Też jestem w trakcie dokocania...
Idzie ciężko (Sierra to kot... normalny inaczej

), ale systematycznie, codziennie robimy postępy. Na szczęscie Tula (nowa dzieczyna) jest z natury bardzo opanowana i większość syków i fochów Sierry ignoruje. Dodatkowo Tula od pierwszej minuty przykleiła się do mnie i ignoruje Księciunia (miłość Sierry).
Jesteśmy już na etapie "otwartych drzwi", chociaż jeszcze czasami muszę dziewczyny rodzielać. Sierra zaczyna się irytować, syczeć, a na końcu robi autentyczne polowanie z nagonką (jedyne co rusza Tulę). Sprawdziłam to raz, nie widzę powodu do dalszych prób w "przeciąganie sprawy" - nie służy to ani jednej dziewczynie, ani drugiej.
Doskonale sprawdza się u nas odwracanie uwagi - jeśli Sierra zaczyna gapić się zbyt intensywnie albo syknie natychmiast reaguję. Zagaduję, szuram krzesłem, drapię zasłony... cokolwiek, żeby tylko zwrócić uwagę Sierry. Zazwyczaj działa, czasami nawet Sierra luzuje do końca i idzie na ulubioną półkę.
Na razie największym problemem są momenty, kiedy OBIE dziewczyny są aktywne. Aktywna Tula biegająca po pokoju i Sierra drzemiąca na swojej półeczce (powoli przestaje się GAPIĆ, a zaczyna zasypiać)? Bez problemu, mogę je nawet zostawić na parę minut
Tulik grzecznie śpi, a Sierra krąży po mieszkaniu (to jej główna aktywność od przybycia Tuli, dopiero dzisiaj zaczęła się coś bawić) - muszę być niedaleko Tuli, żeby w razie czego zagadać Sierrę.
Tula się bawi, a Sierra krąży? Na początku jeszcze Sierra daje się zagadywać, ale po jakimś czasie wkurza się co raz mocniej i ląduje w swoim pokoju "żeby ochłonąć"

.
Dzisiaj doszłyśmy do etapu, kiedy Sierra potrafi jeść mając Tulę za plecami (tzn. Sierra na swojej szafce, Tula po 2 stronie pokoju na łóżku). Trochę broi mi fakt, że mała zaczyna się do Sierry pchać. Ewidentnie brakuje jej kociego towarzystwa i kocich zabaw, a Sierra jeszcze nie jest na to gotowa

.
Dużo pomogła nam też dzisiejsza wycieczka z Tulą - Sierra wyraźnie odpoczęła psychicznie i była dużo bardziej zrelaksowana. Odbiło się to poztywnie na stosunku do Tuli

...
Jednak nie polecam takich prób przy większości kotów! Po pierwsze Sierra jest przywyczajona do ciągłych "zmian zapachu" u mnie i u Księciunia, po drugie ma problem z zaakceptowaniem kota jako kota, a nie konkretnie Tuli, po trzecie naprawdę dobrze znam się na mowie ciała zwierząt (zwłaszcza swoich
). No i po czwarte - miałam świadomość, że może nie wypalić i trzeba będzie zacząć od nowa

.
Dodatkowo, jako środek wspomagający, w pokoju Sierry jest Feliway friends w kontakcie... No i pracuję z dziewczynami prawie bez przerwy - z racji kwarantanny mam prawie nie pracuję (średnio 1-1,5 h dziennie

).