Margot
Ani białaczki kociej, ani HIV'a kociego ani FIP'a Sokrates nigdy nie miał wykluczanego. Tylko jeden z naszych kotów miał wykluczaną białaczkę kocią i HIV'a kociego, bo był przygarnięty w wieku 3 lat i wyglądał bardzo źle. Odsuwam jednak od siebie takie myśli, że mógłby mieć jedną z tych chorób. Ma już 9 lat, chore nerki, myślę, że te choroby by się ujawniły, nawet jeśli teraz jest w fazie uśpionej któraś z tych chorób to jednak coś powinno chyba na nie wskazywać. Sokrates zawsze był super wesołym kotem, wariującym, nigdy nie miewał gorączki, nigdy nie miał żadnych stanów zapalnych w uszach, oczach, czy gdziekolwiek na skórze, okaz zdrowia z wyglądu. Nigdy powiększonych węzłów chłonnych. Jedynie to jedzenie - marudził od dziecka, ale było to raczej marudzenie rozpieszczonego kociaka i nie wyglądało chorobliwie. Oczywiście pogadam z weterynarzem, pewnie nie jednym.
Kot jest niewychodzący od czasu kiedy jest z nami. Te ostatnie spacery to są w plecaczku nosidełku i maksymalnie po 20 cm ławki jak sobie przysiądziemy. Zaczęliśmy chodzić niedawno.
Najbardziej prawdopodobne są 2 przyczyny stan zapalny w układzie moczowym i głód, którego apogeum mieliśmy w lutym. Nawadnianie też kulało pomimo tych kilku kroplówek. Złapię mocz na posiew i na ogólne badanie na początek. Na miau większość osób, które borykają się z kotem z wielotorbielowatością nerek boryka się z ciągle nawracającymi bakteriami w nerkach, torbiele bardzo sprzyjają bakteriom, również Neska o tym mówiła. Podobno podobno bardzo trudno jest się ich pozbyć, u niektórych kotów może to być nawet niemożliwe. Nasuwa się pytanie, czy przewlekły, bądź nawracający często stan zapalny w nerkach może być powodem obrazu takich wyników? Ty piszesz, że ten obraz jest charakterystyczny dla zakażenia wirusowego. Sokrates raczej musiałby wirusa złapać zaraz po urodzeniu, wzięliśmy go razem z jego siostrą kiedy miały 3 miesiące, góra 4, ale raczej 3. Wyglądały na zdrowe kociaki, jedynie w oczkach resztki kociego kataru widoczne, bardzo szybko same się wyleczyły. Kiedy miał 2 lata miał infekcję układu moczowego, ciężką, długotrwałą, cudem z niej wyszedł, później jeszcze ze 2 razy epizody tzw. przytkania się, cokolwiek to było, wtedy było beznadziejnie niezdiagnozowane i szybko niby wyleczone antybiotykiem. Jednak gdy dotarliśmy do dr Marcińskiego to od zawsze w nerkach cechy przewlekłego stanu zapalnego.
Teraz, to jest od około 10 miesięcy Sokrates ma dużo gorszy apetyt, już nie wygląda to na marudzenie kota, ale na chorobliwie słaby apetyt. Muszę za nim chodzić, prosić, pilnować go żeby wziął cokolwiek do pyszczka. I jakoś to zwykle jest. Mintaj gotowany, bo mintaj, ale zje. Nie chce tego dostaje coś innego. Podsunę kawałek tłuszczu z kaczki zje, a jak nie chce to podsunę drugi raz. Jakoś to się kręci. Pracuję w domu, więc w zasadzie mam taki budzik w głowie nastawiony na potrzeby Sokratesa :) W lutym, przez większą część lutego miałam zdrowotną pauzę, 2 tygodnie totalną, potem wracałam do normalnego działania, ale kot był ciągle zaniedbywany. W końcu na przełomie lutego i marca dopadła mnie taka grypa, że grypa dziesięciolecia :) Tydzień całkowitego zgonu i drugi tydzień powrotu, kot znowu był zaniedbywany. Oczywiście gdy ja leżałam z grypą kot też poszedł na 100% swojego czasu spać. Gdy mi przeszło, kot wrócił do dużo bardziej czynnego udziału w życiu rodziny. Przez 2 tygodnie nie był pojony wcale, a z jedzeniem nikt za nim nie chodził i go nie prosił, tzn. mąż się starał, ale ten kot to jest mój kot i on za bardzo nie reaguje na starania innych osób. Wiem, że to się może wydawać dziwne, ale Sokrates jest jakoś bardzo energetycznie, czy jak to nazwać, emocjonalnie, związany ze mną. Oczywiście można to przypisywać przypadkowi, ale za każdym razem kiedy miał ostre nazwijmy to "stany zapalne" pęcherza zbiegało się to z moimi poważniejszymi problemami zdrowotnymi. Teraz w lutym gdy ja byłam nieczynna kot na 99% od ręki był też nieczynny, coś jakby depresja. Być może to głupota, ale teraz gdy ja się źle czuję, jestem przeziębiona, itp. trzymam się od niego z daleka, normalnie się boję, że ode mnie coś ściągnie :) Ma wtedy depresję, że ja jestem nieczynna, śpi więcej, ale przynajmniej nie choruje na ostro. To jest bardzo wyjątkowy kot pod względem psychicznym, on jest nieszczęśliwy gdy się mu nie dostarczy bodźców intelektualnych i bardzo bliskiego kontaktu.
No dobrze, teraz będę szukała wszelkich argumentów, aby te 3 paskudne choroby zakaźne kocie wyprzeć z mojej głowy. Jednym z tych argumentów nagle stał się taki, że ten kot mnie kocha i gdy ja jestem chora on też się fatalnie czuje :) Pewnie mi nikt nie wierzy. Faktem jest jednak, że gdy wyjeżdżam na kilka dni kot nie je i jest smutny, gdy wracam biega po mieszkaniu jak szalony z radości. Teraz to się nie dziwimy temu, że nie je, ale tak samo było przez całe jego wcześniejsze życie, gdy jadł jako tako.
USG trzeba powtórzyć, było robione w sierpniu u dr Marcińskiego. W innych organach stanu zapalnego nie było. USG było bardzo dokładne. Później w jesieni u dr Neski tylko zerknięcie poglądowe.
Bakterie w nerkach w torbielach, w zakamarkach między torbielami i bardzo delikatna konstrukcja psychiczna - proszę niech te diagnozy pozostaną i niech nic nowego nie dochodzi
