Sihaya pisze:To fatalnie, że nie widzi
Ja nie wierzę ślepo weterynarzom, ale muszę mieć jakieś podstawy, żeby podważać ich decyzje. Tym bardziej, że nie mam wystarczającej wiedzy medycznej, żeby dyktować wetowi, jakie badania są potrzebne. Większość jest nastawiona na kasę, tak więc zlecają często i gęsto dużo badań zupełnie niepotrzebnych, czego o tej wetce nie mogę powiedzieć, bo ona akurat unika narażania na zbędne koszty. Jestem z Zielonej Góry, zamierzam zrobić telefoniczny "przegląd" innych klinik, ale tam, gdzie do tej pory pytałam, nie współpracowali z firmą Idexx, ponadto koszty zrobienia kilku różnych badań były naprawdę bardzo wysokie (np. histopatologia pośmiertna tkanek 150-200 zł za próbkę, zarówno przy wysyłce do Niemiec, jak i do Polski, np. do Wrocławia). Biorąc pod uwagę przeciętne pensje w naszym rejonie nie stać mnie na zlecenie badań za kilkaset złotych, jeśli nie wiem, czy są konieczne.
Sihaya pisze:To co sugerowałam wcześniej, a więc badania przesiewowe w kierunku schorzeń serca, tarczycy i cukrzycy. Przydałby się pełen pakiecik USG - pełne obrazowe dla całej jamy brzusznej + serce (badanie USG nie jest stresujące). Badaliście fruktozaminę teraz w tym ostatnim badaniu?
Nie badaliśmy fruktozaminy (były oznaczane ALT, glukoza, cholesterol, mocznik). Nie ja wiozłam kota do lecznicy, bo jestem aktualnie w rozjazdach, o tym, co będzie sprawdzane, decydował weterynarza. U ludzi poziom glukozy wystarczy, żeby wykluczyć cukrzycę, u kotów nie? Wszystkie wyniki były w normie, cholesterol tylko bliżej górnej niż dolnej granicy. Łatwo pisać o cudzym kocie, co jest dla niego stresujące, a co nie. Dla Elmo wszelkie zabiegi u weterynarza, czy nawet samo wyjście z domu jest traumą, tak więc oszczędzam mu tego, ile mogę, bo dochodzi później do siebie kilka dni.
Sihaya pisze:Otyłe dzieci też zwykle nie chorują. Związane z otyłością schorzenia rozwijają się później.
Nie do końca rozumiem przesłanie tego zdania. Kot ma ponad 3 lata, problemy z wagą ma mniej więcej od 9-10 miesiąca życia. Choroby serca, nerek, cukrzyca i wiele innych dają objawy, dlatego sugeruję, że doczekałabym się jakiś symptomów. Elmo jest leniwy, ale nie ma problemów z poruszaniem, skakaniem, trawieniem, wydalaniem, skórą, sierścią, zębami, dziąsłami, oczami. Dlatego napisałam, że wydaje się być zdrowy.
Sihaya pisze:Tzn. nie dodajecie w ogóle wody do jedzenia? Cieszę się, że jest mniej nerwowy ale do mieszanek mimo wszystko dodawałabym spore ilości wody. Twój kot, chociażby ze względu na swoją masę powinien być dobrze nawodniony. Na jego wagę przypada dzienna porcja wody w ilości około 300 ml/dobę.
Nie dodajemy dodatkowej wody do miski, bo mieszanka i bez tego jest dość luźna, reaguje bardzo nerwowo na taką rozwodnioną konsystencję. Do przygotowania mieszanek przeważne dodajemy więcej wody niż podają w przepisach. "Zupy" koty jeść nie chcą, zamiast ją pić, rozchlapują wokół misek.
Sihaya pisze:W ich ofercie są badania, które wymagają dostarczenia krwi pełnej. Zerknij do ich cennika, pod każdym badaniem jest info krew pełna albo surowica + oznaczenie dla odczynnika.
Surowicę można odwirować w każdym labie, więc to nie powinien problem.
Gdzie można znaleźć ten cennik z takimi informacjami (chyba jestem ślepa, bo na stronie nie widzę). Mam odwirować próbki na własną rękę czy "to nie problem" oznacza, że sami odwirują?
Golenia łapy nie skomentuję, widocznie było potrzebne w tym wypadku, zresztą nie sama golarka była przyczyną paniki, szarpali się z kotem, żeby go w ogóle wyjąć z transportera, tak więc to bardziej złożony problem. Zresztą drugi kot, bezproblemowy akurat w kwestii weta, był zachwycony goleniem i chętnie łapę podawał do kłucia (z nim mamy za to problemy przy innych zabiegach, głównie domowych higienicznych).
Na tę chwilę koty muszą zostać odrobaczone (nie udało się tego zrobić ostatnim razem, bo Elmo stawiał straszny opór po pobraniu krwi), musimy je niestety zabrać na rękach do weta (auto nie działa, nie wiadomo, czemu i mechanik już któryś dzień przy nim grzebie). To oznacza kilkudniową traumę u Elmo, więc badanie krwi musi ok. tygodnia zaczekać. Poza tym nie da się jednak w takich warunkach zawieźć go na tak stresującą wizytę bo później nie doniesiemy go do domu, a z transportera próbuje uciekać, rozmontował ostatnio drzwiczki, więc to musi poczekać, aż naprawią nam samochód. Do tego czasu spróbuje obdzwonić lecznice i zapytam o badania krwi kota. W razie czego mogę na własną rękę je wysłać, ale potrzebna mi konsultacja weterynaryjna przedtem, nawet telefoniczna. Czy ktoś z Was mógłby podać mi nr do weta zorientowanego w temacie otyłości? Nie przypuszczam, żebym znalazła lepszego diagnostę w moim mieście, z kotami wszyscy rozsądni jeżdżą tam, gdzie ja, we wszystkich innych miejscach było do tej pory tylko gorzej.