie te krew wyciskalam). No i kici sie to zupelnie nie podobalo.
Sonya pisze:Wchodze do domu, kot nie przybiega.
Wchodze do pokoju, kot lezy na plecach z wyciagnietymi tylnymi lapami i sie nie rusza...
Podchodze i dotyka- kot przerazliwy miauk.
Probuje ja postawic na lapki, a ona cala wiotka upada, nawet sie nie podpiera :(
Przerazona lapie za telefon i dzwonie do weta- niech sie szykuje zaraz bede.
Wet do mnie: Spokojnie, prosze sie nie denerwowac. Prosze jej zdjac kubraczek...
Ja splakana do weta: Jak kubraczek jak ona ma bezwladne lapki?!
Wet do mnie: Prosze zdjac, to na pewno od kubraczka, niektore koty tak reaguja.
Sciagam kotu kubraczek. Nie mija 30 sekund a kot jak gdyby nigdy nic wstaje, przeciaga sie, ogon do gory i leci do drapaka....
Sonya, uśmiałam się prawie, że do łez!
Słuszna uwaga zeniu! Krew nie powinna być pobierana z uciśniętego naczynia żylnego, stazę zakładamy tylko na moment wkłucia, a w trakcie pobierania nie uciskamy kociej łapki, można co najwyżej delikatnie masować powyżej stawu łokciowego jeśli ciśnienie jest za słabe. Czasem pechowo zapcha się igła, wówczas trzeba wkłuwać się jeszcze raz.zenia pisze:z tym że takie wyciskanie krwi zaciera i zmienia parametry
krew musi bez ucisku i przymusu sama wypłynąć
Agentka i to straszna, do Hollywood ;)
Wkluwalismy sie 2 razy i nie chcialo leciec :( na poczatku faktycznie krew pobierala mlodsza pani doktor, ale doswiadczony wet tez nie dal rady. Nie slyszalam ze taki ucisk moze miec wplyw na parametry, rowniez u ludzi, zwykle mam krew pobierana z uciskiem. Z reguly staza przynajmniej chwile zostaje na ramieniu jak juz krew leci. Zwroce na to uwage :)
Wkluwalismy sie 2 razy i nie chcialo leciec :( na poczatku faktycznie krew pobierala mlodsza pani doktor, ale doswiadczony wet tez nie dal rady. Nie slyszalam ze taki ucisk moze miec wplyw na parametry, rowniez u ludzi, zwykle mam krew pobierana z uciskiem. Z reguly staza przynajmniej chwile zostaje na ramieniu jak juz krew leci. Zwroce na to uwage :)
Takie numery to nie z moją Panienką!Sonya pisze:proponuje lapac spod dupki :)) mnie sie udalo, nawet nie bardzo musialam ogon podnosic :)
Ona nawet nie lubi być podglądana.
Skończyło się to na takich specjalnych nienasiąkliwych granulkach umieszczonych w kuwecie zamiast żwirku. Niby kuweta była w zwykłym miejscu, ale po wyparzeniu nie pachniała jak kuweta. Bidulka wstrzymywała się cały dzień, tak jej to nie pasowało.
W końcu, po intensywnych prośbach, się zdecydowała udostępnić mi ten skarb późnym wieczorem. Na szczęście wynik jest ok, więc odetchnęłam. Krew jej pobiorą podczas zabiegu.
Teraz tylko tableteczki, aby przerwać rujkę ciągnącą się z przerwami od dwóch miesięcy i pod nóż
A kupilas zwirek Catrine? Pytalam o jego uzycie w innym watku, rowniez go mam, ale ostatecznie nie wiedzac czy go wyparzac czy nie zlapalam siuski spod ogonka :))
Wyparzalas zwirek przed uzyciem?
A jeszcze co do pobierania krwi, chcialabym dopytac: na jakie parametry uciskanie lapki moze wplynac? bo mam wyniki badan, sa w porzadku, ale teraz sie zastanawiam, jakie parametry wziac pod lupe pod katem zacisnietej lapki?
Wyparzalas zwirek przed uzyciem?
