Odchudzanie - fakty, mity i polityka
To chyba też nie tak - jestem zdania, że trzeba reagować na potrzeby organizmu - potrzeby, a nie kaprysy i zachciankiMeri pisze:Matko, a u mnie w domu się na mnie krzyczy, że mało jem i do tego tylko 2 razy dziennie, a proszę kto miał rację.![]()
Myślę, że pojawił się tu ważny temat "słuchania" swojego organizmu. Wiem, bo widuję to co dziennie, że ludzie mają z tym coraz większy problem. Ignorujemy (wybaczcie ten poziom ogólności) to, co mówi nam ciało. Czasem trzeba się tego uczyć od zera, jak już sobie człowiek uświadomi, że ciało to przyjaciel, to ja. I to bywa bardzo trudne dla wielu osób. A dopiero kolejnym etapem jest reagowanie na potrzeby ciała.
Dieselko, tu właśnie mamy dodatkowy problem, związany z tym, że organizm wysyła też specyficzne sygnały o braku jakichś substancji odżywczych, uzewnętrzniające się jako apetyt na określone potrawy, zawierające te substancje, a często też jako tzw. spaczony apetyt.
Dlatego trzeba odróżnić te dwa rodzje zachcianek - z uzależnienia i niedoborów.
Osobiście nie sądzę, by twoje "napady" głodu na martwe mięsko były wynikiem uzależnienia
. Tym bardziej, że mechanizmy kontrolne metabolizmu człowieka nie pozwalają na to, by przejadać się białkiem zwierzęcym, a tylko nadużywając jakiejś substancji można się uzależnić.
Terhie, choroba to już zupełnie inna para kaloszy i rządzi się swoimi prawami. Ja piszę o tym, że "słuchanie" swojego organizmu (a de facto jego zachcianek spowodowanych uzależnieniem) w czasie, gdy jesteśmy teoretycznie zdrowi, ale brakuje nam prawidłowych odruchów żywieniowych nabywanych normalnie w dzieciństwie, prowadzić będzie na manowce. Bardzo trudno jest osobom, które pozbyły się instynktów żywieniowych już we wczesnym dzieciństwie (czyli większości ludzi zachodniej cywilizacji) rozpoznać prawdziwe potrzeby swojego organizmu poprzez słuchanie sygnałów przez niego wysyłanych i odróżnić je od zachcianek.
Dlatego trzeba odróżnić te dwa rodzje zachcianek - z uzależnienia i niedoborów.
Osobiście nie sądzę, by twoje "napady" głodu na martwe mięsko były wynikiem uzależnienia
Terhie, choroba to już zupełnie inna para kaloszy i rządzi się swoimi prawami. Ja piszę o tym, że "słuchanie" swojego organizmu (a de facto jego zachcianek spowodowanych uzależnieniem) w czasie, gdy jesteśmy teoretycznie zdrowi, ale brakuje nam prawidłowych odruchów żywieniowych nabywanych normalnie w dzieciństwie, prowadzić będzie na manowce. Bardzo trudno jest osobom, które pozbyły się instynktów żywieniowych już we wczesnym dzieciństwie (czyli większości ludzi zachodniej cywilizacji) rozpoznać prawdziwe potrzeby swojego organizmu poprzez słuchanie sygnałów przez niego wysyłanych i odróżnić je od zachcianek.
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
Hmm ja jestem 2 razy dziennie dlatego,że nie odczuwam potrzeby jedzenia więcej, nie umiem jeść co godzine, co dwie, zwykle jem rano i po południu. Zdarzy mi się coś mniejszego zjeść między posiłkami, ale tez bez przesady...
Mimo iż jem dość rzadko i niewielkie ilości to nie jestem jakoś wyjątkowo szczupła czy co
nie lubię czuć się ciągle "najedzona" nie mam problemu z tym jak nie zjem przez cały dzień...
Mimo iż jem dość rzadko i niewielkie ilości to nie jestem jakoś wyjątkowo szczupła czy co
Dagnes, mówimy o tym samym - o słuchaniu rzeczywistych potrzeb organizmu. ?Niezależnie od tego, czy chory, czy zdrowy, ma swoje potrzeby. Odróżnić "kaprysy złego wychowania" organizmu czy fatalne przyzwyczajenia, od potrzeb jest czasem trudne, czasem niemożliwe, a czasem wystarczy trochę zdrowego rozsądku (np. niezaćmionego batonikowym głodem).
Mówię też o rozpoznawaniu sygnałów z ciała na bardzo podstawowym poziomie: czuję głód, pragnienie, zmęczenie. Uwierzcie, dla wielu ludzi to wcale nie jest oczywiste, że jak czują nacisk na pęcherz, to znaczy, że chcą się wysikać. Ignorują to, aż w końcu się poziom wysyłanych przez biedne ciało sygnałów wzrośnie na tyle, że się przebije do ich świadomości i ruszą do łazienki. Ja np. nauczyłam się, że jak zaczyna mnie w charakterystyczny sposób boleć głowa, to znaczy, że się odwodniłam, że muszę się napić. Ale to już jest późno, powinnam wychwycić inne sygnały, wcześniej.
Nie wiem, czy mnie rozumiecie - chyba mętnie tłumaczę o co mi chodzi.
Mówię też o rozpoznawaniu sygnałów z ciała na bardzo podstawowym poziomie: czuję głód, pragnienie, zmęczenie. Uwierzcie, dla wielu ludzi to wcale nie jest oczywiste, że jak czują nacisk na pęcherz, to znaczy, że chcą się wysikać. Ignorują to, aż w końcu się poziom wysyłanych przez biedne ciało sygnałów wzrośnie na tyle, że się przebije do ich świadomości i ruszą do łazienki. Ja np. nauczyłam się, że jak zaczyna mnie w charakterystyczny sposób boleć głowa, to znaczy, że się odwodniłam, że muszę się napić. Ale to już jest późno, powinnam wychwycić inne sygnały, wcześniej.
Nie wiem, czy mnie rozumiecie - chyba mętnie tłumaczę o co mi chodzi.
