Avocado, moja kotka zaznajomiona jest z wetem od małego, więc raczej nie o oswojenie chodzi, a przynajmniej, nie o jego brak.

Niektóre rzeczy można przy niej zrobić, np. podać tabletki, dać zastrzyk jak łepek wtuli w moje ramię i nie wlezie mi na głowę, obejrzeć uszy, pyszczek, zmierzyć temperaturę... wszystko, to jakoś DA SIĘ, niestety problem zaczyna się wtedy, gdy chcemy więcej. Wtedy NIC nie pomaga i zupełnie nic NIE DA SIĘ. Właśnie w tym szkopuł, że nie znalazłam jak dotąd sposobu na nią i stanowi to dla mnie ogromny problem. Trudno mi to obrazowo ująć w słowa, nie umiem.

Ona walczy tak, jakby walczyła o życie. Wobec takiej siły i trzy osoby wymiękają.
Moja kotka zawsze jeździ do weta w szelkach, ale szelki też nie pomagają.
Sandra, tak, ta ruda, to właśnie moja ukochana Gapcia, zmora wetów. Gapiszon też chodzi na smyczy, ale wybieram raczej miejsca ustronne. Samochodem też lubi jeździć i zawsze się drze żeby ją wypuścić z kontenera, ale pozwalam jej na to, tylko na polnych drogach.
Ha! Tosia, to też jest temat! Jak ją wzięłam, to wydawała się taka biedna, niekochana, zmaltretowana przez ludzi, a to niezła diablica jest.

To ona próbowała zdominować Gapę, ale tępiliśmy to u niej i dała za wygraną. Super jest to, może pochwalę się tutaj, że Tosia dopiero u nas przestała sikać gdzie popadnie.

W poprzednich domach, a była w trzech, bardzo sikała, czym naraziła się ludziom.