BARF na wakacjach/wyjazdach
Są takie małe lodówki samochodowe z możliwością podłączenia również do prądu. Można wziąć ze sobą.
Przykładowe są tutaj: z kompresorem lub na ogniwa Peltiera.
Można kupić również tańsze tylko przy ogniwach Peltiera trzeba zwracać uwagę, do ilu stopni poniżej temperatury otoczenia chłodzi.
To chyba najrozsądniejsze wyjście.
Przykładowe są tutaj: z kompresorem lub na ogniwa Peltiera.
Można kupić również tańsze tylko przy ogniwach Peltiera trzeba zwracać uwagę, do ilu stopni poniżej temperatury otoczenia chłodzi.
To chyba najrozsądniejsze wyjście.
Ostatnio zmieniony 2014-12-09, 21:16 przez Skipper, łącznie zmieniany 1 raz.
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
Te co podałam w linkach wyżej mają akurat bardzo dobre parametry jeśli chodzi o chłodzenie (szczególnie ta z kompresorem). Ale cena też niezła
Ta ma też bardzo dobre parametry - w lodówce ze sprężarką zamrozić można
te na ogniwa Peltiera mogą nie trzymać temperatury zbyt niskiej.
Ta ma też bardzo dobre parametry - w lodówce ze sprężarką zamrozić można
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
Podobają mi się te lodóweczki. Nawet jeśli nie udałoby się przewieść w nich mrożonek, to mogłabym kupić surowe mięso na miejscu, pomieszać z FC i przechowywać przez kilka dni.
Rozważę jej zakup jeśli na ten wyjazd uda mi się zapakować z kotem do samochodu i jeszcze zostanie miejsce na lodówkę.
Na razie kupiłam większy zapas mokrej karmy. Na wszelki wypadek wezmę też trochę suchego Applawsa. Na mojej checkliście wyjazdowej jest zestaw do przygotowania prostej mieszanki. Damy radę!
Rozważę jej zakup jeśli na ten wyjazd uda mi się zapakować z kotem do samochodu i jeszcze zostanie miejsce na lodówkę.
Na razie kupiłam większy zapas mokrej karmy. Na wszelki wypadek wezmę też trochę suchego Applawsa. Na mojej checkliście wyjazdowej jest zestaw do przygotowania prostej mieszanki. Damy radę!
Trinity Ty dobrze rozważ te lodóweczki z kompresorem. One temperatury poniżej zera (tak jak deklaruje producent -15*C czy -18*C, lodóweczek jest kilka na rynku) spokojnie powinny utrzymać.
Z ogniwami Peltiera do temperatury ujemnej nie schłodzi, chyba że postawisz ją w temperaturze 10*C
Ja mam akurat taką na ogniwa Peltiera, ale z możliwością ustawienia temperatury (to też ważne w lodówce !) i używam jej latem do robienia serów - duża lodówka w kuchni ma za niską temperaturę a z kolei w mieszkaniu jest za ciepło (ok. 24-25*C).
A lodóweczka i dla Was na wyjeździe się przyda, nie tylko dla kota
Z ogniwami Peltiera do temperatury ujemnej nie schłodzi, chyba że postawisz ją w temperaturze 10*C
A lodóweczka i dla Was na wyjeździe się przyda, nie tylko dla kota
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
Nasz pierwszy dłuższy urlop z Enderem dobiega końca. Udało nam się go przetrwać dość dobrze, gdyż jednak okazało się, że w pokoju jest mała lodóweczka z jeszcze mniejszym zamrażalnikiem. Robiliśmy więc podstawowe mieszanki z FC i tauryną. Nie daliśmy rady naprodukować tego zbyt wiele, ale myślę, że jak na urlop 1/3 surowizny, 2/3 mokrych karm, to i tak dobry wynik.
Wniosek jaki wyciągam na kolejny wyjazd, to żeby oprócz tauryny i FC, wziąć tłuszcz Grau, bo czasem trudno nam było dostać coś oprócz filetu z indyka i niektóre mieszanki wychodziły bardzo chudziutkie.
