Małga zastanawiałam się nad tym... Problem w tym, że nie jestem jedyna - na samym moim (malutkim) osiedlu wiem o 7 innych petsitterach

. Do tego wynajdywanie nowych klientów trwa dłużej niż cała zabawa z epidemią

.
Całe szczęście w tym, że u Księciunia skończył się "kryzys zimowy", chociaż w dalszym ciągu trochę się obawiam przyszłości... W tej chwili ze względu na brak przepływu pieniądza (ludzie nie są pewni jak długo będą musieli oszczędzać, więc oszczędzają maksymalnie) moim zdaniem szykuje się kryzyzs

. Mam nadzieję, że to będzie tylko "miesięczny kryzisik", a nie wyjdzie z tego załamanie gospodarki! Przecież to i tak było lekko przewidywane ze względu na brexit

.
Wczoraj PRÓBOWAŁAM zrobić zakupy w sklepie. Zaczyna być mało zabawnie, bo jeśli człowiek chce zdobyć jakiś określony produkt to... jeździ od sklepu do sklepu przez cały dzień! Poszukiwania papieru toaletowego zajęły nam 5 godzin, w 3 osoby! Zakończone sukcesem tylko dlatego, że na koniec dnia, w ostatnim sklepie, trafiłam na moment jak pracownik przywiózł całą paletę. Nawet jej nie rozpakowywał, ludzie rozdrapali wszystko do 5 minut

. Wieczorem zaś Księciunio ma jechać odebrać makaron spod lady

. Niestety, nie zrobiłam sobie zapasu mojego pełnoziarnistego makaronu (a wolałabym w tym całym szaleństwie pozostać na diecie

). Jedynym sposobem na zdobycie makaronu to telefon do znajomej pracującej w sklepie.
W dalszym ciągu nie wiem jak nakarmić zwierzaki, chyba trzeba będzie tymczasowo przejść na puszki albo poszukać po za miastem - mięsa nawet znajoma nie dała rady nam załatwić

.
To co się tutaj w tej chwili dzieje to... czysta komuna

. Przynajmniej przestaję się aż tak klientami martwić - ktoś musi mieć czas na stanie w kolejkach

. Mam też szczerą nadzieję, że nie potrwa to zbyt długo, wczoraj widziałam idiotów biorących np. po 160 rolek papieru czy 40 kg mąki - lada moment wszyscy będą mieć takie zapasy, że towar wróci do sklepów.
Zenia jak mówiłam - nie wiem jak to wszystko wygląda w Polsce... Tutaj w ciągu tygodnia doprowadzono do sytuacji, kiedy naprawdę co raz mniej się wirusem przejmuję

. Za bardzo jestem zajęta myśleniem jak przetrwać, mając jedzenie, podstawowe środki higieny i dach nad głową

. I wiem, że to głupie, ale miałam w swoim życiu bardzo ciężkie okresy, kiedy tych podstaw mi brakowało wizja powtórki z rozryki mnie przeraża

. Najgorsze, że nie wszystko zależy ode mnie - jeśli stado panikarzy nie przestanie wykupywać wszystkiego ze sklepów to lada moment faktycznie zaczniemy mieć potężny problem. Obecnie nie do dostania są: mięso, warzywa, owoce, produkty sypkie, dania gotowe, papier toaletowy, mydło. W sumie chyba tylko nabiał i napoje nie były wczoraj doszczętnie wykupione. Innymi słowy grozi nam dieta jogurtowo-serowa

.