Dawno tu nie pisałam, choć wchodzę regularnie i Was podglądam
U nas wszystko dobrze, mamy już dostęp do kalkulatora i udało mi się dziś zrobić od zera pierwszą własną mieszankę, którą Bastet zatwierdziła wylizując miseczkę :D Wciąż nie mamy żadnej maszyny do mielenia, ale Bastet coraz lepiej sobie radzi z większymi kawałkami i nawet czasem zaszalejemy z podaniem jej całego skrzydła kaczki

Większość owego skrzydła koniec końców i tak ląduje w koszu, ale cieszy mnie to, że Bestia próbuje z nim walczyć i nieźle jej idzie obgryzanie.
Mieliśmy na początku roku problemy natury skórno-pokarmowej, ale szybko udało się ustalić, że to z powodu rybki, którą Basti dostawała przez 2 dni z rzędu jako przysmak

Rybka zniknęła z jadłospisu i skóra powolutku wróciła do normy, ale takiego stresu dawno nie miałam. Bastet na szczęście nie straciła ani apetytu, ani humoru, dzięki czemu całkowicie nie osiwiałam :P
Kilka dni temu kupiłam różne podrobowe nowości z myślą o nowej mieszance(do tej pory mieszanki Bastet w większości składały się z kurczaka, jako smakołyki dostawała kawałki wołowiny, indyka, kaczki) i okazało się, że kotka nie toleruje wołowej wątroby. W piątek przed kolacją dostała odrobinę wątróbki, a kilka minut później zbierałam z dywanu pawia. Nie byłam pewna, czy to wina wątroby, czy zbyt szybkiego pożerania, więc rano znowu spróbowałam- tym razem już po śniadaniu, żeby kot nie jadł zbyt łapczywie ("gołe" mięso i podroby zawsze smakują lepiej niż mieszanka) i dla pewności pokroiłam na bardzo drobniutkie kawałki. I tak jak poprzednim razem, po chwili sprzątałam pawika

Wątroby z bólem serca się pozbyłam (a tak się cieszyłam, że mam zapas na rok

), ale za to w "moim" mięsnym udało się upolować gęsią wątrobę, a tam zwykle mają tylko kurczaki, wieprzowinę i wołowinę po 30zł/kg
Jesteśmy więc po kilku mięsnych przygodach, ale wyszłyśmy z nich całe i zdrowe. Bardzo się cieszę, że Bestia zjada te moje mięsne twory i nawet rano się dopomina o swoją porcję

Wciąż karmimy ją nawet do 5 razy dziennie, małymi porcjami, bo mięso "uleżane" nie wchodzi w grę. Co ciekawe, gdy została na Święta pod opieką teściowej, to dostawała do miski dobową dawkę i zawsze na drugi dzień miska była pusta. Jeśli ja jej nałożę całą porcję, to na drugi dzień mogę co najwyżej połowę nieruszonej mieszanki do kibelka wyrzucić. Wytresowała nas sobie
A na koniec trochę już stare zdjęcie, ale widać na nim z jaką determinacją Bastet walczy z mięsem :D
