No i zapeszyłam...
Dosłownie następnego dnia po nagraniu tego filmiku z Mori zaczęło znowu coś się dziać... tzn. zauważyłam, że jest odrobinkę mniej towarzyska i taka w ogóle smutniejsza. Przez pierwsze parę dni próbowałam tą obserwację ignorować powtarzając sobie "nie świruj, wszystko jest w porządku, każdy ma czasem lepszy a raz gorszy nastrój/samopoczucie". Przez te parę dni to były naprawdę delikatne sygnały, ale niestety nie było to tylko moje przewrażliwienie
Są dwie sprawy - pierwsza to, że znowu nasiliło się rzężenie a druga to odruchy zwrotne + "dyszenie" w celu pozbycia się "kłaczków" (czyli: zakłaczenie).
1. Co do układu oddechowego - nie wiem naprawdę czym uzasadnić to pogorszenie jej stanu zdrowia skoro nadal dostaje ten sam napar z ziół, który przyczynił się (jak sądzę) do tej ostatniej - znacznej poprawy. Poprawa utrzymywała się 1-2 tygodni.
2. Objawy zakłaczenia są ewidentne - zwłaszcza to "dyszenie" (jak kot ze Shreka) oraz odruchy wymiotne. Oczywiście Mori jest regularnie czesana a tam gdzie był problem to ją podgoliłam. Dziś rano udało jej się zwymiotować śniadaniem, ale niestety bez kuli włosowej. Trawę ma do dyspozycji. Zawsze z takim stanem zakłaczenia radziłam sobie w ten sposób, że nakładałam jej ogromną ilość lubianej przez nią "puszki (na co dzień Mori jest w 100 % na BARFa) - Mori się na to rzuca, pożera w całości i po chwili wymiotuje - "puszką" wraz z kulą włosową. Teraz niestety to nie działa, bo Mori nie ma aż takiego apetytu jak zwykle (ale ogólnie apetyt jest).
Z ziół podawałam i nadal podaję (przepis Izy-Pieszczoch):nagietek, pokrzywa, rumianek i jeżówka (jeżówkę dodawałam przez pierwsze 7 dni, potem przerwa, od dziś znowu dodaję). Vetomune 1x/d. Dwa dni temu znowu zrobiłam podejście do NTS immunactiv, ale znowu się po tym gorzej czuła, więc zrezygnowałam.
Zrobiłam ponowne podejście do tego NTS immunactiv, bo wydaje mi się, że to pogorszenie o którym tu pisze to niestety wynik ciągle niskiej odporności
Dziewczyny, poradźcie proszę!
1. Jak odkłaczyć Mori? Na co dzień wiem jak zapobiegać tworzeniu się w ogóle tych kul (dodaję do BARFa "poślizg" w postaci większej ilości oleju Omega3 Lunderland lub smalcu), ale co zrobić jak już jest ta kula? Trawa teraz nie wystarcza.
2. Co z tym rzężeniem? Może spróbować z innymi ziołami teraz? A może jednak czas najwyższy na weta i antybiotyk?

Gdyby miała pewność, że wet trafi z antybiotykiem na dany szczep bakteryjny to bym się na to zdecydowała, ale bez posiewu nie da rady... Dajcie mi proszę znać co sądzicie o tej strategii - bo jak uznamy, że "wet" to dobre posunięcie to znowu spróbuję zorganizować wizytę domową.
Aha, żeby nie wprowadzać Was w błąd to jeszcze chciałam napisać, że to "pogorszenie" o którym pisze jest zauważalne - ale to zupełnie inny poziom niż to co się działo w lipcu/sierpniu. Teraz tak całościowo patrząc to "nie ma tragedii" - no, ale szukam pomysłów jak zwiększyć komfort Mori i zapobiec ew. dalszemu pogorszeniu.
Co jakiś czas nachodzą mnie przerażające myśli że to poważniejsze niż "przeziębienie" -nowotwór sutka bardzo często daje przerzuty do płuc.