Ja jednak widzę różnicę. Mam rodzinę na podlasiu.Tam krowy wypasane są na łące. Pamiętam, gdy jeździłam tam na wakacje (cały czas się uczę, więc nie było to dawno

) , krowy spędzały tam również noce, znaczy w zasadzie całodobowo przebywały na łące jeśli pogoda była w porządku. Do szopy, a w zasadzie tylko koło niej, szły tylko na picie. Na łące nawet się je doiło. I zresztą tak jest cały czas.
Zresztą na podlasie nie muszę jechać, wystarczy że oddale się 100 km od Bydgoszczy (tak, gospodarstwo moich dziadków

). Tam krowy również całe dni na powietrzu, na noc wracają. Do żarcia tylko trawa, siano, siekana kukurydza (znaczy część zielona), krojone ziemniaki, buraki, kiszonka z liści buraczanych i świeżych i tak całorocznie. Oczywiście że cielęta odstawia się szybko, ale nie karmi się tak jak to w hodowlach mlekiem zastępczym, a mlekiem krowim, wydojonym (nie zliczę na palcach rąk ile tak cielaków wykarmiliśmy, a wieś zawsze była obecna w moim życiu). Myślę, że nie ma co porównywać hodowli do takie chowu.
Nie powiem jednak tego samego o wieprzkach. Odkąd pamiętam jechały na paszy (i na jednej i na drugiej znanej mi wsi)...
Jeżeli chodzi o szczepionki - są jeśli krowa chora. Każdy ratuje swój dobytek jak może w końcu. Preparatów witaminowych nigdy tam nie widziałam. Ale oczywiście ja mówię tu o małych gospodarstwach, nie o takich, co mają po 20 i więcej krów. Na podlasiu mieli coś koło 12, moi dziadkowie - 6)
Szczerze... chciałabym na mięso z takiego chowu trafić...