Ło matko, Sojuz, widzę, że wziąłeś się za studiowanie cyklu Krebsa....
Spróbuje coś językiem "dla ludu" napisać

, bo z twojego postu pewnie wielu tu mądrzejszych teraz nie ma.
Jedzenie węglowodanów nie jest niezbędne by spalać tłuszcz. Wprawdzie komórki potrzebują metabolitów glukozy do tego, by tłuszcz został spalony tlenowo, ale nie muszą one pochodzić bezpośrednio z węglowodanów pokarmowych. Jedno źródło glukozy to glicerol zawarty w triglicerydach (tłuszcz magazynowany jest w tkankach w postaci triglicerygów, składajacych się z 3 cząsteczek kwasów tłuszczowych i jednej cząsteczki glicerolu), który wchodzi w szlak metaboliczny glukozy (może być w nią przekształcony lub spalony jak ona). Drugie źródło to aminokwasy glukogenne zawarte w spożywanym białku. W przypadku całkowitego braku węglowodanów w diecie (lub w czasie pełnej głodówki) organizm wytwarza sobie glukozę z glicerolu (o ile dany osobnik ma zgromadzone zapasy tłuszczu w tkankach) oraz z aminokwasów (i tu - jeśli osobnik nie głoduje, czyli zjada dostateczną ilośc białka, to glukoza powstaje ze zjadanych aminokwasów; w czasie pełnej głodówki natomiast wykorzystywane jest do tego celu białko z własnych mięśni - dlatego chudnie się wówczas również z mięśni). W przypadku kotów sprawa jest prosta, bo szlak tworzenia glukozy z aminokwasów glukogennych jest na tyle wydajny, że zaspokaja w 100% ich potrzeby na glukozę, zarówno tą potrzebną komórkom bez mitochondriów, jak i tą potrzebną do spalania tłuszczów. W przypadku psów i ludzi sprawa wygląda ciut odmiennie, bo wydajność szlaku glukoneogenezy jest mniejsza. Ale my możemy też spalać tłuszcz bez udziału glukozy. Właśnie dlatego Natura obdarzyła nas bardzo sprawnym i wydajnym mechanizmem wykorzystywania ciał ketonowych (u ludzi sprawniejszym jeszcze niż u psów), które u kotów w normalnych warunkach prawie nie powstają. Ciała ketonowe tworzone są z tłuszczów wtedy, gdy brakuje glukozy do normalnej beta-oksydacji tłuszczów. I są one doskonałym źródłem energii. Im niższy poziom glukozy, tym większa część energii zaspokajana jest przez ciała ketonowe. I w tym stanie chudnie się z nadmiaru tłuszczu najszybciej.
Ale w tym wszystkim jest jeszcze jeden "myk", żeby nie było aż tak prosto. Chodzi o białko i masę mięśniową. W większości przypadków diety i kuracje odchudzające doprowadzają do ubytku mięśni. Dzieje się tak dlatego, że osoba/zwierzę zjada w tym czasie zbyt mało białka by pokryć aktualne potrzeby organizmu i organizm "spala" własne mięśnie. Waga oczywiście spada, ku uciesze zainteresowanych. A ponieważ mięśnie są cięższe niż tłuszcz, więc w mniejszej objętości zawarta jest większa waga, to trudno wizualnie (do pewnego momentu oczywiście) zorientować się, co się dzieje.
Warunkiem niezbędnym dla chudnięcia (z tłuszczu!) jest niski poziom glukozy i jednocześnie insuliny we krwi oraz odpowiednia podaż białka. Nie żaden dodatkowy ruch i wysiłek fizyczny. Przy wysokim poziomie insuliny można zarżnąć się na siłowni lub bieżni na śmierć i nie stracić grama tkanki tłuszczowej (można za to stracić na wadze mięśni). Insulina będzie chroniła tkankę tłuszczową przed rozpadem dłużej niż będzie trwała wydolność wysiłkowa organizmu delikwenta. Spali cały swój zapas węglowodanów ale ani odrobiny tłuszczu.
Aby zdrowo i sprawnie schudnąć z nadmiaru tkanki tłuszczowej, trzeba zjadać odpowiednią dla danego osobnika i jego aktywności ilość białka, ograniczyć tłuszcz i wyeliminować (u psów) lub mocno ograniczyć (u ludzi) węglowodany w diecie. Jest to więc dość proste, dlatego miłościwie panująca nam medycyna i dietetyka tak bardzo komplikują, gmatwają i zaciemniają problem, by przeciętny "zjadacz chleba" niczego nie zrozumiał i pakował w siebie oraz w swego psa tony makaronu i ryżu.
A teraz wyjaśnię po krótce, dlaczego postępowanie wszystkich wypowiadających się w tym wątku osób, które odchudzały siebie bądź psa jedynie poprzez zwiększenie ilości ruchu, bez jakichkolwiek zmian w diecie, było błędne.
