Temat kocura nadal aktualny

jedynym rozwiązaniem, jak na razie, jest wychodzenie z kotami i stanie na ich straży z butelką wody i razie pojawienia sie kocura- oblanie go. Rozmawiałam znowu z sąsiadką, bo on zaczął znaczyć moje drzwi - załapałam go na sikaniu na nie

porozbijał mi rownież doniczki z kwiatkami na parapecie, miałczy i prowadzi walki z innym kocurem z sąsiedztwa. Tak naprawdę to on atakuje każdego kota w zasięgu wzroku ( z wyjątkiem swojej siostry)... Ech... sasiadka potwierdziła, ze sama ma zanim urwanie głowy i czeka na wypłatę,żeby go wykastrować. Ciekawe ile bedzie to trwało. Zasugerowałam jej,żeby chociaż go w domu trzymała 2 razy w tygodniu, lub chociaż na noc zamykała ( skoro przed przeprowadzka był to kot niewychodzacy) bo 1) chciałbym mieć trochę spokoju w nocy, a nie nasłuchiwać miałknięć i odgłosów walki z innymi kotami oraz drapania w okiennice, 2) chciałbym,żeby moje koty tez mogły bezstresowo wyjsć na dwór , bez grozy ataku z każdej strony.
Jak na razie zero odzewu, kocur jak poprzednio całe dnie i noce spędza na dworze
Normalnie , jak następnym razem do mnie zawita, to go złapie , do kontenerka i do żandarmerii zawiozę, jako kota znalezionego na swojej posiadłości ( wiem,ze ma czip elektroniczny, a każda jednostka weterynarii, policji czy żandarmerii ma czytnik) i może w końcu to zmusi sąsiadkę do jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje zwierze, bo przysięgam, dla mnie to już nie kategoria: "kot", to kategoria: "koszmar"
