Ogólnie jest urocza
Dzisiaj mnie nerw strzelił - kumpel, który wtedy do mnie zadzwonił, że ma taką kotkę w ogrodzie, gdzie zrobił jej z kartonu budę i z sąsiadami jakoś tam ją dokarmiali (porcjami dla domowego kanapowca - nie wiedzieli, że jak na zewnątrz i zimno, to trzeba więcej - dlatego taka chuda), wyskoczył z pretensjami, że jak mogłam napisać, że mieszkała na ulicy, jak przecież on jej karton dał i w ogrodzie mogła mieszkać. Tak więc sprostowanie: nie mieszkała na ulic, mieszkała w ogrodzie w kartonie po tym jak wyrzucono ją z domu i zaliczyła kilka przeprowadzek między domami/ogrodami (bo to wyszło w rozmowie). Wiecie, ręce mi opadły jak napisał, że mógł przecież nic nie robić i nawet do mnie nie zadzwonić, bo ja bezczelnie napisałam, że mieszkała na ulicy, a przecież ten, kto ją wyrzucił, ryzykować że kot coś dziecku zrobi nie mógł, a nikt z tamtego osiedla do domu nie weźmie (same domy i to konkretne), bo kudły będą. No a mogła przecież w ogrodzie w kartonie i jeść dostawała coś a nie na ulicy i na drugi raz totalnie oleje i niech kot zdycha.
Dla mnie dom to dom, a jak kot mieszkał w domu i ląduje poza nim w nieogrzewanym miejscu z kartonu to jest ulica. Ale może ja jakaś głupia jestem, że nie pojmuje, że karton to też dom tylko inny? Mam nerwa na cały dzień.
Oczywiście powiedziałam mu, że takich znajomych to nie chcę mieć... kot zabiedzony tak, że w pierwszy dzień nie umiał doopki umyć jak zrobił dwie mega kupy w transporterze (jedna jak kamień, druga rzadkawa i żółtawa) oraz trzecią w domu (musiałam doopkę chusteczką wycierać), a jakby ktoś posłuchał, to kot miał wszystko i tylko problem, bo ludziom się do domów pchał i alarm komuś kilka razy załączył. Ten świat już całkiem chyba powariował (albo ja).