Sam akt wymiotowania różnie się odbywa u różnych kotów, u niektórych trwa to kilka sekund, innymi rzuca i wstrząsa przez kilka minut, widać, że kota mdli, chodzi jak struty, mlaska językiem, niejednokrotnie wydaje też dziwne dźwięki. U większości moich kotów odbywa się to zwykle błyskawicznie, kilka sekund, jeden błyskawiczny chlust z odrzutem na pół metra

. Jeden zje trochę chrząstek, które "pogruchoptają" mu trochę w żołądku i za jakiś czas jest efekt w postaci tęczy kłaków z domieszką lekko nadtrawionych chrząstek. Po wymiotach kot jak nowo narodzony, pomimo, że pewnie odczuwa jakiś tam dyskomfort spowodowany zarzuceniem "soków żołądkowych" do przełyku. Pozostałe moje koty w ogóle nie wymiotują. U mojego ś.p. persa nigdy nie szło tak łatwo, kot przez pół dnia chodził jak struty i wręcz wył coś w stylu aułaułauł... zanim wydalił z siebie górą kłaki zbite w warkocze w całkiem sporych ilościach.
Po objedzeniu się przez kota różnego rodzaju zielskiem, na efekty nie muszę długo czekać. Dostęp do trawy, kiełków owsa, czy ulubionego papirusa reglamentuję, wystawiam co najwyżej na 1-2 dni w tygodniu. Myślę też, że pukle włosów, zwłaszcza jeśli sierść jest sztywnawa, podrażniają żołądek i jelita, a w takiej sytuacji lepiej jest się ich pozbyć z kota tą samą drogą, którą trafiły, tym bardziej, że te zalegając utrudniają wchłanianie składników pokarmowych.
Terhie pisze: jak rozpoznać, gdzie zalegają kłaki
Ciężko jest zajrzeć w kota, to prawda. Dobrym wyjściem jest profilaktyczne podawanie zielska do konsumpcji albo soku z trawy (u bardziej wrażliwych) i sprawdzanie, co znajduje się w wymiocinach. Wyrywkowe oględziny kup, też dadzą odpowiedź, czy kot wydala sierść dołem - jeśli jest jej dużo, powinniśmy być zaniepokojeni, wspomóc wydalanie kłaczków raczej górą i nie rezygnować z podawania glutków chociażby z siemienia.