No więc wczoraj zerkam na Rysia - obraca w paluszkach gryzak. Po kilku sekundach zerkam znowu... a tam Ryś z obiema rączkami w rozbebeszonej przepiórce miętosi sobie flaczki
Kącik wkurzonego barfera
Nul, to dołożę mały gratis. Uprzedzę, żeby nikt nie nasłał na mnie opieki społecznej czy coś
- przepiórki koty dostają za dwoma płotkami, właśnie po to, żeby uniknąć takich akcji, a rzecz zadziała się o zgrozo pod moim nadzorem, kiedy ćwiczyłam swoje pociążowe nadkilogramy na rysiowej macie dwa kroki od niego.
No więc wczoraj zerkam na Rysia - obraca w paluszkach gryzak. Po kilku sekundach zerkam znowu... a tam Ryś z obiema rączkami w rozbebeszonej przepiórce miętosi sobie flaczki
a koło niego oczywiście ukontentowana Tula. Całe szczęście, że miał chwilę zawahania i zdążyłam go dopaść zanim się poczęstował, ale na widok tej zakrwawionej rączki podnoszącej przepiórcze bebechy do buźki to prawie padłam trupem.
No więc wczoraj zerkam na Rysia - obraca w paluszkach gryzak. Po kilku sekundach zerkam znowu... a tam Ryś z obiema rączkami w rozbebeszonej przepiórce miętosi sobie flaczki
Ines, no rzeczywiście niezły gratis! :)
Usiłowałam to sobie wyobrazić, zwłaszcza że akurat teraz zacieśniam znajomość z pięciomiesięcznym obywatelem w sensie ludzkim obywatelem, tyle że nie moim :) Ale nie, nie będę mu przynosić przepiórek :) Chyba straciłabym koleżankę...
W sumie uczynne te twoje koty, dzielą się ładnie...
Miau :)
Usiłowałam to sobie wyobrazić, zwłaszcza że akurat teraz zacieśniam znajomość z pięciomiesięcznym obywatelem w sensie ludzkim obywatelem, tyle że nie moim :) Ale nie, nie będę mu przynosić przepiórek :) Chyba straciłabym koleżankę...
W sumie uczynne te twoje koty, dzielą się ładnie...
Miau :)
-
Chasing The Sun
- Posty: 150
- Rejestracja: 2018-03-19, 23:28
- Lokalizacja: Rainbow
Lisa, moja mała kochana małpka nienawidzi wody pod żadną postacią, a najbardziej tej z miseczki - kawałki mięsa wyciąga pazurami i tak wygląda jej posiłek - woda zostaje!!! Oczywistym było, że prędzej czy później nabawi się problemów!! Doszedł stres - remont u sąsiadów i nasza tygodniowa nieobecność i mamy sik za kuwetą - pierwszy raz jej się to zdarzyło. Ale nie to mnie wkurzyło. Łapię siuśki, biegnę do najbliższego weta, wyniki mamy po godzinie i co słyszę w słuchawce: proszę przyjść po antybiotyk. Ojej, mówię, są bakterie? Nie, nie ma, ale jest stan zapalny i trzeba podać antybiotyk. No i wiecie co? Szlag mnie trafił!! Bo ja jestem uświadomiona i oczywiście żaden antybiotyk ani lek przeciwzapalny nie jest nam potrzebny, ale ilu jest takich ludzi, którzy ufają wetom i faszerują te biedne małe zwierzątka lekami, robiąc im krzywdę??
A, i jeszcze jedno: Lisa mało pije, a więc i mało sika (Mona dużo pije i rpbi wielkie krowie placki, a Lisa kulki dużo mniejsze), a pani weterynarz zdziwiona, że to z jednego siku tak dużo
- szkoda, że nie widziała ile Mona potrafi nasikać!!
