Mój pies ma prawdopodobnie alergię na zanieczyszczenie powietrza/spaliny. Objawia się to silnym bólem gardła i krtani, śluzówka jest silnie zaczerwieniona, mocno obrzęknięta, bolesna, trochę flegmy. Wymazy i inne cuda były robione - nie ma bakterii, stąd moje przypuszczenia, że to alergia (eozynofile mocno powyżej normy). U rodziców na wsi nigdy nie choruje, natomiast jak tylko wrócimy do Krakowa - gardło boli jak diabli.
Od kiedy barfujemy jest sporo lepiej - boli tylko co ok. dwa tygodnie, wcześniej było to minimum raz (maks 3 razy) w tygodniu. Poprawa jest - super, ale nie chcę do końca życia psa faszerować pyralginą jak go zaczyna boleć. Pomyślałam o ziołach, ale kompletnie się na tym nie znam i dlatego proszę o pomoc
Psiur ma prawie 8 lat, kundel bury, waży koło 25 kg. Niestety jest psem, który nigdy nie pokazuje, że coś go boli, więc orientuję się że coś jest nie tak jak już jest na prawdę tragicznie a pies się prawie dusi. Zaczyna się tym, że ma "smutne uszka", chwilę później przełyka ślinę, po kolejnej chwili zaczyna się ślinić, później lizać podłogę a po paru minutach już jest dramat do kwadratu, bo z bólu zaczyna zjadać wszystko co mu się pod mordę nawinie - worki na śmieci, siano, ręczniki, kocyk, kartki papieru, sznurówki. Po wyjściu z domu rzuca się na trawę i pochłania ją w gigantycznych ilościach. Jak trawy nie ma, to liście z drzew, patyki, piasek, śmieci - cokolwiek, byle zeżreć i zwymiotować
Widzę, że barf sporo pomógł, dlatego zastanawiam się nad wprowadzeniem jakichś naturalnych dodatków, które by mu pomogły z tą alergią i nie obciążą mu wątroby, bo podawanie tej pyralginy mnie dobija. Jakieś pomysły?