Koniczynko specjalnie dla Ciebie

i dla innych cykorów takich jak ja.
Jak oddzielić koty domowe, od wolno żyjących drapieżników i zagrożeń, których nie znają?
Tytułem wstępu opowiem co się stało, aby uwidocznić skąd się wzięły moje lęki.
Moja rozpacz po śmierci ukochanego psa Neta była destrukcyjna. Miał ok. 3 lat, wpadł pod samochód z mojej winy i patrząc mi w oczy umarł na rękach.
Spowodowała to taka traumę, że dzisiaj zbuduję klatkę , otoczę murem, zabiję deskami…..itd, aby już nigdy…
Rok po tragedii pojawił się kocur, Mania. Gdy miał ok. 5 lat, doznał poważnego uszczerbku na ciele w starciu z dzikim kocurem. Miał zwyczaj patrolować wzdłuż ogrodzenia własny przecież teren, aby na koniec, przed bramką w charakterze lwa siedzącego wypoczywać.
Mały dziki samczyk czekał pod krzakiem jałowca kilka dni, aż w końcu dopadł rude panisko. Dostojny Mania (9 kg), nawet nie wiedział po co ma pazury, zresztą na ów czas obcięte. Leżał Mania na grzbiecie i prosił o litość, a to małe napakowane testosteronem, wściekłe samcze kocie nie odpuszczało…Nawet mnie się nie bał
A Mania z rozdartym nosem, powieką, ranami na grzbiecie. Od kocich pazurów porobiły się wrzody, cięliśmy lancetem i schodziła ropa… Mania był leczony długo.
Niedługo potem eksterminował całą ptasią rodzinę, która nie przewidziała jego dociekliwości i zasiedliła gniazdko w bukszpanie, a na dokładkę najadł się jakiegoś trującego świństwa, uszkodził nerki. Inez szła w długą i wracała kiedy chciała.....
Zasięgnęłam języka w okolicy, takie sytuacje zdarzały się co raz, a bywały i jeszcze gorsze, bo kot poszedł i nie wrócił, rozpacz.
Postanowiłam, że zrobię wszystko aby nie dopuścić do podobnych sytuacji.
Tylko woliera

musi spełniać jedyny warunek ! Ma być rozbieralną na okres zimy.
Projekt miałam w głowie od dłuższego czasu, ale znaleźć wykonawcę ?
W większych składach budowlanych są przeróżne elementy i McGywer widziałby co z nimi zrobić, ale ten gość to gatunek ginący, musiałam działać inaczej.
Wiedziałam, ma to być konstrukcja lekka i stabilna, łatwa w montażu i demontażu,
opleciona siecią rybacka o oczkach 4x4 cm, bo jest prawie niewidoczna i b. silna oraz odporna na kocie zęby i pazury. Sprawdziła się, na moim balkonie kilka lat, a więc i w wolierze się sprawdzi, a koszt jej jest znikomy w porównaniu do innych składowych.
Po kolejnym przeczesywaniu netu znalazłam firmę, z którą negocjowałam wykonanie wg. mojego szkicu. Zgodzili się podali cenę i za dwa tygodnie kurier przywiózł.
I oto woliera, zmontowana zgodnie ze schematem, stoi i służy futrom i mnie.
Widok z zewnątrz.
Widok od środka
A to szczegóły połączeń.
Połączenia są jak w klasycznym namiocie. Kielich z małym otworkiem w który wsuwa się cieńszy koniec rurki z klipsem, on zawsze trafia w otwór i zatrzaskuje się, tym samym usztywniając i stabilizując połączenie. Naprawdę sztywne.

Narożniki zewnętrzne mają stężenia-usztywnienia.
Po dwie blachy przy narożnikach elewacyjnych daje możliwość dokręcenia woliery do elewacji ( u mnie nie było takiej konieczności).
Całość jest ze stalowych rurek fi.25 mm cienkościennych, oksydowanych nie dłuższych niż 150 cm. Wykonała tę konstrukcję firma, która produkuje namioty. Adres i szczegóły na życzenie.