Jutro wracamy i na tą okoliczność mam pytanie do kogoś, kto może tu zajrzy w między czasie i będzie mógł podzielić się swoją opinią.
Podróż powinna zająć nam około 6-7 godzin, ale przy obecnych warunkach śnieżnych i wiadomej sytuacji na zakopiance może zejść się nawet 10.
Ender na pewno w samochodzie nie będzie chciał jeść puszek, już tego próbowaliśmy. Natomiast chrupki wchłonie w każdej ilości i w każdych okolicznościach.
Czy lepiej nakarmić go przed wyjściem i potem przegłodzić przez czas podróży? Czy lepiej ( gdyby podróż przedłużała się ) podać chrupki? - mam applaws dla kociaków.
Wniosek jaki wyciągam na kolejny wyjazd, to żeby oprócz tauryny i FC, wziąć tłuszcz Grau, bo czasem trudno nam było dostać coś oprócz filetu z indyka i niektóre mieszanki wychodziły bardzo chudziutkie.
Jutro wracamy i na tą okoliczność mam pytanie do kogoś, kto może tu zajrzy w między czasie i będzie mógł podzielić się swoją opinią.
Podróż powinna zająć nam około 6-7 godzin, ale przy obecnych warunkach śnieżnych i wiadomej sytuacji na zakopiance może zejść się nawet 10.
Ender na pewno w samochodzie nie będzie chciał jeść puszek, już tego próbowaliśmy. Natomiast chrupki wchłonie w każdej ilości i w każdych okolicznościach.
Czy lepiej nakarmić go przed wyjściem i potem przegłodzić przez czas podróży? Czy lepiej ( gdyby podróż przedłużała się ) podać chrupki? - mam applaws dla kociaków.
Jakoś nie mam przekonania do szelek; transporter (o odpowiednio dobranym rozmiarze i konstrukcji) w razie wypadku daje lepszą ochronę (i możliwość łatwej zmiany pozycji). Swoją drogą to musi być bardzo spokojny i grzeczny kot, żeby dał się przypiąć.
Koty różnie znoszą podróż - niektóre mają chorobę lokomocyjną, inne po prostu z nerwów potrafią wymiotować (np. moja Magnolia), dlatego na krótko przed podróżą lepiej ostrożnie z karmieniem. Co do pociągów - wiele kotów znosi je lepiej niż samochody (chyba mniej buja).
Koty różnie znoszą podróż - niektóre mają chorobę lokomocyjną, inne po prostu z nerwów potrafią wymiotować (np. moja Magnolia), dlatego na krótko przed podróżą lepiej ostrożnie z karmieniem. Co do pociągów - wiele kotów znosi je lepiej niż samochody (chyba mniej buja).
Rudolf bardzo źle znosi podróż samochodem, na dłuższe dystanse w ogóle się nie nadaje. Do 15 minut jeszcze wytrzymuje.
Z nerwów dyszy, zdarzyło mu się też zrobić qpę.
O spróbowaniu czegokolwiek nie ma mowy, choćbym dawała mu jego ukochane chrupki (których normalnie nie jada).
Ale jechałam w pociągu z panią, która podróżowała z 10-letnią koteczką, żywiącą się mięsem.
Pani miala przy sobie pokrojone kawałki mięska w plastikowym pudełku i kicia zgłodniawszy, zajadała się nimi z wyraźną przyjemnością.
Z nerwów dyszy, zdarzyło mu się też zrobić qpę.
O spróbowaniu czegokolwiek nie ma mowy, choćbym dawała mu jego ukochane chrupki (których normalnie nie jada).
Ale jechałam w pociągu z panią, która podróżowała z 10-letnią koteczką, żywiącą się mięsem.
Pani miala przy sobie pokrojone kawałki mięska w plastikowym pudełku i kicia zgłodniawszy, zajadała się nimi z wyraźną przyjemnością.

