Na początku czerwca trafiła do mnie dwójka kociąt - jedno z nich z kocim katarem, najprawdopodobniej Kalici+Herpes, bo była nadżerka na języku i zaglutowany nos+oczy.
Zakażenia bakteryjne ładnie reagowały na antybiotyk (amoxycylina+kwas klawulanowy). Infekcje idą kolejno po kociętach i dorosłych kotach (w sumie mam teraz piątkę), mimo izolacji. Gdy już zaliczyły wszystkie futrzaki, zaczynają krąg od nowa. Koty nie chorują jednocześnie, gdy jedno zdrowieje, zaczyna się u kolejnego.
Nie jestem w stanie odizolować każdego z kotów, mam tylko podział lokalowy na dorosłe/dzieciaki.
Wszystkie na BARFie.
Wszystkie dostają wysokie dawki betaglukanu (czysty, dla ludzi, Hepatica).
Każdy z nich dostał przynajmniej jedną dawkę Lydium (a niektóre nawet cztery dawki).
Wszystkie obecnie dostają interferon (ludzki, bo ten dla kotów zrujnowałby mnie finansowo).
Koty mają dobre warunki, stres minimalny, ciepło, sucho, spokojnie. Maluchy bardzo się nawzajem lubią, bawią ze sobą.
Dwójka najmłodszych, mimo zaleczenia, ciągle ma wodnisty wysięk z nosa i lekko ropiejące oczy, na które stosowałam mocno rozwodniony roztwór Betadine. Do nosa, przez 5 dni, z mocno mieszanymi uczuciami, ale zgodnie z zaleceniami lekarza, podawałam Nasivin Baby w nadziei, że po obkurczeniu śluzówki nos się oczyści. Kocięta mnie znienawidziły, spektakularnej poprawy nie było.
Obecnie dwa dorosłe koty kończą antybiotykoterapię (co ciekawe, u dorosłych poszło na zapalenia krtani, bez kataru i spuchniętych oczu), jedno z kociąt znów ją zaczyna (łzawiące oczy, katar, gorączka).
Przeczytałam wszystko, co udało mi się wyszukać na Forum na temat kociego kataru i nie mam już pomysłu. Próbowałam inhalacji - nawilżacz powietrza rozwaliły mi w ciągu pierwszej godziny.
Chętnie przyjmę wszelkie sugestie