Swoją drogą, Aurelka dzisiaj miała kontrolne badanie serduszka. Rok temu, tuż przed przejściem na barfa, wykryliśmy drobne nieprawidłowości w pracy zastawki. Dzisiaj Pani doktor szukała i szukała, ale nic podobnego nie umiała znaleźć. W kwestii zdrowia Aurelki nic nie robiliśmy przez ten rok, poza przestawieniem jej na standardowego barfa i whole prey. Czy to możliwe, żeby dla pracy serduszka różnica w sposobie żywienia była aż tak znacząca...? W każdym razie, jestem baaardzo szczęśliwa
Popierdółki o wszystkim i o niczym
Podałam Aurelce przepiórkę na balkonie. Przyniosła ją sobie do kuchni. Balkon i kuchnie dzieli całe mieszkanie, ale cóż to za przeszkoda, jeśli chce się skonsumować ptasie truchło w cywilizowanych warunkach?
Swoją drogą, Aurelka dzisiaj miała kontrolne badanie serduszka. Rok temu, tuż przed przejściem na barfa, wykryliśmy drobne nieprawidłowości w pracy zastawki. Dzisiaj Pani doktor szukała i szukała, ale nic podobnego nie umiała znaleźć. W kwestii zdrowia Aurelki nic nie robiliśmy przez ten rok, poza przestawieniem jej na standardowego barfa i whole prey. Czy to możliwe, żeby dla pracy serduszka różnica w sposobie żywienia była aż tak znacząca...? W każdym razie, jestem baaardzo szczęśliwa
Swoją drogą, Aurelka dzisiaj miała kontrolne badanie serduszka. Rok temu, tuż przed przejściem na barfa, wykryliśmy drobne nieprawidłowości w pracy zastawki. Dzisiaj Pani doktor szukała i szukała, ale nic podobnego nie umiała znaleźć. W kwestii zdrowia Aurelki nic nie robiliśmy przez ten rok, poza przestawieniem jej na standardowego barfa i whole prey. Czy to możliwe, żeby dla pracy serduszka różnica w sposobie żywienia była aż tak znacząca...? W każdym razie, jestem baaardzo szczęśliwa
-
Snedronningen
- Posty: 2811
- Rejestracja: 2013-06-03, 09:46
Niegdyś moja Jarucha po upolowaniu ptaka przyniosła go sobie do domu, wskoczyła z nim na szafkę i wrzuciła go do miski. Jej mina jak ptak jej wyfrunął przez okno - bezcenna. Ja się popłakałam ze śmiechu (Jaruha ma tak duże oczy, ze wiecznie wygląda na zdziwioną, ale tym razem jej mina wyrażała sens istnienia) a Jaruha zrezygnowała z cywilizowanych warunków.Ines pisze:Podałam Aurelce przepiórkę na balkonie. Przyniosła ją sobie do kuchni. Balkon i kuchnie dzieli całe mieszkanie, ale cóż to za przeszkoda, jeśli chce się skonsumować ptasie truchło w cywilizowanych warunkach?
Nasze ptaki na szczęście nie mają możliwości wyfrunąć
ale Aurelka też ma zawsze zdziwione, okrągłe oczy. To jest w ogóle taki cielak, że jak dawałam jej i Ardzie przepiórkę na spółkę, to Ardzie oddawała całość. Teraz muszę kurczę dawać po jednej na łebka. Arda za to doceniła piknik i z wielkim zaangażowaniem obrobiła przepiórkę na balkonie. I super, mniej sprzątania dla mnie.