A jeszcze co do pobierania krwi, chcialabym dopytac: na jakie parametry uciskanie lapki moze wplynac? bo mam wyniki badan, sa w porzadku, ale teraz sie zastanawiam, jakie parametry wziac pod lupe pod katem zacisnietej lapki?
Uff.. jesteśmy po sterylizacji. Ciężka była przeprawa
.
Panienka bardzo źle psychicznie zniosła i uwięzienie (gryzła klatkę!) i zabieg. Musieli jej dać zastrzyk uspokajający, tak się zestresowała.
Przy odbieraniu kici zapytałam, czy już złagodniała i pozwoliła się zbadać - wetka tylko bez słowa pokazała mi pokancerowane ręce..
W domu Panienka wyskoczyła z kontenerka razem z drzwiczkami (widocznie niedokadnie je zamknęli) i schowała się w najciemniejszym kącie, gdzie przesiedziała kilkanaście godzin.
Dałam więc jej spokój i tylko obstawiłam ją miseczkami z wodą.
Następnego dnia zrobiła obchód mieszkania na drżących nogach i wlazła na ostatnie piętro drapaka. Podsuwałam jej cielęcinkę, super wołowinkę, wszystko drobno pokrojone, świeżutkie - ale od wszystkiego odwracała nosek. W końcu w desperacji podsunęłam jej kawalątka piersi indyczej i uszczęśliwiona patrzyłam jak wsuwa (po trzech dniach głodówki) i się oblizuje.
Kamień z piersi
.
Tylko jedna chmurka na horyzoncie - zdjęcie szwów. Nie mam pojęcia jak ją namówię do wejścia do kontenerka. Zwabić się już po ostatnich doświadczeniach nie da...
Dobrze że chociaż Czaruś zachowuje się jak normalny kot.
Panienka bardzo źle psychicznie zniosła i uwięzienie (gryzła klatkę!) i zabieg. Musieli jej dać zastrzyk uspokajający, tak się zestresowała.
Przy odbieraniu kici zapytałam, czy już złagodniała i pozwoliła się zbadać - wetka tylko bez słowa pokazała mi pokancerowane ręce..
W domu Panienka wyskoczyła z kontenerka razem z drzwiczkami (widocznie niedokadnie je zamknęli) i schowała się w najciemniejszym kącie, gdzie przesiedziała kilkanaście godzin.
Dałam więc jej spokój i tylko obstawiłam ją miseczkami z wodą.
Następnego dnia zrobiła obchód mieszkania na drżących nogach i wlazła na ostatnie piętro drapaka. Podsuwałam jej cielęcinkę, super wołowinkę, wszystko drobno pokrojone, świeżutkie - ale od wszystkiego odwracała nosek. W końcu w desperacji podsunęłam jej kawalątka piersi indyczej i uszczęśliwiona patrzyłam jak wsuwa (po trzech dniach głodówki) i się oblizuje.
Kamień z piersi
Tylko jedna chmurka na horyzoncie - zdjęcie szwów. Nie mam pojęcia jak ją namówię do wejścia do kontenerka. Zwabić się już po ostatnich doświadczeniach nie da...
Dobrze że chociaż Czaruś zachowuje się jak normalny kot.
Szkoda, że nie ma szwów rozpuszczalnych....Maciejka pisze:Tylko jedna chmurka na horyzoncie - zdjęcie szwów.
Z tego co się orientuje to robione są teraz sterylizacje metodą małego cięcia z założeniem szwu śródskórnego.
Rana 1-2 cm, szew rozpuszczalny i żadnych kaftaników
Problem w tym, że technika ta stosowana jest przez nielicznych Vetów.
