Tak tyle tylko, że mężczyźni wykonujący cieżką pracę fizyczną nie są raczej otyli. Prawdziwe grubasy natomiast jedynie wśród tych siedzących się spotyka, wiec... ?Lena06 pisze:Opierając się chociażby na zawodach widzimy, że mężczyźni wykonujący ciężką pracę jedzą więcej niż ci zajmujący się pracą siedzącą.
Tylko, że u człowieka uprawiającego sport ta energia buduje mięśnie a u człowieka nie ruszającego się odkłada się w postaci tłuszczu, wiec... ?Lena06 pisze:Naszą wiarę w to, że wysiłek fizyczny spala tłuszcz, opieramy na założeniu, że możemy zwiększyć wydatek energii, nie zwiększając jej spożycia. Jest to myślenie błędne, bo zwiększając aktywność fizyczną, będziemy mieć również większy apetyt. Gdy wzrasta wydatek energii, prawie na pewno wzrośnie liczba kalorii, które spożyjemy w ramach rekompensaty.
Ja nadal uważam, że ruch i jego brak ma wpływ na naszą nadwagę lub jej brak. Jak może nie mieć skoro tyle różnych procesów w naszym organiźmie inicjuje aktywność fizyczna i wysiłek, każdy z nich wpływa na pracę naszego organizmu, na trawienie, spalanie, metabolizm ogólnie również.
Dodatkowo z moich prywatnych doświadczeń człowiek aktywny fizycznie nie myśli tyle o jedzeniu bo:
a) napędzają go hormony szczęścia
b) organizm jest zajęty wieloma róznymi procesami i "nie nudzi się"
c) jest mu cieplej.
Człowiek mało aktywny i nieaktywny chodzi głodny i je:
a) z nudów żeby czymś się zająć - organizm też się domaga jedzenia bo chce coś robić
b) żeby się ogrzać bo jak się nie rusza to mu zimno i organizm domaga się pokarmu w celu wyprodukowania energii.
Suma sumarum człowiek aktywny je tyle ile rzeczywiście potrzebuje jego organizm a nieaktywny je więcej niż potrzebuje chociaż w obu przypadkach to organizm się tego jedzenia domaga tylko, że z innych powodów. W pierwszym przypadku z właściwych w drugim ze złych. Dla mnie to też wpływ aktywności fizycznej i jej braku.
a nie jest przypadkiem tak, że wszyscy mamy taką tendencję z wiekiem ? Z tym, że to raczej do jakiegoś wieku jest potem chyba ta tendencja się zmniejsza albo nawet w odwrotnym kierunku biegnie jak się człowiek starzeje. Jak inaczej wytłumaczyć tych wszystkich "zasuszonych" staruszków ? Chyba nie tym, że na starość zwiększają wysiłek fizyczny o 500% względem tego jaki podejmowali jak mieli 20lat ?Lena06 pisze:ale wszyscy biegacze mieli coraz większą tendencję do przybierania na wadze z każdym kolejnym rokiem.
No jak dla mnie to ta logika prowadzi nas do bzdurnych wnioskówLena06 pisze:Dokąd prowadzi nas taka logika? Wyobraźmy sobie 20-kilkuletniego mężczyznę, który przebiega dwadzieścia mil tygodniowo. Według Williamsa i Wooda i bilansu kalorycznego, aby zapobiec przyrostowi wagi, w wieku trzydziestu lat będzie musiał podwoić ten dystans, a po 40-tce potroić. Kobieta w tym samym wielu, chcąc utrzymać piękną sylwetkę po 40 musiałaby biegać po 2h dziennie. Itd., itd. W końcu okazuje się, że najwięcej musimy biegać po 60…