Aurelka gdy ujrzała pierwszy raz na oczy przepiórkę, była już nie taką młodą panną. To było w okolicach początków pierwszej ciąży Tuli, a więc Aurelka zbliżała się do końca 2 roku życia - wcześniej od dzieciaka była na suchym, wówczas od kilku miesięcy na barfie. Do przepiórki zabrała się, jakby nic innego nie jadła od dnia swojego urodzenia 
Za to Tula choćby miała umrzyć z głodu, całej tuszy nie ruszy
Za to Tula choćby miała umrzyć z głodu, całej tuszy nie ruszy
-
Snedronningen
- Posty: 2811
- Rejestracja: 2013-06-03, 09:46
- scarletmara
- Posty: 1420
- Rejestracja: 2012-11-06, 15:07
- Lokalizacja: LUBLIN
gerda a jak dokładnie wygląda to "krztuszenie" ? Bo moje koty od zawsze mnie "straszyły" przy jedzeniu kości właśnie tym, że sprawiały wrażenie jakby się krztusiły ale w rzeczywistości to jest tak, że czasem jakaś kość im się klinuje między tylnymi ząbkami podczas gryzienia i one żeby ją "wydobyć" robią tak jakby ją chciały wykrztusić pomagając sobie jednocześnie łapką. Na początku panikowałam i biegłam im pomagać bo to strasznie wyglądało, ale jak przestałam spieszyć z pomocą to nauczyły się sobie z tym szybciutko radzić i już mnie tak nie straszą.
- scarletmara
- Posty: 1420
- Rejestracja: 2012-11-06, 15:07
- Lokalizacja: LUBLIN
- scarletmara
- Posty: 1420
- Rejestracja: 2012-11-06, 15:07
- Lokalizacja: LUBLIN
i zapewne sa teraz z siebie bardzo dumne, że udało im się coś samemu upolować. Moje zawsze jak zwinął coś co im rozmrażam zanim zdążę im podać do miseczek to są z siebie dumne i mają poczucie niezależności bo przecież same złowiły, nikt im nie dał
takie złowione zawsze lepiej smakuje, wtedy już nie obwąchują podejrzliwie każdego kęsa ze wszystkich stron tylko pałaszują bez protestów. A jak ode mnie dostaną to najpierw sprawdzaja czy tam napewno trucizny żadnej nie dosypałam.
- scarletmara
- Posty: 1420
- Rejestracja: 2012-11-06, 15:07
- Lokalizacja: LUBLIN
Moje toby pewnie miały wielki dylemat w takim wypadku. Wyjść z przepiórką żeby ją oszamać w ciepełku czy może lepiej zostać w zamrażarce bo szkoda by im było zostawić tą całą resztę przepiórek 
Moje samoobsługe przećwiczyły już do perfekcji. Potrafią sobie upolować kostki zawinięte w folię aluminioową i rozpakować, a jakbym im podała takie zawinięte w folię do misek toby sie przecież na mnie obraziły śmiertelnie i nie miały najmniejszego zamiaru nawet próbować się do zawartości dobrać. Jednak upolowane lepiej smakuje.
Moje samoobsługe przećwiczyły już do perfekcji. Potrafią sobie upolować kostki zawinięte w folię aluminioową i rozpakować, a jakbym im podała takie zawinięte w folię do misek toby sie przecież na mnie obraziły śmiertelnie i nie miały najmniejszego zamiaru nawet próbować się do zawartości dobrać. Jednak upolowane lepiej smakuje.
Tak w temacie kości- przy "gotowaniu" dla naszego kota zostaje mi bardzo dużo kości. Nie gotuję zup, bo musiałabym je sama jeść, więc kości lądują w koszu na śmieci
Nie zawsze udaje mi się dokładnie obrać taką kurkę z mięsa i najczęściej na tych kościach zostaje dość sporo mięsa (z 2kg mięsa z kością udaje mi się odzyskać ok. 1,4kg mięsa- reszta to mięsne kostki) i tu moje pytanie- czy mogę takie kości wystawiać gdzieś przed blok? Nie widziałam tu nigdy żadnego dzikiego kota, ale domyślam się, że pewnie gdzieś są i wychodzą nocą. Czy takimi prezentami narobiłabym więcej szkody niż pożytku?
Pytam, bo zwyczajnie żal mi wywalać te kości do śmieci.
Pytam, bo zwyczajnie żal mi wywalać te kości do śmieci.
