A ja zabiję na śmierć naszego byłego weta. Zabiję bardzo okrutnie i bardzo boleśnie.
Już dawno dawno temu suka rozcięła łapę. Rozcięła to mało powiedziane - przepołowiła sobie opuszek u przedniej łapy. Szwy założone, łapa opatrzona po 10 dniach na ściągniecie szwów. Ten dzień zapamiętam do końca życia - własnego. Wetka uparła się, że nie na głupim jasiu, bo jak zagojone to już nie boli i psa się lekko przytrzyma. Upierałam się, ale nikt mnie nie słuchał. Skończyło się na tym, że źle założone szwy rwały skórę i lekko zabolało przy jednym szwie. 20 kg knypek wielkiej krzywdy nie zrobi, ale kłapnięcie pyskiem przy twarzy panią wet wystraszyło nie na żarty. I się zaczęło - nie wolno dotykać bolącego miejsca, nie wolno oglądać bolącego miejsca, ba samo spojrzenie na bolące miejsce jest surowo zakazane. Zakazane przez psa.
Od ponad dwóch lat uczyłam sukę, że wolno dotykać, że nic się nie dzieje, że nie boli, że krzywda się nie stanie. Pozwoliła nowej Pani wet ucho chore przeczyścić i zakroplić i wymasować
Ale żeby nie było kolorowo suka złamało pazur, oczywiście, że w tej samej łapie, którą 2,5 roku temu rozcięła. I nie, nie wolno nawet patrzeć na tę łapę, bo już się suka denerwuje.
No kto pomyślał (bo na pewno nie była wetka

), że jak rott urośnie to będzie ponad 40kg żywej wagi a jego rottweilerzy charakter całą swoją siłą da się poznać z najgroszej strony.
I po co ja się z nią katurlałam po podłodze jak była mała? Po co uczyłam szczeniaka, że dotyk jest fajny? Po co codziennie robiłam jej przegląd i ją masowałam? Po co, skoro jedna rzecz zepsuła wszystko 2,5 roku temu a za chwilę całkiem możliwe, ze druga zepsuje ponad 2 lata pracy nad psem?
Jak spotkam poprzednią weterynarz to na miejscu zabiję
