Wypełniacze - dawać czy nie?
-
Snedronningen
- Posty: 2811
- Rejestracja: 2013-06-03, 09:46
Patmol, I tak by było najlepiej - zmniejszać stopniowo wypełniacz i w rezultacie z niego zrezygnować, aby psy miały czas "nauczyć się" najadać bez wypełniacza. Radykalna zmiana może spowodować, że psy przez jakiś czas będą chodziły głodne i domagały się więcej jedzenia zanim się całkowicie przestawią, a tak o jeden krok będzie szybciej.
podoba mi się ten pomysł
muszę to przemyśleć
jako wypełniacz można by traktować warzywa albo kurze łapki
no i łatwiej na wyjazdach
nawet będąc w górach można zejść do miasta i kupić kawałek surowego mięsa dla psa
teraz zabieram w plecaku suche chrupki
wnoszę je w plecaku do schronisku, a ich ciężar i objętość ma znaczenie
a po kilku dniach znoszę je z powrotem
bo mój pies w górach nie chce chrupek, chociaz w Domu je zje
a w stołówkach schroniskowych nic nie ma jadalnego dla psa
muszę to przemyśleć
jako wypełniacz można by traktować warzywa albo kurze łapki
no i łatwiej na wyjazdach
nawet będąc w górach można zejść do miasta i kupić kawałek surowego mięsa dla psa
teraz zabieram w plecaku suche chrupki
wnoszę je w plecaku do schronisku, a ich ciężar i objętość ma znaczenie
a po kilku dniach znoszę je z powrotem
bo mój pies w górach nie chce chrupek, chociaz w Domu je zje
a w stołówkach schroniskowych nic nie ma jadalnego dla psa
-
Verano
Odgrzewam stary temat. Czytam o tym badaniu i mnie "nie klei" się jeszcze jedna rzecz. Z tych badań wynika, że człowiek 12 tys. lat temu miał jedzenia "w bród" i obok swojego domostwa miał hałdy jedzenia niczym śmietnik włoskiej restauracji w chińskiej dzielnicy
Dla mnie to jest właśnie największy "podejrzany" fakt w tej całej teorii. Zboża w tym okresie przynosiły dramatycznie niższe plony i zawierały o niebo mniej białka niż obecnie. Jakoś trudno mi uwierzyć, że człowiek samodzielnie zmagający się z niedoborami mógłby, ot tak wolną ręką, wywalać efekt swojej ciężkiej pracy dla wilków... Grubymi nićmi to szyte, jak dla mnie.
Bardziej wierzę w to, że psy stały się towarzyszami łowców, bo zawsze po ich wizycie mogły liczyć na darmowe żwacze
i gnaty
dla człowieka niestrawne. Łaziły za łowcami, bo to było bardziej "ekonomiczne" niż samodzielna pogoń za jeleniem. Co o tym sądzicie?
Bardziej wierzę w to, że psy stały się towarzyszami łowców, bo zawsze po ich wizycie mogły liczyć na darmowe żwacze
Dla mnie to badanie jest nierzetelne po pierwsze z powodu poczynienia na wstępie założeń, które są sprzeczne z faktami historycznymi:
Pierwsi rolnicy uprawiali dziką pszenicę (trawa o maleńkich ziarnach, dająca mizerne plony), soczewicę, ciecierzycę, wykę zwyczajną, len zwyczajny, później też groch zwyczajny i dziki jęczmień). Oczywiście nie każde rolnicze plemię uprawiało wszystkie te rośliny naraz, najczęściej uprawiało tylko 1-3 gatunki z nich. Jeśli ktoś uważa, że nawet 10 tys. lat temu pierwsi rolnicy byli w stanie z uprawy tych roślin dostarczyć sobie większość zapotrzebowania na pokarm, to chyba nie wie, że bredzi. A jeśli do tego uważa, że rolnicy, którzy w tamtych czasach w trudzie i znoju uprawiali mozolnie te pierwsze rośliny uprawne, z których każde ziarenko było na wagę złota, rozdawali potem te rośliny dzikim psom, bo im samym zbywało, to pisze opowieści science-fiction.
Dowody archeologiczne wskazują, że namiastki rolnictwa zaczęły pojawiać się najwcześniej w okolicach 11-12 tys. lat temu i w tamtym czasie uprawiano w trudzie zaledwie kilka (3 -7) gatunków roślin, w dodatku tylko na jednym niewielkim obszarze naszej planety (obszar tzw. Żyznego Półksiężyca). Na większości terenów Ziemi rolnictwo liczy sobie nie więcej niż 5 tys. lat, a w wielu miejscach jest to historia zaledwie 100-500 lat.Dieta naszych przodków w czasach udomowiania psów (około 15-12 tys. lat temu) była w dużej mierze oparta na agrokulturze.
