Ja za to uważam, że to nie kwestia gustu lecz ilości. Ludzie paleolitu zapewne spożywali zioła w postaci surowej, ale to nie mogły być ilości rzędu micha liści pokrzyw, do tego micha trawy pszenicznej (tej to jednak raczej nie jedli), a do tego jeszcze jakieś inne ziela. Pewnie żuli jakiś listek czy dwa, tak jak zreszta robią to do dziś przedstawiciele nielicznych niewymarłych jeszcze "prymitywnych" społeczności żyjących w warunkach zbliżonych do naturalnych. Napary z ziół natomiast prawdopodobnie znane były od czasu, gdy człowiek zaczął używać ognia do obróbki żywności.
Tymczasem, jak wywnioskowałam z postu tomtomka, tutaj chodzi o spożywanie naprawdę sporych ilości zielska, co dla człowieka już naturalne nie jest:
tomtomek pisze:A próbowałaś zjeść pokaźny pęczek trawy pszenicznej? A może 150 g pokrzywy? itp.
No więc ten pokaźny pęczek trawy i 150g liści pokrzywy robi nam wielką michę zielska, co już przypomina posiłek przeżuwaczy, a nie leczniczo-prozdrowotny roślinny dodatek do żywności dla człowieka. Jakoś nie widzę tych jaskiniowców pożerających taką górę zielonego.
Cała ta sprawa z sokami z trawy czy liści jest wg. mnie analogiczna do problemu soków owocowych, które są dziś powszechnie zalecane jako "zdrowe" i dlatego wypijane w koszmarnie ogromnych ilościach. Ludzie zamienili już wodę pitną na soki z kartoników i bez zastanowienia wypiają litr lub więcej dziennie. Tymczasem, by zrobić 1 litr np. soku pomarańczowego trzeba wycisnąć jakieś 4-5 kg pomarańczy. Gdyby taką ilość trzeba było zjeść w naturalnej postaci, to nie ma szans, ale litr soku "wchodzi" bez problemu. Do tego można wówczas jeszcze dopchać się jabłkami, bananami, brzoskwiniami czy czymkolwiek. I robi nam się taka dawka cukru, jakiej w żaden sposób człowiek epoki przedneolitycznej nie był w stanie zjeść, nawet gdyby bardzo się starał.
I ja nie przeczę, że człowiek paleolitu jadał owoce, bo to pewne, że jadał. Tylko chodzi mi o różnicę w skali zjawiska. Wszystko, co w nadmiarze staje się trucizną.