Kilka moich dziczek tego typu sterylki miało
Maciejka- głaski dla kociaków, na pewno dzielnie wytrzymają :)
Moja Kicia miała założony tylko jeden szew na 1-2cm nacięciu (ten trzeba było wyjąć, ale trwało to ułamek sekundy) + szwy wewnątrz- rozpuszczalne- od nich zrobiła się kici kulka w brzuszku, ale już dawno zeszła, wnioskuje że szwy się rozpuściły. Z kaftanika szybko zrezygnowałyśmy, bardziej by kici zaszkodziło nieruszanie się od niego niż wylizywanie rany - czego swoją drogą prawie nie robiła. Teraz na brzuszku nie ma nawet śladu. U Was Maciejko będzie tak samo mam nadzieję! Dacie radę :)
Pisz co jakiś czas co tam u Was słychać :) Daj znać czy Twoja kicia po sterylce też zrobiła się megaobżartuchem, po moim niejadku nie ma śladu...
Moja Kicia miała założony tylko jeden szew na 1-2cm nacięciu (ten trzeba było wyjąć, ale trwało to ułamek sekundy) + szwy wewnątrz- rozpuszczalne- od nich zrobiła się kici kulka w brzuszku, ale już dawno zeszła, wnioskuje że szwy się rozpuściły. Z kaftanika szybko zrezygnowałyśmy, bardziej by kici zaszkodziło nieruszanie się od niego niż wylizywanie rany - czego swoją drogą prawie nie robiła. Teraz na brzuszku nie ma nawet śladu. U Was Maciejko będzie tak samo mam nadzieję! Dacie radę :)
Pisz co jakiś czas co tam u Was słychać :) Daj znać czy Twoja kicia po sterylce też zrobiła się megaobżartuchem, po moim niejadku nie ma śladu...
Tak jak powyżej dziewczyny napisały zdjęcie szwów to jest operacja sekundowa.
Będzie wszystko dobrze.
Stres jest głównie związany z samym przygotowaniem, koty wyczuwają nasze emocje.
Moja najstarsza kotka Inez doskonale wie, że wyjście nie jest spacerkowe, a veterynaryjne i chowa się w najciemniejszy, najmniej dostępny kąt mieszkania jak tylko zobaczy smycz z szelkami, a przecież te akcesoria towarzyszą obu operacjom.
Będzie wszystko dobrze.
Stres jest głównie związany z samym przygotowaniem, koty wyczuwają nasze emocje.
Moja najstarsza kotka Inez doskonale wie, że wyjście nie jest spacerkowe, a veterynaryjne i chowa się w najciemniejszy, najmniej dostępny kąt mieszkania jak tylko zobaczy smycz z szelkami, a przecież te akcesoria towarzyszą obu operacjom.
Dzięki za wsparcie duchowe
). Teraz już poluje na ćmy, choć widac że jeszcze się trochę oszczędza.
. Ale to już i tak z górki..
To my tak mamy. Nie trzeba było żadnych kaftaników. Przez 3 dni kicia głównie spała, a w każdym razie leżała na swoim ulubionym hamaczku. Schodziła tylko do kuwety. Miseczka na miauknięcie podjeżdzała sama pod pyszczek (zdaje się że to polubiłaSandra pisze:Rana 1-2 cm, szew rozpuszczalny i żadnych kaftaników
U mnie nie było wyjść spacerowych, więc jest ciut trudniej. W grę wchodzi tylko zwabienie kici, łapanie się raczej nie udaSandra pisze:Stres jest głównie związany z samym przygotowaniem, koty wyczuwają nasze emocje.
Moja najstarsza kotka Inez doskonale wie, że wyjście nie jest spacerkowe, a veterynaryjne
Już po wszystkim
. Obyło się bez ofiar głównie z powodu liczebnej przewagi agresorów.
Dwie osoby trzymały kicię a dwie zdejmowały te dwa szwy z tej mini brzuszyny.
A kicia łypała przerażonymi oczkami.
A potem w domu co i raz zaglądała do transporterka, jakby nie mogła uwierzyć że to się działo naprawdę.
A ja szczęśliwa - koniec z dwumiesięcznymi rujkami, świat jest piekny
Dwie osoby trzymały kicię a dwie zdejmowały te dwa szwy z tej mini brzuszyny.
A kicia łypała przerażonymi oczkami.
A potem w domu co i raz zaglądała do transporterka, jakby nie mogła uwierzyć że to się działo naprawdę.
A ja szczęśliwa - koniec z dwumiesięcznymi rujkami, świat jest piekny