Zakłaczenie u BARFerów
No ja dzisiaj przeprowadziłam na balkonie przy silnym wietrze kolejne działania z użyciem furminatora. Sprawnie mi to raczej nie szło, ale efektem było skumulowanie na balkonie i w jego okolicach dużej gromady wielbicieli skipusinego aksamitnego futra w postaci jaskółek i wróbli, które w locie łapały te kłaki i śmigały z nimi do gniazdSojuz pisze:Jednak umiejętne obchodzenie się z kotem skutkuje sprawnym, szybkim przebiegiem całej operacji
Skippi siedział jak osłupiały i nie bardzo wiedział jak ma się ustosunkować do takiej ilości ptactwa kręcącego się w odległości niecałego metra od jego osoby
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
- catsitterka
- Posty: 71
- Rejestracja: 2013-04-16, 23:33
- Lokalizacja: Kraków
Moim zdaniem, podanie pasty powinno być pierwszą rzeczą do zrobienia przy podejrzeniu zaklaczenia. Przed wizytą u weta i wszelkimi innymi środkami.
Jeśli pomoże, wiadomo że byl kłak, i kot jest ogólnie zdrowy.
Po podaniu pasty od razu na początku, jeśli tylko kłak jest przyczyną problemu, kot normalnie je, normalnie sie wypróżnia, nie powinno być żadnych innych sensacji.
Jeśli pasta nie pomoże, trzeba szukać innej przyczyny, czy to wymiotów, czy zatkania.
Kazda pasta jest dobra, nie dajesz jej przecież codziennie, tylko w razie potrzeby.
Jeśli pomoże, wiadomo że byl kłak, i kot jest ogólnie zdrowy.
Po podaniu pasty od razu na początku, jeśli tylko kłak jest przyczyną problemu, kot normalnie je, normalnie sie wypróżnia, nie powinno być żadnych innych sensacji.
Jeśli pasta nie pomoże, trzeba szukać innej przyczyny, czy to wymiotów, czy zatkania.
Kazda pasta jest dobra, nie dajesz jej przecież codziennie, tylko w razie potrzeby.
- catsitterka
- Posty: 71
- Rejestracja: 2013-04-16, 23:33
- Lokalizacja: Kraków
Może się krztusić z różnych powodów...od robaków po zapalenie tchawicy/pluc.
Albo z jakiejś zwykłej nadwrażliwości.
Natomiast jeśli sie liże to na bank ma kłaka co najmniej w żolądku, oby już nie w jelitach.
Myślę, że skoro juz cokolwiek sie dzieje, to podanie pasty jest jak najbardziej celowe.
Jesli nie pomoże pasta, kolejnym krokiem może być wyeliminowanie glist (czy tez innych robaków, ale to glista zwykle do gardła podchodzi).
(robaków nie musi być widac w kupie...to dopiero przy zarobaczeniu takim że całe wnętrze kota już chdzi)
Następne kroki, po kłaku i robakach, powinien już podpowiadać wet...jeśli nadal będziesz zaniepokojona.
Albo z jakiejś zwykłej nadwrażliwości.
Natomiast jeśli sie liże to na bank ma kłaka co najmniej w żolądku, oby już nie w jelitach.
Myślę, że skoro juz cokolwiek sie dzieje, to podanie pasty jest jak najbardziej celowe.
Jesli nie pomoże pasta, kolejnym krokiem może być wyeliminowanie glist (czy tez innych robaków, ale to glista zwykle do gardła podchodzi).
(robaków nie musi być widac w kupie...to dopiero przy zarobaczeniu takim że całe wnętrze kota już chdzi)
Następne kroki, po kłaku i robakach, powinien już podpowiadać wet...jeśli nadal będziesz zaniepokojona.
- catsitterka
- Posty: 71
- Rejestracja: 2013-04-16, 23:33
- Lokalizacja: Kraków
Ja używałam filcak w okresie wzmożonego linienia i nadchodzących upałów.
Zrezygnowałam.
Wyczesywałam (wycinałam) takie ilości futra, ze mnie to trochę wystraszyło.
Kot Fudżi (O mało co MC /NFO) zmniejszał się i tracił urodę z dnia na dzień, a na dodatek zaczął codzienne wydalanie paszcza tzw. szczura złożonego z sierści.
Działo się to w nocy, nad ranem, po kolacji.
Dostał sowich smutnych oczu i stracił apetyt. A to jego największa przyjemność. Jeść, jeść i jeszcze raz jeść.
Już zaczęłam się martwic, ze się przytkał.
Z moich doświadczeń wynika, że nadgorliwa i nadmierna pielęgnacja może prowadzić do niekontrolowanych sytuacji.
Widocznie te niedocięte, nadwyrężone kawałki sierści sobie sam doczyszczał i pakował w przełyk (oby tylko w przełyk), a nie dalej.
Wszystkie te mechaniczne przycinaki są dobre i potrzebne, ale tylko użyte ostrożnie.
Zrezygnowałam.
Wyczesywałam (wycinałam) takie ilości futra, ze mnie to trochę wystraszyło.
Kot Fudżi (O mało co MC /NFO) zmniejszał się i tracił urodę z dnia na dzień, a na dodatek zaczął codzienne wydalanie paszcza tzw. szczura złożonego z sierści.
Działo się to w nocy, nad ranem, po kolacji.
Dostał sowich smutnych oczu i stracił apetyt. A to jego największa przyjemność. Jeść, jeść i jeszcze raz jeść.
Już zaczęłam się martwic, ze się przytkał.
Z moich doświadczeń wynika, że nadgorliwa i nadmierna pielęgnacja może prowadzić do niekontrolowanych sytuacji.
Widocznie te niedocięte, nadwyrężone kawałki sierści sobie sam doczyszczał i pakował w przełyk (oby tylko w przełyk), a nie dalej.
Wszystkie te mechaniczne przycinaki są dobre i potrzebne, ale tylko użyte ostrożnie.
