Rozwiązaniem, niestety niezbyt przyjaznym dla właścicielki, był powrót kota do starego domu. Po prostu zmiana miejsca zamieszkania tak go przeraziła, że po ok. 2 latach od przeprowadzki żył w ciągłym stresie i atakował z nadmiaru emocji właścicielkę oraz pozostałe mieszkające tam koty. Bardzo lubił przebywać z właścicielką (dosłowny przylep) i jej pieszczoty. Jakby mu czegoś brakowało.
Mali może mieć podobną przypadłość. Pomimo, że koty nie mają instynktu fizycznego kontaktu, ja zaobserwowałem u swojej kotki potrzebę bliskości z człowiekiem. Po prostu bardzo nie lubi zostawać sama w domu. Mali, z tego co wyczytałem, prawdopodobnie też ma potrzebę bliskości. Była zbyt mała, żeby nauczyć się wszystkich kocich zachowań. To podobnie jak z ludźmi - jej mózg może blokować wspomnienia z dzieciństwa, jeżeli przeżyła jakiś koszmar. I w związku z tym po prostu nie pamięta, że przykładowe głaskanie kojarzy się z lizaniem przez matkę, bardzo dla kota przyjemnym.
Jest dużo wspólnego z przypadkiem, który udało się rozwiązać, niekoniecznie najlepszą drogą, ale z myślą o dobru kocura. Mi się wydaje, że tą kotkę może bardzo stresować obecność lub zapach jakiegoś obiektu w domu, który niekoniecznie pojawił się w momencie, kiedy zaczęła sobie wylizywać futro. Może to być także rozładowanie stresu, autoagresja, ale przyczyn jest tak wiele, że trzeba kotkę uważnie obserwować, dość długo. Niektóre koty (i ludzie) są humorzaste, więc Mali mogła od tak sobie zmienić zachowanie, ale zawsze jest tego przyczyna, choćby wyłącznie emocjonalna. Zmiana behawiorystyczna nie musi być związana ze wspomnieniem czy kojarzeniem.
Psychologia ludzi jest powiązana z psychologią kotów, gdyż te zwierzęta jak i ludzie mają podobną złożoność tożsamości. Nie znajdzie się dwóch kotów o identycznym zachowaniu tak samo, jak nie znajdzie się dwóch pod tym względem identycznych ludzi. Dlatego śmiem łączyć te dwie nauki