Sorry, za taki długo wywód, ale ręce opadają - masakra!! Musiałam sie wyżalić ludziom, ktorzy wiedzą o co chodzi
A, i jeszcze jedno: Lisa mało pije, a więc i mało sika (Mona dużo pije i rpbi wielkie krowie placki, a Lisa kulki dużo mniejsze), a pani weterynarz zdziwiona, że to z jednego siku tak dużo
Sorry, za taki długo wywód, ale ręce opadają - masakra!! Musiałam sie wyżalić ludziom, ktorzy wiedzą o co chodzi
Arora,
Człowiek czujności tracić nie może. Czasem nawet wydaje się, że wet fajny, można pogadać, dowiedzieć sie czegoś i wolę właściciela co do sposobu karmienia uszanuje. A tu z nienacka steryd, parafina, albo antybiotyk jak u Ciebie. Wali do muchy z armaty. I czasem już nie wiadomo komu ufać i kiedy. I kiedy mam racje nie zgadzając się na terapie, a kiedy jestem tą „świrniętą pańciusią”
W zeszłym tygodniu konsultowałam się z dwoma weterynarzami w sprawie biegunki u 7 tygodniowych maluchów. Obydwoje zgodni, pewnie robale, trzeba odrobaczyć. No to doczekałam do weekendu by mieć malców na oku cały dzień i dobrze zrobiłam, bo u jednego smyka pojawiła się biegunka z dużą ilością krwi. W niedzielę rano na dyżur i od wetki, która wcześniej potwierdziła, że trzeba odrobaczac usłyszałam: „przecież przy biegunkach się nie odrobacza, bo to zaostrza stan!”

Człowiek czujności tracić nie może. Czasem nawet wydaje się, że wet fajny, można pogadać, dowiedzieć sie czegoś i wolę właściciela co do sposobu karmienia uszanuje. A tu z nienacka steryd, parafina, albo antybiotyk jak u Ciebie. Wali do muchy z armaty. I czasem już nie wiadomo komu ufać i kiedy. I kiedy mam racje nie zgadzając się na terapie, a kiedy jestem tą „świrniętą pańciusią”
W zeszłym tygodniu konsultowałam się z dwoma weterynarzami w sprawie biegunki u 7 tygodniowych maluchów. Obydwoje zgodni, pewnie robale, trzeba odrobaczyć. No to doczekałam do weekendu by mieć malców na oku cały dzień i dobrze zrobiłam, bo u jednego smyka pojawiła się biegunka z dużą ilością krwi. W niedzielę rano na dyżur i od wetki, która wcześniej potwierdziła, że trzeba odrobaczac usłyszałam: „przecież przy biegunkach się nie odrobacza, bo to zaostrza stan!”
Shana, Anilina,
dziw nad dziwy, to za mało powiedziane!! Mało tego, gęstość moczu w normie, a ph 7 po jedzeniu, jedynie duża ilość struwitów, co oczywiście było do przewidzenia, a ona mi tu antybiotyk serwuje!!! Za każdym razem w takich sytuacjach dziękuję za to Forum i za całą wiedzę, która tutaj jest; wszystkim ludziom, którzy poświęcają swój czas i się nią dzielą, bo gdyby nie to, to byłabym jedną z wielu nieświadomych właścicieli słuchających wetów.
A propo, czy możecie polecić mi jakąś książkę z weterynarii, którą warto przeczytać, tak aby móc się podeprzeć wiedzą książkową a nie internetową w takich potyczkach z wetami?
dziw nad dziwy, to za mało powiedziane!! Mało tego, gęstość moczu w normie, a ph 7 po jedzeniu, jedynie duża ilość struwitów, co oczywiście było do przewidzenia, a ona mi tu antybiotyk serwuje!!! Za każdym razem w takich sytuacjach dziękuję za to Forum i za całą wiedzę, która tutaj jest; wszystkim ludziom, którzy poświęcają swój czas i się nią dzielą, bo gdyby nie to, to byłabym jedną z wielu nieświadomych właścicieli słuchających wetów.
