Cieszy mnie niezmiernie, że problem wreszcie został dostrzeżony.
Piszę to z własnej perspektywy jako psiego opiekuna. Podkreślam to, bo odnoszę wrażenie, że część osób nie dostrzega faktu, że psy nie mają na tym forum takiego wsparcia jak koty. To nie jest zarzut tylko stwierdzenie faktu. Po części wynika to z tego, że nie mamy osoby wiodącej wśród psiarzy, ale też ze specyfiki żywienia naszych podopiecznych. Paradoksalnie żywienie kota, któremu trzeba przygotować dokładnie zbilansowaną mieszankę jest łatwiejsze niż psa. Oczywiście część osób może się z moją tezą nie zgadzać, ale tak to widzę. Dlaczego tak uważam? Jest po temu kilka powodów.
- W żywieniu psów barf opieramy w dużej mierze na diecie wilka (i innych psowatych). Ofiary wilków są znacznie większe i siłą rzeczy nie mogą być przez jednego osobnika zjedzone w całości i od razu tak jak to ma często miejsce w przypadku kotów i metody "whole prey". Musimy bilansować w dłuższym okresie czasu.
- Bilansujemy chyba najczęściej na tydzień
- Barf psi w założeniu nie powinien się opierać na mielonkach więc dodatkowo dochodzi problem z suplementami i ich dokładnym odmierzaniem. Mam ogromne wątpliwości czy podając suple z jajkiem i warzywami jako osobny posiłek robię dobrze i czy to nie zaprzecza tak naprawdę całej idei barf. Tu gorąca prośba o przyjrzenie się wartościom sodu i potasu w psim kalkulatorze(oraz ich stosunkowi), bo mi po wpisaniu jadłospisu do kalkulatora wychodzą zawsze zupełnie kosmiczne wyniki w tej kwestii. Musiałabym dawać szczeniakowi około 10gr czyli 2i pół łyżeczki soli tygodniowo gdybym chciała się trzymać wyników z kalkulatora. Rozumiem, że mięso sklepowe jest wykrwawione, ale nawet w takim przypadku trudno mi przyjąć do wiadomości aż takie zapotrzebowanie soli u 8 kg szczenięcia.
Bilansowanie w długim okresie czasu daje też efekt w postaci sporych rozbieżności co do "efektów z drugiego końca" pod względem koloru i konsystencji. I to jest dla mnie dość logiczne i do przyjęcia, ALE zdarza się i to dosyć często, że psi urobek różni się diametralnie mimo, że dieta zawiera te same składniki!!!
Myślę, że może dobrym pomysłem byłoby zebranie w jednym miejscu powtarzających się problemów psiarzy. Z lektury forum zaliczyłabym do nich:
- pies je to samo, na początku kupa jest książkowa, a potem z każdym dniem coraz luźniejsza
- pies początkowo chętnie je dane mięso/mięsne kości po kilku dniach odmawia jedzenia lub pojawiają się wymioty.
- pies nie trawi kości lub trawi je "wybiórczo" co skutkuje kupą powleczoną śluzem. (ja mam z tym ogromny problem)
Czytałam forum zanim psiak się u mnie pojawił i miało być tak pięknie i cudownie, a w rzeczywistości już tak sielankowo nie jest. Odnoszę wrażenie, że wiele osób wręcz boi się pisać o swoich problemach z psami, bo ani z jednej strony wiedzą, że na radę nie mają co liczyć, a jednocześnie już i tak mają wystarczające poczucie winy żeby jeszcze słuchać połajanek w stylu "chcesz karmić McDonaldem"- tak Dagnes to jest przytyk do Twoich słów powyżej. Wybacz, ale dla mnie logicznym jest, że jeżeli pies czy człowiek ma problem z przewodem pokarmowym to się daje coś lekko strawnego. Surowizna jest zdrowa i bardzo wartościowa, ale z pewnością nie jest lekkostrawna. Tymczasem przejście, nawet chwilowe, na gotowane czy sparzane mięso jest traktowane jak zamach na Papieża. Obawiam się, że skutek takiej polityki jest odwrotny do zamierzonego... Ludzie wracają do chrupek/puszek czy zaczynają gotować, bo nie są w stanie sami sobie poradzić z problemami jakie ich spotykają w karmieniu surowym.
W kocich tematach często są wklejane wyniki badań kotów i nie wiedzę tam takiego najazdu na opiekunów jak w przypadku psów, mimo że te wyniki często są naprawdę niedobre, a czasem wręcz tragiczne. Opiekun kota nie dostaje "opr" tylko propozycje co zmienić w diecie, jakie suple odstawić/dołożyć w psim temacie takie podejście jest rzadkością o ile w ogóle ktoś na dany post odpowie...
Dodatkowo odnoszę wrażenie, że bardzo duża część obiegu informacji odbywa się przez prv. Oprócz tego, że sprawia to bardzo nieprzyjemne wrażenie bycia wykluczonym i/lub "obgadywanym" za plecami, to powinno zastanowić administrację forum, dlaczego tak się dzieje.
Postaraj się Dagnes przeczytać swojego posta z perspektywy psiarza i zastanów się jakbyś go odebrała... Zwłaszcza te kawałki:
"To tak, jakby twierdzić, że jedzenie w Mc Donald’s jest alternatywą dla przyrządzania dzieciom domowych posiłków. Absurd. Istnieją argumenty (mniej lub bardziej racjonalne) za tym, by karmić psy i koty gotowymi karmami lub gotowanym domowym jedzeniem, które pozwalają wielu ludziom mieć spokojne sumienie odnośnie dbania o zwierzaka"
Nie uważasz, że takie stawianie sprawy jest mocno krzywdzące? Dyskusja pojawiła się po konkretnym Twoim poście. Porównanie podania czy czasowego przejścia na gotowane mięso do McDonalda jest bardzo nie fair. Zwalanie winy za brzydkie kupy, biegunki i niestrawione kości na babeszjozę takoż.
"Natomiast sprawa tych tzw. nietolerancji na BARF wymaga moim zdaniem głębszego zbadania, bo na razie jest to jedynie wykrzykiwanie haseł."
Proszę zatem o informację w jaki sposób psiarz ma artykułować swoje problemy aby "zasłużyć" na uwagę i poradę, a nie był potraktowany jak "krzykacz"?