Reakcje ludzi na BARFną dietę naszych zwierząt
Nas ludzie raczej chwalą, że robimy sami, a nie kupujemy gotowych puszek z bóg-wie-czym w środku
Bo mięso lepsze dla kotów, itd. Nie wiedzą do końca czym jest barf, bo nie tłumaczę dokładnie (tylko tyle, że to surowe mięso z suplementami), nie robię wykładów, ale miło, że się z żadnym ostracyzmem nie spotykam.
- vesela krava
- Moderator
- Posty: 952
- Rejestracja: 2011-12-08, 19:06
- Lokalizacja: Francja
No wlasnie, kiedy mowie ludziom ze kotom puszek nie kupuje a "robie" je sama, bo wychodzi taniej i wiem co daje do miski, to wszyscy zazwyczaj popieraja i podziwiaja ze mi sie chce. Staram sie nie wchodzic, nie od razu, w dyskusje o zbozach, weglowodanach i dlaczego suche karmy sa zle (kiedy juz ktos zrozumie, ze jak karmic gotowcem, to puszkami, to szybko sie orientuje, ze to wersja dla bogaczy).
O tak, tak, tutaj prawda. Ale jak pytają co tam wkładam, a ja w przypływie chęci podzielenia się przepisem, mówię że m.in. krew, to patrzą na mnie jak na wariatkę i już tak miło nie jest.vesela krava pisze:No wlasnie, kiedy mowie ludziom ze kotom puszek nie kupuje a "robie" je sama, bo wychodzi taniej i wiem co daje do miski, to wszyscy zazwyczaj popieraja i podziwiaja ze mi sie chce.
Fakt, może by się nie domyślili
Suszona hemoglobina nie brzmi już tak źle...
Nieraz też tak mówiłam odnośnie psa. Wtedy już w ogóle była dziwna panika w oczach rozmówców, a ja się po prostu zapomniałam, że nie jestem w "odpowiednim" towarzystwie (które nie zna tematu). Przykład?
Mój pies, czy jest najedzony, czy nie, na dworze wciąga wszystko, jak leci. I ne chodzi już o śmieci, jakieś resztki od jedzenia, ale patyki, korę, korzonki spod mchu...
Zauważyła to Pani, z którą akurat się spotkałyśmy, a że było po południu mówi do mnie: Ojej, chyba musi Pani szybciej pieskowi dawać jeść, bo biedaczek głodny jest. Wie Pani, mój dostaje już jak tylko wstaniemy i nic na spacerach nie zjada.
No i ja wtedy nieświadoma, co mówię odpaliłam: ależ tak, tak. On dostaje rano jeść. I tak się najada, że nie ma siły chodzić później. Dzisiaj na śniadanie wypił już krew z jajkiem i...( no i tu miałam wmówić o sercach, żołądkach, ale że Pani zrobiła jakąś taką dziwną minę, to mówić przestałam. Nie wiem, co wywarło gorsze wrażenie na niej. Czy to że mój pies pił krew, czy to, że go tak gorąco wycałowała w pyszczek na powitanie, bo mój Taco bardzo całuśny jest
Nieraz też tak mówiłam odnośnie psa. Wtedy już w ogóle była dziwna panika w oczach rozmówców, a ja się po prostu zapomniałam, że nie jestem w "odpowiednim" towarzystwie (które nie zna tematu). Przykład?
Mój pies, czy jest najedzony, czy nie, na dworze wciąga wszystko, jak leci. I ne chodzi już o śmieci, jakieś resztki od jedzenia, ale patyki, korę, korzonki spod mchu...
Zauważyła to Pani, z którą akurat się spotkałyśmy, a że było po południu mówi do mnie: Ojej, chyba musi Pani szybciej pieskowi dawać jeść, bo biedaczek głodny jest. Wie Pani, mój dostaje już jak tylko wstaniemy i nic na spacerach nie zjada.
No i ja wtedy nieświadoma, co mówię odpaliłam: ależ tak, tak. On dostaje rano jeść. I tak się najada, że nie ma siły chodzić później. Dzisiaj na śniadanie wypił już krew z jajkiem i...( no i tu miałam wmówić o sercach, żołądkach, ale że Pani zrobiła jakąś taką dziwną minę, to mówić przestałam. Nie wiem, co wywarło gorsze wrażenie na niej. Czy to że mój pies pił krew, czy to, że go tak gorąco wycałowała w pyszczek na powitanie, bo mój Taco bardzo całuśny jest
Moim to nawet krew nie przeszkadza, znajomy pytał czemu nie chcę świeżej używać, a suszoną kupuję
Albo czy nie lepiej wymienić tran + wątrobę na wątrobę z dorsza
(tego to ja sama nie wiem, także powiedziałam, że się dokształcę, bo nie mam wiedzy).
