Madame Miaou nie wiem, kto Ci odradzał mrożenie, ale chyba nijak tego nie uzasadnił. Wiele osób mrozi karmę, w woreczkach albo pojemniczkach, pojedyncze porcje, oczywiście od razu po otwarciu puszki dzieli się karmę na porcje i zamraża. Na tym forum część osób na pewno mrozi zawartość dużych puszek podzieloną na mniejsze porcje. Wiem, że mrożą też osoby z miau. Rozmrażać można w lodówce, np. przez noc, żeby było bezpieczniej.
Zresztą, karma to gotowane mięso. Gotowe "ludzkie" mięsne posiłki też się przecież zamraża, sama mroziłam kotom gotowanego prawie-barfa. Zawartość puszek też bym mroziła, gdyby nie to, że mam cały zamrażalnik barfa i żadna awaryjna pucha się tam nie zmieści. Może ten ktoś, kto Ci odradzał, myślał, że chodzi Ci o zamrażanie całej puszki i wielokrotne rozmrażanie tego samego? Albo zamrażanie mięsa w puszce? Sucha karmę też spokojnie można mrozić tak przy okazji.
Jedyny argument na niemrożenie jaki znam to ten, że niektóre koty nie lubią mrożonek. Moje na przykład wolą dla odmiany zimne mięso. To w temperaturze pokojowej jest mniej chętnie zjadane. Kwestia gustu.
Co do dawkowania to kierowałam się zaleceniami producenta, a nie kalkiem. Z doświadczenia jednak wiem, że kalk swoje, a koty swoje. Wydaje mi się, ze moje koty zjadają inne ilości puszek różnych producentów, ale nigdy tego nie liczyłam, bo w ogóle nie wydzielam kotom jedzenia. Być może zależy to od rodzajów mięsa albo - co bardziej prawdopodobne - od procesu produkcji. Im dłużej termicznie obrabiane mięso tym mniej wartościowe będzie białko. Surowe mięso i "surowe" białko będzie najbardziej wartościowe, więc koty zjedzą go mniej. Moje futra zjadają dziennie ok. 300 g mieszanki z surowego mięsa, ale gdybym chciała nakarmić je puszkami musiałabym dać im 500-600g Granaty - to mam sprawdzone.
I tak, w dalszym ciągu uważam, że mokre jest lepsze niż suche. Co do PONa to opinie nawet tu, na forum, są podzielone. Niektórzy uważają ją za najlepszą karmę suchą na rynku, inni narzekają na ilość wapnia i fosforu

Pamiętaj, że koty w naturze prawie nie piją tylko pobierają wodę z pokarmem. Każda sucha będzie więc pod tym względem gorsza niż mokra, bo kot będzie niedopijał nawet mając stały dostęp do wody, co może skutkować problemami z nerkami. Suche też są zasadniczo gorzej zbilansowane niż mokre, zakładam też, że suszenie niszczy więcej substancji odżywczych niż gotowanie. Raczej nikt nie suszy mięsa w 60 stopniach, a puszki z mięsem gotowanym w takiej temperaturze się zdarzają.