Zależy, co kto rozumie przez słowo "dba". Ja nie nazwałabym dbaniem, jeśli ktoś hodowlę karmową ma w ciemnej, nieogrzewanej piwnicy czy innej budzie, zwierzęta trzyma w miniboksach, w których mają tylko trochę ściółki, poidło i karmidło a całe ich życie polega wyłącznie na jedzeniu, kupkaniu i rozmanżaniu, bo żadne inne bodźce do nich nie docierają. To samo oczywiście można powiedzieć o klatkowej hodowli drobiu czy innych zwierząt.Ines pisze:Teraz wiem już też, że o taką karmówkę się dba, bo gady są bardzo wrażliwe, i nikt rozsądny nie ryzykowałby sprzedawania na pożywienie dla nich zwierząt chorych albo czymś naszprycowanych.
Rozumiem, że zwierzę przeznaczone przez człowieka na karmę rodzi się tylko po to, by prędzej czy później skończyć na czyimś talerzu, ale po mojemu ważne jest to, jak żyje, zanim go uśmiercą. I bardzo boleję, że nie mam dostępu do tzw. szczęśliwych zwierząt i muszę karmić siebie i innych zwierzętami nieszczęśliwymi.