sly pisze:Ja także jak Sojuz troszkę się pogubiłam i wyczułam pewną wrogość, być może niesłusznie, ale czuję się wywołana do tablicy przez dagnes.
Ależ to chyba nieporozumienie. Teraz to ja się już też pogubiłam

.
Zagapiłam się, co wyjaśniłam Sojuzowi, i dlatego dziwiłam się, że on napisał w ten sposób o odwróconej osmozie. Nie widziałam, że wspomniałaś wodę po osmozie, sly, więc to nie było do Ciebie. Ale nie wiem czy o to chodzi....
No chyba, że o te skrzynki z butelkami, o których pisałam, bo naprawdę nie widziałam zgrzewek ze szklanymi butlami ani takich butelek w kartonach. Rozumiem teraz, że taki system pakowania funkcjonuje w Polsce, co jednak budzi moje wielkie zdziwienie

.
A z innej beczki, już poza kwestią pogubienia itp.:
sly pisze:Zupełnie niedawno rozmawiałam z moją sąsiadką, która po dwudziestu latach pobytu w Niemczech wróciła do Polski. Z tego co mi opowiadała, problem śmieci w lasach dotyczy także tego kraju, chociaż zapewne skala zjawiska jest mniejsza niż u nas.
No bo to jest ogólny problem ludzkości i nie zależy od narodu, koloru skóry czy położenia geograficznego. Większość ludzi zwyczajnie beztrosko będzie wyrzucało smieci gdzie bądź, chyba że takie zachowania będą ekonomicznie nieopłacalne. To, że akurat w Niemczech problem zaśmiecenia jest znacznie mniejszy niż w Polsce absolutnie nie wynika z tego, że Niemcy są tacy ekologicznie wyedukowani, porządni i dbają o środowisko, a Polacy śmiecą bo lubią. Ma to bezpośredni związek z
homo economicus, o którym pisałam - po prostu w Niemczech finansowa nieopłacalność procederu wyrzucania śmieci gdzie popadnie dla pojedynczego przeciętnego obywatela jest większa niż w Polsce. Tak samo w Niemczech nie opłaca się wyrzucać butelek po wodzie i napojach, a także puszek, bo za to wszystko dostanie się kaucję. Trudno mi tu opisać cały system kar i zachęt finasowych dotyczących śmieci, bo jest tego sporo, w każdym razie chodzi mi o to, że gdyby tych kar i zachęt nie było, to sytuacja z zaśmieceniem byłaby taka sama jak w Polsce. To już było przerabiane i zanim powstały kaucje, kary i cały system opłat za niesegregowane odpady, ludzie wyrzucali wszystko i wszędzie. Tyle tylko, że to państwo musi wprowadzić zmiany, odpowiednie prawo i kontrolę, bo nie można liczyć, że przeciętny obywatel będzie dokładał sobie pracy i kosztów oraz tracił czas, by nie wyrzucać plastikowych butelek w lesie i segregować śmieci. Ten, kto czytał "Trzeciego szympansa" J. Diamonda wie o co mi chodzi - to po prostu leży w ludzkiej naturze, że przeciętny
homo niefrasobliwie obchodzi się ze swym środowiskiem. I nawet tu, gdzie system mocno zniechęca do nieśmiecenia znajdują się tacy, którzy po to by nie płacić za własne śmieci i ich nie segregować potrafią robić nocne wyprawy do lasu w celu pozbycia się "balastu".
Oczywiście nie neguję istnienia ludzi świadomych i dbających o otoczenie, na szczęście jest ich coraz więcej, ale oni sami, oddolnie, niczego nie zdziałają.
sly pisze:Zgodzę się, że ludzie są wygodni, ale czy tylko z tego wynika popularność plastikowych opakowań? Myślę, że większość ludzi się nad tym po prostu nie zastanawia.
Odnośnie wygody, to pisałam, że wg. mnie chodzi o wygodę także dla producenta, a może i przede wszystkim dla niego. Plastikowa butelka jest tania i jej koszt bez problemu daje się ukryć w cenie produktu, a producent nie musi martwić się o jej utylizację. Gdyby plastikowe butelki, nadal niekaucjowane, były droższe niż szklane, albo gdyby plastik został obłożony jakimś specjalnym super wysokim podatkiem, to moim zdaniem wszyscy kupowaliby wodę w szklanych butelkach, dlatego że producentom bardziej opłacałoby się takie produkować. I wszyscy mówiliby też, że szkło jest lepsze bo tańsze

. Producenci zadbaliby wówczas również o promocję szkła pod innym kątem i być może, by uzasadnić jego produkcję i konieczność znoszenia niewygody przez konsumentów, zaczęliby podkreślać zdrowotne walory szkła w porównaniu z plastkiem

.
Ale i tu wymagałoby to działań państwa, a nie dobrej woli producentów czy samej świadomości konsumentów.
Dieselka pisze:Rozumiem mineralke (bo w kranówce nie ma tylu minerałów), ale źródlanki czy "pitnej" to już wcale.
Ale chyba każda woda mineralna jest źródlana? No bo u mnie na każdej butelce, obojętnie jakiej firmy pisze "woda mineralna ze źródła XYZ". No i każda woda sprzedawana w butelce jest chyba "pitna", bo do picia? No chyba, że ja znowu nie jarzę polskiego nazewnictwa...

. Tu wszystkie wody w sklepach są mineralne ze źródeł, tylko mają określany inny stopień zmineralizowania oraz w szczególnych przypadkach zaznacza się, że są to wody lecznicze. Myśląc o wodzie mineralnej nisko- lub normalnie zmineralizowanej, mówię czasem "źródlana", dla odróżnienia od tych leczniczych, wysokozmineralizowanych.