Kilka dni temu stolarz zamontował mi w futrynie do salonu drewnianą bramkę dla kotów o wysokości prawie 160 cm

(nota bene sprawę miałam bardzo ułatwioną, bo przy wykończaniu mieszkania pomiędzy salonem a przedpokojem z założenia drzwi miało nie być i została zamontowana tylko futryna).
Zdecydowałam się na montaż bramki (jest ona zamontowana bez ingerencji w futrynę i w każdej chwili można ją zdjąć) z uwagi na ciągłe kłótnie i bójki między Skippim i Tośkiem od czasu wzięcia Tosi na DT. Zaledwie udało mi się ich cokolwiek pogodzić po oddaniu jej do nowego domku (prawie 2 miesiące pracy z kotami; bywało i tak, że przez ponad tydzień wynosiłam Skippera 2 razy dziennie na rękach do kuwety, bo z mebli kuchennych schodził tylko po to, żeby coś zjeść), to po niedawnym wyjeździe Skippera i Rico na czyszczenie zębów niestety wszystko zaczęło się od początku - Skipper jest znowu bardzo agresywnie nastawiony do Tośka, ciągle na niego warczy i atakuje. Atakowany Tosiek oczywiście nie pozostaje dłużny i zaczynają się bójki, gonitwy i rwanie sierści; po powrocie z pracy pierwszą rzeczą było włączanie odkurzacza i posprzątanie bałaganu.
Na szczęście Rico podchodzi do życia ze stoickim spokojem i w bójki się nie miesza

- żyje w zgodzie zarówno ze Skippim, jak i z Tośkiem. Dla niego priorytetem jest przede wszystkim pełna miska
Zamykanie jednego z kotów na czas mojej nieobecności w sypialni niestety skutkowało tym, że zamykany nieszczęśnik darł się, ile miał sił w płucach (a obaj mają struny głosowe bardzo mocne

); nie wspomnę już, że po moim powrocie z pracy był strasznie sfrustrowany i zdołowany z powodu odizolowania od reszty mieszkania i widoku kumpli (jedzenie, kuwetę, drapak i zabawki oczywiście miał).
Bramka jest ze szczebelkami, przez które koty mogą się oglądać i została przez nie bardzo pozytywnie przyjęta; będący w wielkiej komitywie Rico i Tosiek bardzo szybko doszli do wniosku, że przez szczebelki można się świetnie bawić - zaczepiają jeden drugiego łapkami i są wniebowzięci. Zamykam ją przeważnie wtedy, gdy koty zostają same w domu i zdaje się zdało to egzamin (jakkolwiek nie wiem, co robiły przez tę bramkę podczas mojej nieobecności

), bo Skippi coraz rzadziej warczy na Tośka i patrzy na niego bardziej przychylnym okiem - poprzednio wystarczyło, że Tosiek wszedł do kuchni i od razu była agresywna reakcja Skippiego tj. głośne warczenie (nawet jak siedział na meblach pod sufitem).
A że stolarz spisał się na medal (pomijam kolor, bo zrobił ją w kolorze podłogi a nie futryny

) bramka stanowi ciekawy i zarazem bardzo praktyczny element dekoracyjny mieszkania - doskonale komponuje się z jego wystrojem i zamierzam zostawić ją na stałe
Generalnie polecam taką bramkę osobom, które mają problemy z agresywnymi kotami - u mnie sytuacja z tego, co widzę, bardzo się poprawiła od czasu jej zamontowania
Odnoszę wrażenie, że koty mają większe poczucie bezpieczeństwa i nietykalności osobistej (w końcu wyspać się też spokojnie trzeba bez ciągłego czuwania i obawy zaatakowania przez przeciwnika w trakcie drzemki; dotyczy to również zjedzenia w spokoju i skorzystania z kuwety
) bez jednoczesnego poczucia odizolowania od reszty terytorium i reszty stada - z obu stron bramki mają podgląd na to, co się dzieje w prawie całej pozostałej części mieszkania (a jak wiadomo koty są bardzo ciekawe i lubią wszystko widzieć i wiedzieć
). Zresztą często zamieniają się stronami i raz jeden, raz drugi mają Rico do towarzystwa; warunki bytowania po obu stronach bramki są praktycznie takie same.