A propo, czy możecie polecić mi jakąś książkę z weterynarii, którą warto przeczytać, tak aby móc się podeprzeć wiedzą książkową a nie internetową w takich potyczkach z wetami?
Jeśli można się czegoś dowiedzieć przy okazji... miałam problem z biegunką i wet (taki od zrobię kotu krzywdę dając mięso i jestem "świrniętą pańciusią".. czy oni mają takie zwroty w jakichś naukach, że tak mi podobnie brzmi?) odradził odrobaczanie (posłuchałam w tym względzie, ale potem odrobaczyłam i qpa się unormowała), ale przecież bywa tak, że biegunka jest od robali, więc jak ją leczyć, skoro robali się pozbyć nie można?
- Jinx the Cat
- Posty: 183
- Rejestracja: 2014-12-21, 10:23
- Lokalizacja: Bawaria
Ines - mistrzostwo swiataInes pisze:Dziecko ma sześć miesięcy, do zamrażarki dostępu jeszcze nie ma (choć podejmowało próby lizania jej z zewnątrz) ale kilka razy próbowało sobie rozszerzyć dietę barfem z kociej miski, zresztą koty też nie próżnują - zawracałam już Tulę i Berena niosących paniczowi whole prey
Trzymajcie sie i wesolych swiat !!!!
Ostatnio zmieniony 1970-01-01, 01:00 przez Jinx the Cat, łącznie zmieniany 1 raz.
Koty to lepsi ludzie !
i ja coś z siebie wyrzucę w tym wątku mimo iz nie dotyczy BARFA
Bobiemu się zatkała zatoka okołoodbytnicza - zrobił się ropień i poszło w ogon - w ogonie mnóstwo ropy i wydzielina z zatok i już 3x dostał Tolfine/Tolfidynę
aby optymalnie leczyć kota z rozwalonym układem pokarmowym konusltowałem się w poprzednich miesiącach z kilkoma wetami, czytałem różne artykuły - lek jest na czarnej liście leków jakich nie powinien dostawać
Za 1 podaniem leków jeszcze tego nie skojarzyłem, więc nie mam do siebie wielkich pretensji.
Za 2 i 3 razem kot również dostał lek!
Nie wiem czy coś ze mną jest nie tak, czy to kwestia emocji, że po takich 30 minutach wycia w bólu kota, człowiek przestaje myśleć logicznie i pozostawia wszystko w rękach weterynarza prowadzącego.
Pozostaje teraz tylko liczyć na fart, że nie będzie konsekwencji nerkowych i że leczenie się uda bez większych powikłań, a to też nie prosta sprawa bo w klinice nie zdarzyło się sytuacja wycieku z zatok okołoodbytniczych do ogona i drugi znany mi wet też nie miał takiej sytuacji
Bobiemu się zatkała zatoka okołoodbytnicza - zrobił się ropień i poszło w ogon - w ogonie mnóstwo ropy i wydzielina z zatok i już 3x dostał Tolfine/Tolfidynę
aby optymalnie leczyć kota z rozwalonym układem pokarmowym konusltowałem się w poprzednich miesiącach z kilkoma wetami, czytałem różne artykuły - lek jest na czarnej liście leków jakich nie powinien dostawać
Za 1 podaniem leków jeszcze tego nie skojarzyłem, więc nie mam do siebie wielkich pretensji.
Za 2 i 3 razem kot również dostał lek!
Nie wiem czy coś ze mną jest nie tak, czy to kwestia emocji, że po takich 30 minutach wycia w bólu kota, człowiek przestaje myśleć logicznie i pozostawia wszystko w rękach weterynarza prowadzącego.
Pozostaje teraz tylko liczyć na fart, że nie będzie konsekwencji nerkowych i że leczenie się uda bez większych powikłań, a to też nie prosta sprawa bo w klinice nie zdarzyło się sytuacja wycieku z zatok okołoodbytniczych do ogona i drugi znany mi wet też nie miał takiej sytuacji
