Po pierwsze trzymanie kocura nie jest proste, bo sikają. Niektóre potwornie. Smród krystaliczny odkładający się na ścianach ;)NSO pisze:Totalnie nie rozumiem o co chodzi z reproduktorami kocimi...
A po drugie kocur, to element władzy ;) Taka malutka moja władzuchna, więc wykorzystam ją - w końcu to właścicielowi kotki zależy, żeby użyc mojego kocura. Zatem:
- zabronię zostawić jakiegokolwiek kocura w Polsce; co z tego, że o niebo lepszy od tatusia, co mnie obchodzi dobro rasy ;) - zresztą mało który hodowca kotów, wie naprawdę, co to jest hodowla; co to genotyp, co fentyp, co outcross, a co inbred (np. jedni unikają chorobliwie powtarzania się jakiegoś przodka w rodowodzie - np. kiedy pojawi sie raz w czwartym pokoleniu u jednego rodzica, a raz w piątym u drugiego; a inni znowu, nie patrzą, że mierny kot powtarza sie wielokrotnie ;) )
- nie pokryję moim kocurem tej kotki, bo ona ma przydomek pani X, której nie lubię :P
- może pani zrobić z kociętami po moim kocurze, co pani zechce, ale za każdego kociaka sprzedanego do hodowli ma mi pani zapłacić ekstra Y złotych (poza umowioną cena za krycie);
Dodam, że często osoby stawiające dodatkowe wymagania kryją wszystkie kotki, które się do nich zgłaszają, nie patrząc ani na wygląd, ani w rodowód. Ważna jest WŁADZA, bo mam kocura.
Często zdarzają się osoby chcące współpracować, ale mają ograniczone możliwości lokalowe, a kocur - to właśnie kłopot ze szczaniem. I też z rywalizacją z innym kocurem, nawet wykastrowanym. Tak jest u mnie - Dafcio ma 15 lat (za 15 dni), Sydney 9 (jutro :D). Dafcio został wykastrowany w wieku 6,5 roku, zanim Sydney dojrzał. I to są jedyne dwa koty, które po prostu się nie lubią. Które rywalizują jak dzieci :D Dafcio klepie Sydneya łapą po głowie, kiedy ten podchodzi; Sydney wyskakuje na Dafcia zza węgła, często, kiedy ten zajmuje się toaletą. Sydney z biegiem lat przejmuje Dafciowe nawyki, upodobania - zwłaszcza te dotyczące towarzyszenia mi - czyli miejsce na stole obok laptopa, miejsce w łóżku :) Lubię patrzeć na te ich gierki :) - bo to szczęśliwie gierki, czasami trochę fukania i krzyku, ale nigdy krew się nie leje.
Ag.

