Wstyd się przyznać, ale ja też nie lubię robienia BARFa

Jakby tak sam się zrobił, albo ktoś by za mnie go udziergał, to byłoby cudnie

.
Ale dla mojego Pedrunia będę cierpieć w milczeniu

.
Bardziej poważnie - są u mnie gorsze i lepsze dni, czasem jakoś tak machinalnie robię i nie narzekam, a czasem mam problem z zabraniem się do krojenia i mięso przeleży w lodówce cały dzień...
Zwykle zrobienie mieszanki rozkładam na 2 dni, z przyczyn technicznych głównie, ale też i dla mnie tak jest lepiej. Gdy przyjeżdżam ze świeżo zakupionym mięsem to jest już późniejsze popołudnie i tego samego dnia udaje mi się jedynie poporcjować mięso (co dla ludzi, co dla kota), podzielić część dla kota na do mielenia i do krojenia, wytrybować kości jeśli są oraz odważyć wszystkie składniki. Ponieważ muszę jeszcze w międzyczasie ogarnąć mięso dla dwunogów, odpowiednio poporcjować i pomrozić oraz przyrządzić jedzenie tego dnia, to udaje mi się zasiąść do Kalkulatora dopiero późniejszym wieczorem i wtedy sporządzam przepis. Dlatego krojenie, mielenie i mieszanie może odbyć się dopiero następnego dnia rano. I tym sposobem operacja zajmuje mi 2 dni

.
Ostatnio doszłam do wniosku, że może lepiej by było gdybym zostawiała całość roboty przy BARFie na poranek następnego dnia po dostawie mięsa, bo wówczas nie miałabym wrażenia, że babram się z mieszanką 2 dni. Nie wiem ile by mi to zajęło w jednym kawałku czasowym, ale muszę sprawdzić, bo może się okazać, że w takim układzie nie będę aż tak nie lubić tej roboty, która zajmie mi np. 2-3 godzinki zamiast 2 dni

.