Rodzina nam pomaga przy robieniu (oddzielaniu mięsa od kości, bo resztę robi maszynka, którą kręci mąż), a nastoletnia kuzynka odmierza ze mną suplementy.
Rodzina nam pomaga przy robieniu (oddzielaniu mięsa od kości, bo resztę robi maszynka, którą kręci mąż), a nastoletnia kuzynka odmierza ze mną suplementy.
to masz fajnie, ja sama robię jedzenie, a że mam trochę tych gąb do wykarmienia (u mojej Mamy są wolno żyjące szt. 15 do tego 9 szt. ze stowarzyszenia, które wspieram) to zrobienie jedzenia dla takiej gromadki kotów zabiera mi około 8-10 godzin. Jedzenie robię raz w miesiącu.kretka pisze:Rodzina nam pomaga przy robieniu (oddzielaniu mięsa od kości, bo resztę robi maszynka, którą kręci mąż), a nastoletnia kuzynka odmierza ze mną suplementy.
„Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta.”
George Bernard Shaw
George Bernard Shaw
Też zazdroszczę, mi mąż pomaga, ale szczęśliwy z tego powodu nie jest. Dziwne, bo zawsze powtarza, że na wypadek apokalipsy zombie jest przygotowany na wszystko i przetrwa ją z palcem w nosie, ale zwierza kotom to nie wybebeszy
Lena, następnym razem dla kontrastu opowiedz o wariatce, co karmi koty szczurami
przy tym newsie Taco znów stanie się słodziakiem 
Lena, następnym razem dla kontrastu opowiedz o wariatce, co karmi koty szczurami
To się cieszę, że mój mąż pomaga, bo ja sama bym nie poradziła sobie z obrabianiem mięsa - chyba by mi to pół dnia zajęło, taka jestem wprawiona
No i do mielenia się przydaje, ma jednak więcej siły. Sam sobie wybrał ręczną maszynkę, teraz będzie sam sobie mielił 
No i pomagają nam domownicy u babci, bo u niej w domu robimy, ma dużo większą kuchnię i kota, który nie chce zeżreć wszystkiego co widzi
Florki by pół mieszanki podczas roboty zjadły. Także udostępnia nam swoją kuchnię, mamy spokój, sporo miejsca.
No i pomagają nam domownicy u babci, bo u niej w domu robimy, ma dużo większą kuchnię i kota, który nie chce zeżreć wszystkiego co widzi
Tak czytam i czytam i się cieszę, że chyba na w miarę normalnych ludzi trafiam :)
Raz tylko babka w mięsnym była zdziwiona bo chciałam tłuste gulaszowe dla kotów, a ona że "to jakieś specjalne koty?" ja na to że dachowce a ona że dobrze mają. Inna u której zawsze drób kupuję też wie że dla kotków, nawet sama ma kota ale mówi że on mięsa nie lubi (choć przestawić się kota da, może sobie z nią kiedyś dłużej pogadam).
Znajomi się nie dziwią, niektórzy się tylko śmieją (ale z sympatią) że sama mięsa nie jem a kotom daję. Ojciec na początku był sceptyczny do BARFa a do suplementów to już w ogóle, a teraz mówi że dobry pomysł miałam bo koty nie chorują no i mięcho tańsze :)
Co do sprzedawców czy myśliwych co to kotu sprzedać nie chcą to nie mam słów... Klientów tylko tracą przez takie wsiowe podejście
Raz tylko babka w mięsnym była zdziwiona bo chciałam tłuste gulaszowe dla kotów, a ona że "to jakieś specjalne koty?" ja na to że dachowce a ona że dobrze mają. Inna u której zawsze drób kupuję też wie że dla kotków, nawet sama ma kota ale mówi że on mięsa nie lubi (choć przestawić się kota da, może sobie z nią kiedyś dłużej pogadam).
Znajomi się nie dziwią, niektórzy się tylko śmieją (ale z sympatią) że sama mięsa nie jem a kotom daję. Ojciec na początku był sceptyczny do BARFa a do suplementów to już w ogóle, a teraz mówi że dobry pomysł miałam bo koty nie chorują no i mięcho tańsze :)
Co do sprzedawców czy myśliwych co to kotu sprzedać nie chcą to nie mam słów... Klientów tylko tracą przez takie wsiowe podejście
Wczoraj opowiedziałam koleżance jak to moje psy jedzą surowe mieso. Ona na to zapytała: a to Twoje psy są chore, że nie mogą jeść normalnego jedzenia? Powiedziałam jej, że to właśnie jest normalne jedzenie dla psów :) Ale niestety, co rusz spotykam się ze zdziwieniem, że jak to mogę dawać psom kaczki, indyki, króliki. Przecież to takie drogie 