Pierwsi rolnicy uprawiali dziką pszenicę (trawa o maleńkich ziarnach, dająca mizerne plony), soczewicę, ciecierzycę, wykę zwyczajną, len zwyczajny, później też groch zwyczajny i dziki jęczmień). Oczywiście nie każde rolnicze plemię uprawiało wszystkie te rośliny naraz, najczęściej uprawiało tylko 1-3 gatunki z nich. Jeśli ktoś uważa, że nawet 10 tys. lat temu pierwsi rolnicy byli w stanie z uprawy tych roślin dostarczyć sobie większość zapotrzebowania na pokarm, to chyba nie wie, że bredzi. A jeśli do tego uważa, że rolnicy, którzy w tamtych czasach w trudzie i znoju uprawiali mozolnie te pierwsze rośliny uprawne, z których każde ziarenko było na wagę złota, rozdawali potem te rośliny dzikim psom, bo im samym zbywało, to pisze opowieści science-fiction.
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
-
Snedronningen
- Posty: 2811
- Rejestracja: 2013-06-03, 09:46
Owies jest zbozem i skrobia jest w nim dominujacym skladnikem.agat-31 pisze:A co sądzicie o podawaniu szczenięciu płatków owsianych? Czy płatki owsiane posiadają skrobie?
Ostatnio zmieniony 1970-01-01, 01:00 przez AniaR, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie tyle obniżają poziom wapnia co ograniczają jego wchłanianie w jelitach. Zawarty w owsie (i innych zbożach) kwas fitynowy wiąże w przewodzie pokarmowym wapń do postaci nieprzyswajalnej, powodując, że jest on wydalany z kałem zamiast wchłaniany. To samo dotyczy oczywiście innych minerałów, zwłaszcza żelaza i magnezu, co prowadzi do powszechności niedoborów tych pierwiastków wśród zjadaczy zbóż.Kazia pisze:Nie wiem, czy posiadają skrobię, ale jakoś obniżają poziom wapnia w organiżmie
Ostatnio zmieniony 2015-09-04, 10:41 przez dagnes, łącznie zmieniany 1 raz.
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
To na pewno tez zależy od kilku czynników.agat-31 pisze:Bardzo dziękuję za odpowiedź. Rozumiem, że podawanie wypełniaczy może przynieść więcej złego niż dobrego.
1. Ile tego wypełniacza będzie. Jeśli 5-10%, to raczej wiele zlego nie przyniesie.
2. Jaki to wypełniacz.
Jesli będa to płatki owsiane majace wplyw na przyswajanie wapnia, i będzie ich dużo i codziennie, to zapewne będą mialy niekorzystny wplyw na zwierzaka. Jeśli np ryż i kilka % w stosunku do całości, nie sądzę, żeby coś zlego mialo sie dziać.
A jeśli no gotowane jarzyny, i mała ilość, to szkody nie będzie na pewno.
Tylko że...skoro ten wypełniacz nie jest potrzebny, to po co go w ogóle dawać ?
Ja właśnie zrezygnowalam z podawania ryżu jako wypelniacza i od kilku dni moje koty żadnego wypełniacza nie dostają (przełamałam wreszcie jakąś swoją barierę psychiczną :) bo przecież już od bardzo dawna wiem, że wypelniacze wcale nie są potrzebne kotom).
No i pojawiło się pytanie, jak to teraz będzie z kupkami. Bo moje koty przy tym ryżu (ok 5-10%) juz robiły kupki male, twarde i co 2-3 dni.Teraz zaczęłam dawać "błonnik witalny" czyli nasiona babki plesznik + łuska babki jajowatej (albo na odwrót), ćwierć łyżeczki na 4 koty, i obserwuję...mam nadzieję, że uda mi sie utrafić z ilością tego błonnika i ani sie nie zatkają, ani nie dostaną biegunki.
Otóż to. Ja barfuję od 3 lat i nie podaję wypełniaczy swoim psom wcale. Teraz mam w domu szczeniaka i zarówno hodowczyni od której kupiłam jak i nasza nowa weterynarz namawiają mnie do podawania wypełniaczy. Opieram się i opieram. Szczenię jest u mnie już miesiąc i wypełniaczy nie podaję, kupy mają dobrą konsystencję więc narzekać nie mogę. Tylko zawsze w głowie zostaje niepewność gdy inne osoby nie popierają. Stąd moje pytanie.Kazia pisze:Tylko że...skoro ten wypełniacz nie jest potrzebny, to po co go w ogóle dawać ?
Zastanawiałam się nad kaszą jaglaną i płatkami owsianymi lub ewentualnie ryżem....
To jeśli płatki owsiane odpadają to jeszcze spytam, co w takim razie z kaszą jaglaną i ryżem? Można podawać? Kaszę zmiksowałabym na papkę.
Ja dawalam ryż, i przez jakiś czas kaszę jaglaną.
Jedno i drugie gotowalam nie tak jak dla siebie do jedznia (czyli na sypko), tylko w dużej ilości wody. 5-6 czubatych łyżek ryżu albo kaszy na prawie litr wrzącej wody. Gotowalam do godziny. Robiły się takie mięciutkie ziarenka, niczego nie miksowalam, bo nie trzeba.
Jedno i drugie gotowalam nie tak jak dla siebie do jedznia (czyli na sypko), tylko w dużej ilości wody. 5-6 czubatych łyżek ryżu albo kaszy na prawie litr wrzącej wody. Gotowalam do godziny. Robiły się takie mięciutkie ziarenka, niczego nie miksowalam, bo nie trzeba.