Tylko czas.
Mój młody, śmietnikowy kot, miał podobnie. I choć nie rzuca się już na mnie, jak idę z miskami (wszystkie pazury wbite w udo - rozkosze poranków...), to swoje żarcie połyka i leci do michy Sanjira, który je normalnie, czyli wolniej. Sanjiro zwykle warczy i zwykle to nie pomaga, więc mam serię tricków pomocniczych:
- warczę ja (młody rozumie i się wycofuje. wadą jest, że muszę być w pobliżu)
- zabieram młodego do innego pokoju, jak pożre swoje (wadą jest, że wtedy próbuje się wydostać i wyje)
- próbuję wyrównać szanse, podając małemu np, kawał mięsa z kością (to w sumie wychodzi najlepiej, bo Sanji kości nie je, a młody lubi je obgryzać, więc czas przy misce ma szanse na wyrównanie, gorzej, jak widzi, że czas leci, a miska Sanjiego się opróżnia

)
Cirdanek przestał nieustannie miauczeć o jedzenie (miauczy mniej), ale nie ma skrupułów, jeśli chodzi o zżeranie różnych przypadkiem "znalezionych" rzeczy. Kromka chleba, kotlet pozostawiony na patelni, marchewka, ciastko, wylizane talerze, garnki - nawet jeśli nie zje, to wyliże i wytarga. Włazi na człowieka i przymierza się do przechwycenia jedzenia między talerzem a ustami - jest naprawdę bezczelny. Zwykle wcina swoje do czysta, dławi się, bo próbuje łykać nawet duże kawałki.
U mnie nie sprawdziło się dawanie żarcia do oporu, ile chciał - kot dostawał rozwolnienia, przechodzącego w biegunkę. W moim rozumieniu: nie nadążał z trawieniem. Dostaje więcej niż Sanji, dostaje kości, żeby jadł wolniej i mógł się jedzeniem pobawić i trochę zmęczyć, ja pilnuję, żeby za bardzo się do michy S. nie ładował, Sanjiro nauczył się ponuro warczeć nad michą.
I tyle. Do ideału daleko, ale co zrobić, kot po przejściach.
