Chodzi o to, że sól w takiej ilości jak w standardowym ludzkim jedzeniu jest szkodliwa. Tylko tak to sobie ludzie upraszczają i wychodzi drobne przekłamanieZefir pisze:Zawsze słyszałem, że sól jest szkodliwa dla kotów
Galaretka dla kota
- ecaterina13
- Moderator
- Posty: 3
- Rejestracja: 2016-12-02, 08:15
- Lokalizacja: Rybnik
Witajcie, Mam pytanie odnośnie żelatyny. Czy każda nadaje się dla kota? Chodzi o to, żeby móc zrobić w miarę szybko galaretkę, ale bez np kurzych nóżek (które jak rozumiem zawierają fosfor) ... Chciałabym aby galaretka sama w sobie była neutralna jesli idzie o substancje "różne" typu fosfor - galaretka ma być tylko sposobem dowodnienia kota :)Ewik72 pisze:ManianaK, dodaj żelatyny i problem z głowyja tak gotuję moim kotom nerkowym. Żelatyna nie zawiera fosforu ( źródło baza wartości odżywczych IZZ).
"Mam jeszcze chwilę, teraz zrobię coś naprawdę ładnego. Coś mnie godnego, coś zaprawdę w boskim wymiarze. Coś takiego, co jest autentyczną kwintesencją piękna i nie ma wad."
(słowa Boga gdy postanowił stworzyć kota wg. Sapkowski & Bereś)
(słowa Boga gdy postanowił stworzyć kota wg. Sapkowski & Bereś)
Żelatynę można oczywiście dodać jeśli jest taka potrzeba. Natomiast jeśli bazą galaretki jest jakikolwiek wywar mięsny lub mięsno-kostny (niekoniecznie drobiowy) to zawsze będzie zawierał trochę fosforu, który w trakcie długiego gotowania przeszedł z mięsa do wody.
Niemiecka baza danych podaje, że domowy rosół zawiera 66mg fosforu w 100g. Nie piszą jaki to rosół (z jakiego mięsa , czy z mięsa z kością), więc pewnie to jakaś wartość średnia dla różnych sposobów przyrządzania i różnych "wsadów".
Niemiecka baza danych podaje, że domowy rosół zawiera 66mg fosforu w 100g. Nie piszą jaki to rosół (z jakiego mięsa , czy z mięsa z kością), więc pewnie to jakaś wartość średnia dla różnych sposobów przyrządzania i różnych "wsadów".
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
ehh pozazdraszczam Wam.. moj rozpieszczony rudzielec popatrzył na galaretkę (robiłam już 3 rożne) później na mnie i juz prawie, prawie widziałam jak sie puka w głowę ze ja mu to każe jeść... muszę go jakoś dopoic a brakuje mi juz pomysłów ... od razu mowie ze juz szły zupki, karmienie z reki, podlewanie woda, strzykawka, woda z rozmrażania, moczenia i smażenia mięsa... na razie zrobiłam mieszankę z FR, gdzie dałam sporo wody - od jutra wyciągam z zamrażalnika zobaczymy czy księciunio będzie jadł...
strasznie drogo mi wychodzi mi ostatnio utrzymanie go , bo coś co uznaje dzisiaj, jutro juz ma gdzieś i leci do śmieci.. ale czegoż sie nie robi dla naszego pana i władcy
...
strasznie drogo mi wychodzi mi ostatnio utrzymanie go , bo coś co uznaje dzisiaj, jutro juz ma gdzieś i leci do śmieci.. ale czegoż sie nie robi dla naszego pana i władcy
doradora puszki generalnie sa skazone... zjada je z łaską, podlewam je odrobinką wody, co pare dni rozwadniając coraz bardziej.
sukcesem jest dla mnie, ze w ciagu ostatnich 2 miesiecy przestawiłam go na mięso surowe (z oporami oczywiście, strajkiem kota w postaci niejedzenia cały dzien, moim chodzeniem za nim z talerzem i karmieniem z reki kawałkami na raty, polewaniem miesa pastami smakowymi z miamora). Gadzina jedna w ogole je mieso tylko na zewnętrznym parapecie okna, a jak micha stoi w stałym miejscu (tam gdzie stoi od 2 lat) to będzie chodził i miauczał... Na razie najważniejsze było przestawienie na mokre wiec niech sobie cuduje .. teraz jak juz je mokre to powoli bede zabierała miche z okna, żeby jadł tam gdzie jego miejsce, może tez zima go zniecheci
Za to jak widzi suche to az sie trzesie, wdrapuje sie po moich nogach i nie ma znaczenia gdzie je dostanie.... ale suche to teraz jest jako przysmak tylko, pare kuleczek dziennie a i to nie zawsze
sukcesem jest dla mnie, ze w ciagu ostatnich 2 miesiecy przestawiłam go na mięso surowe (z oporami oczywiście, strajkiem kota w postaci niejedzenia cały dzien, moim chodzeniem za nim z talerzem i karmieniem z reki kawałkami na raty, polewaniem miesa pastami smakowymi z miamora). Gadzina jedna w ogole je mieso tylko na zewnętrznym parapecie okna, a jak micha stoi w stałym miejscu (tam gdzie stoi od 2 lat) to będzie chodził i miauczał... Na razie najważniejsze było przestawienie na mokre wiec niech sobie cuduje .. teraz jak juz je mokre to powoli bede zabierała miche z okna, żeby jadł tam gdzie jego miejsce, może tez zima go zniecheci
Za to jak widzi suche to az sie trzesie, wdrapuje sie po moich nogach i nie ma znaczenia gdzie je dostanie.... ale suche to teraz jest jako przysmak tylko, pare kuleczek dziennie a i to nie zawsze
To zanim mu dasz suche, to je rozmocz w wodzie (najpierw tylko trochę polej wodą, po kilku razach coraz bardziej, aż do ciapy). Zapach chrupy będzie kusił, więc jak będzie chciał zjeść, to ją będzie musiał "wypić"eleta pisze:Za to jak widzi suche to az sie trzesie, wdrapuje sie po moich nogach i nie ma znaczenia gdzie je dostanie.... ale suche to teraz jest jako przysmak tylko, pare kuleczek dziennie a i to nie zawsze
IzabelaW juz pisałam wcześniej ze wypróbowałam wszystko , o moczeniu chrupek tez ktos mi pisał 2,5 temu i tez to wypróbowałam - stały w misce cały dzien, kot podchodził powąchał i odchodził. Stało i bardziej i mniej mokre..
na razie koteł je mokre mięso i trochę rozwodnione puchy ostatnie pare dni nawet wypija to co z nich zostanie wiec
codziennie cos udaje mi sie wepchac mu jakies mokre
na razie koteł je mokre mięso i trochę rozwodnione puchy ostatnie pare dni nawet wypija to co z nich zostanie wiec
bo mam jeszcze zapas który zrobiłam na początku przestawiania na mokre (kupiłam 12 puszek animody i 6 rybnej cosimy i ich nie zużyłam jeszcze przez 2 miesiące), traktuje je też jako awaryjkę, poza tym jak ma dzień mięsny to wtedy tylko mięso, a jak rano zaczynam puchę to tylko dzień puszkowy.doradora pisze:eleta, skoro kot je mięso, to po co mu puchy?