Kazia pisze:No tak, ale czy rozmieszczenie i umiejscowienie kmórek tluszczowych nie decyduje w jakiś sposób o tym, czy dany osobnik ma sklonność do tycia, czy nie?
Nie ma czegoś takiego jak "skłonność do tycia". Na biologicznie odpowiedniej dla danego gatunku diecie, od urodzenia aż do śmierci, w minimum drugim pokoleniu takiego żywienia, żaden osobnik nie będzie tył (przy wykluczeniu chorób metabolicznych). To, co nazywa się powszechnie "skłonnością do tycia" jest w istocie:
- dziedzicznym sposobem radzenia sobie organizmu z nieprawidłową dietą (głównie z nadmiarem węglowodanów) i/lub
- dziedziczeniem "kuchni" (zwykle dotyczy linii żeńskich u ludzi

).
Kazia pisze:A to, w jaki sposób hormony będą "napełniały" te komórki tluszczowe, nie jest zalżne od genów danego osobnika?
Do pewnego stopnia genetycznie uwarunkowany jest sposób (i miejsce) odkładania
nadmiaru tłuszczu. Dopóki jednak dany osobnik nie musi borykać się z problemem nadmiaru węglowodanów w diecie, dopóty organizm nie musi korzystać z zaprogramowanego genetycznie modelu umiejscawiania nadmiaru tłuszczu w tkance tłuszczowej.
Kazia pisze:przy tej samej ilości spożywanego jedzenia i slodyczy, jedna osoba będzie cale zycie w miarę szczupła (np ja), a inna zrobi sie jak beczka
SuperStado pisze:Co do osób, które mogą zjadać tony słodyczy i nie tyją - w znakomitej większości świadczy to już o insulino-odporności komórek.
W przypadku ludzi organizm radzi sobie z nadmiarem węglowodanów na jeden z dwóch sposobów:
- odkłada tłuszcz powstały z nadmiaru glukozy i fruktozy (oraz alkoholu) w tkance tłuszczowej aż do momentu, w którym otyłość powoduje kolejne zaburzenia metaboliczne i człowiek zaczyna sie "leczyć", co spowalnia nieco proces umierania, albo
- całkowicie przestawia się na spalanie cukru i wyłącza szlaki metaboliczne odpowiedzialne za spalanie tłuszczu - w tym przypadku mówi się o tzw. "szybkim metabolizmie" gdyż osoba jest szczupła, lub nawet chuda, i wciąż głodna (węglowodanów nie da się magazynować i trzeba je dostarczać na bieżąco i to bardzo często); pozornie lepsza sytuacja niż otyłość wcale lepsza nie jest - dochodzi tu do hiperglikemii na przemian z hypoglikemią, hiperinsulinemii i w efekcie do insulinooporności, wydalania nadmiaru glukozy z moczem, podniesienia się poziomów triglicerydów, wolnych kwasow tłuszczowych, homocysteiny i lipoprotein we krwi, co w efekcie uszkadza naczynia krwionośne i prowadzi w długim okresie czasu m.in. do choroby wieńcowej, udarów mózgu i nowotworów.
Powyższe to oczywiście skrótwiec, bo temat mamy o kotach

.
Oczywiście u kotów geny również decydują o tym, w jaki sposób organizm ma ratować się przed natychmiastową śmiercią spowodowaną nadmiarem węglowodanów w zjedzonym posiłku, tak samo jak u ludzi. Co nie zmienia faktu, że u podstawy problemu zawsze leży niewłaściwa dieta, a nie geny.