Zwiększenie aktywności fizycznej generuje zwiększone zapotrzebowanie na energię wyzwalaną ze spalania składników energiotwórczych. Organizm spala więc więcej niż otrzymuje, bo zwiększa się zapotrzebowanie, a nie zwiększa się jednocześnie podaż energii z zewnątrz. I byłoby super, gdyby to "więcej" pochodziło wyłącznie z nadmiaru tkanki tłuszczowej. Problem polega na tym, że zwiększenie aktywności generuje zawsze zwiększenie potrzeb na węglowodany i białko. Jak już wiemy z biochemii, do spalenia dodatkowego tłuszczu potrzebna jest dodatkowa glukoza. Jeśli nie zwiększymy spożycia węglowodanów (co nie jest konieczne), to powinniśmy zwiększyć spożycie białek, by z nich pozyskać dodatkową glukozę. Można oczywiście spalać tłuszcz poprzez etap ciał ketonowych, ale dopóki organizm potrafi pozyskać lub wytworzyć sobie z czegos glukozę, dopóty bedzie spalał tłuszcz bezośrednio. Zawsze kosztuje to więc nieco mięśni. Ponadto, zwiększony wysiłek mięśni wymaga dostarczenia im zwiększonej ilości białka potrzebnego do regeneracji uszkodzeń powstałych podczas wysiłku (te uszkodzenia powstają zawsze przy wysiłku, a im większy tym większe uszkodzenia). Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze problem z insuliną - na diecie wysokowęglowodanowej nie dopuści ona do spalenia zapasów tkanki tłuszczowej. Organizm prędzej spali (dla celów pozyskania energii) białko pokarmowe oraz ewentualnie też białko z mięśni, niż własny tłuszcz (aminokwasy mogą być też spalane bezpośrednio, niekoniecznie poprzez etap glukoneogenezy).
Jeśli zatem mamy psa, któremu robimy "kurację odchudzającą" polegającą jedynie na zmuszaniu go do wysiłku fizycznego z zachowaniem dotychczasowej diety w zakresie ilości pokarmu jak i jego struktury (proporcje białek, tłuszczów i węglowodanów), to fundujemy zwierzakowi jeden z następujących efektów:
- jeśli zwierz jest na diecie wysokowęglowodanowej, to biega tak długo jak pozwala mu wydolność tlenowa organizmu, spalając glukozę oraz degenerując tkankę mięśniową; nie chudnie (w długim czasie będzie jednak tracił masę mięśniową ze względu na niedobór białka, ale często ubytek wagi będzie rekompensowany wzrostem ilości tkanki tłuszczowej); odczuwa ciągły głód, bo organizm domaga się białka i uzupełnienia węglowodanów, od których jest uzależniony,
- jeśli zwierz jest na diecie średniowęglowodanowej, to biega tak długo jak pozwala mu wydolność tlenowa organizmu, spalając głównie glukozę oraz własne mięśnie; chudnie ale częściowo z mięśni; odczuwa ciągły głód, bo organizm domaga się białka i uzupełnienia węglowodanów,
- jeśli zwierz jest na diecie niskowęglowodanowej, to biega dość długo ale niezbyt szybko, spalając tłuszcz i własne mięśnie; chudnie z tłuszczu ale również traci masę mięśniową; odczuwa ciągły głód, bo organizm domaga się brakującego białka i węglowodanów.
Do pierwszej sytuacji pasuje mi przypadek psa forumowiczki Jara:
Jara pisze:Ja również mam z tym problem. Niestety w obecnej chwili pies jest na suchym (...). Dużo ruchu, głodowe wręcz dawki karmy, nawet podawana była l-karnityna i nic.
W przypadku psów, które są uzaleznione od tego, co da im do zjedzenia człowiek, jest to siłowe odchudzanie głodem, którego czlowiek sam sobie z reguły nie funduje, bo odczuwając silny głód po wysiłku zjada sobie dodatkową porcję makaronu, nawet gdy wie, że nie powinien.
Dieselka pisze:dlatego nie wierzę, że aktywność fizyczna nie ma wpływu na chudnięcie.
Wpływ jest dokładnie taki, że przy braku zmian w diecie chudnie się też z mięśni, dodatkowo cierpiąc katusze w związku z nieustającym głodem.
Dieselka pisze:W dawnych latach, Diesel z codziennym rowerem - Diesel z normalną wagą, wystarczyło zmienić rower na spacer (mega długi) - Diesel beczka.
Każda zmiana aktywności fizycznej wymaga zmian w diecie. Działa to w dwie strony.
Sojuz pisze:Nie jestem pewien tego, że glikogen jest głównie zużywany tylko podczas długiego i intensywnego wysiłku fizycznego, ponieważ komórki mięśniowe mogą jedynie glukozę pobierać do procesu oddychania beztlenowego (fermentacji mleczanowej).
A skąd Ty to wziąłeś? Komórki mięśniowe spalają glukozę zasadniczo w tlenie, a jedynie w razie konieczności beztlenowo (np. potrzeba nagłego sprintu by uciec przed szablozębnym potworem), zaciągając jednak tzw. dług tlenowy, który musi być wkrótce uzupełniony (poprzez przyspieszenie akcji oddechowej), a gromadzący się w mięśniach mleczan powoduje ból i następuje ograniczenie wydolności fizycznej do poziomu, na jaki pozwalają przemiany tlenowe.
Na koniec ponawiam pytania:
dagnes pisze:Jara pisze:aeroby przyspieszają metabolizm
To znaczy konkretnie co robią z tym metabolizmem i jak? Co to oznacza dla pojedynczej komórki i czy na pewno jest to dobre na poziomie komórkowym?
Odpowiedź na nie to klucz do zrozumienia, dlaczego zwiększanie wysiłku ponad potrzeby jest dla organizmu szkodliwe.